Pod rozwijającymi się medialnymi aferami w różnych sferach, od życia towarzyskiego w kręgach znanych osób showbiznesu, aktorów, celebrytów, przez osobistości życia politycznego po najwyższe szczeble władzy natrafiam nieraz na komentarz rodem z seansów filmowych: "Biorę popcorn i zasiadam do oglądania". Jak przy ulubionym serialu, bo najczęściej afery ciągną się przez wiele odcinków. Tak jest właśnie z aferą w sprawie sędziów, która ciągnie się tak samo długo, jak wiele spraw w polskim orzecznictwie sądowym. Gdy czytam, jak długo potrafią trwać niektóre, wydawałoby się, proste sprawy, mam wątpliwości czy sądy w ogóle są potrzebne, bo zdarza się, ze jedna ze stron umiera zanim doczeka ostatecznego prawomocnego wyroku. I wtedy pada już ostateczna decyzja o umorzeniu sprawy.
Ostatnie sceny przed Sejmem, limuzyny, kordony ochronne, krzyki, manifestacje - można było oglądać prawie jak kolejny odcinek "Chłopców z ferajny". Jedni sędziowie złożyli przysięgę przed prezydentem, inni przed sejmem; obie strony zarzucają sobie działania bezprawne. Pytanie zasadnicze się nasuwa: jak mogą orzekać sędziowie, co do których są wątpliwości o legalność nominacji. Toż to wywraca całą jurysdykcję do góry nogami. No i którzy mają orzekać, skoro jest ich teraz więcej niż stanowisk w TK? Może wprowadzić rotację? W poniedziałki będą orzekać jedni, we wtorki inni... i taki grafik ułożyć tygodniowy, miesięczny? A my sobie usiądziemy przed telewizorami i będziemy zajadać popcorn.
Przyda się także podczas śledzenia zawirowań w sprawie NBP - bo raz ma nadwyżkę, zyski i zakupione sztaby złota, a po kilku tygodniach okazuje się, że trzynastomiliardowe straty. Śledząc medialne doniesienia, krzykliwe tytuły, trzeba mieć świadomość, że do wiadomości publicznej dociera tylko niewielki ułamek istotnych informacji. Na tej podstawie nie da się wyciągnąć żadnych wniosków, a nasza widza to tylko tyle, ile nam ujawnią ci, którzy trzymają karty. Nie oszukujmy się, my tych kart w ręku nie mamy, nie mówiąc o atutowych asach. Zwyczajny człowiek może tylko być widzem.
Gorzej, gdy w różnych okolicznościach staje się kartą przetargową, jak wtedy, gdy zachoruje i musi skorzystać z publicznej służby zdrowia, od której działań można jeszcze bardziej zachorować. Decyzja o wydłużeniu czasu płatności za nadwykonania diagnostyczne (m.in.) tomografii) już wydłużyła kolejki. Decyzja ta ma przynieść milionowe zyski NFZ, ale czy przyniesie zyski zdrowotne pacjentom? Obie strony znowu spierają się co do milimetra, a właściwie co do grosza.
Wszystko rozgrywa się na naszych oczach, ale jak w każdym serialu, pokażą nam tylko to, co chwytliwe, krzykliwe, medialne. My jesteśmy przed ekranem: oglądamy serial niekompetencji i przepychanek. Jedzmy popcorn, dopóki jeszcze mamy na to zdrowie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz