Wybory

        Wybory osobiste determinują nasze życie. Czasami bulwersują opinie publiczną, zwłaszcza gdy rzecz jest tak medialna, jak komentowane właśnie emerytury w służbach mundurowych. Emerytury wojskowe... Zaglądanie do cudzych portfeli z reguły kończy się frustracją. Może dla spokoju ducha lepiej nie zaglądać?

        Mój siostrzeniec po gimnazjum wybył domu i samodzielnie podjął decyzję, że pójdzie do szkoły lotniczej w Dęblinie. Został pilotem samolotów pasażerskich. Kiedy stał przed wyborem czy zostać pilotem wojskowym, czy cywilnym, rodzice namawiali go, żeby wstąpił do wojska, bo będzie miał większe pieniądze. Postanowił inaczej. Mówił im: "Do wojska nie idzie się, żeby mieć pieniądze". Potem zaczęła się wojna w Ukrainie i codzienne (i nocne też) loty wojskowych samolotów nad moim domem. Czasami huk budził mnie w środku nocy lub przed świtem. Lepsze niż budzik: nie groziło mi zaspanie do pracy. 

       Czasami trzeba podejmować decyzje dosyć wcześnie. Artykuł na Onecie o młodym szachiście, który w lutym tego roku został wicemistrzu świata w swojej kategorii wiekowej. Artykuł TUTAJ   Czy sukces bierze się sam z siebie? Szachy tak samo jak każda dyscyplina wymaga trenowania. A to z kolei wymaga pieniędzy. Nie raz w roku, lecz stale przez wiele lat. Treningi, zgrupowania, uczestnictwo w turniejach... Rok w rok na coraz wyższym poziomie, żeby zostać arcymistrzem światowej klasy. I tak jest w każdej dyscyplinie. Czy dotacje sportowe są przydzielane adekwatnie do sukcesów? No tu mam ogromne wątpliwości, gdy patrzę na przykład na "sukcesy" polskiego futbolu. 

       W pewnym momencie każdy musi zdecydować, co będzie robił w przyszłości. Czy będzie pilotem wojskowego myśliwca, czy mistrzem szachów. Można też przejąć rodzinny biznes i prowadzić sklepik osiedlowy lub warsztat samochodowy. Albo zrobić odpowiednie prawo jazdy i jeździć busem w firmie transportowej obsługującej sieć lokalnych dróg w powiecie. Jej właściciel, rozwijający firmę od dwóch dekad, ma trzy córki i dwóch synów. Wszyscy jeżdżą w firmie ojca. Mało tego, jeżdżą też synowe i zięciowie. Obecnie firma obsługuje nawet wycieczki zagraniczne. 

         Różne decyzje stają przed człowiekiem w ciągu życia. Można zostać nauczycielem i wysłuchiwać epitetów w stylu "nieroby", "nieudacznicy", "nieuki; można być pielęgniarką i czytać, że "zamykają się w dyżurce i kawę piją"; można zostać lekarzem ze specjalizacją "konował" przypisaną przez  niezadowolonych pacjentów... Można też nie skończyć żadnej szkoły, nie iść do żadnej pracy, tylko przez całe życie korzystać z zasiłków, ponieważ "w tym kraju nie ma pacy dla ludzi z moim wykształceniem". 

         Ja jednak wiem, że wolę mieć mniejsze pieniądze niż latać myśliwcem, bo od przeciążeń ciśnienia rzędu 10 g boli mnie głowa. 


11 komentarzy:

  1. Myślę, że każdy wybór coś daje i coś odbiera. Najważniejsze jest chyba móc powiedzieć, że wybrałam/-łem świadomie. I dobrze, że nie wszyscy chcą tego samego, bo świat byłby bardzo ciasny;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam. Jak to w życiu bywa, nie wszystkie decyzje są najlepsze, ale niektóre przynajmniej można naprawić.

      Usuń
    2. Dlaczego zakładać, że wybory i decyzje są złe i trzeba je naprawiać? Po prostu wybierając, trzeba się liczy z konsekwencjami i świadomie je akceptować

      Usuń
  2. Bez wątpienia, niemniej gdy wybiera się świadomie, "straty" nie są tak bolesne, każdy wybór to lawirowanie miedzy różnymi "profitami" - sęk w tym, co będzie dla nas ważniejsze

    OdpowiedzUsuń
  3. Wychodzę z założenia, że w danym momencie musimy podjąć jakąś decyzję i ją podejmujemy. I nie ma po co później tego żałować lub nie.
    Choć ja miałam w pewnym momencie taki dylemat: dobrze wybrałam zawód czy nie, zaraz po szkole stała umowa o pracę( dziś to nie do pomyślenia!) Ale potem już tak łatwo nie było, bo praca z dziećmi łatwa nie jest. Ale dzieci jak to dzieci, rodzice też byli w porządku, najgorsze w tym wszystkim były koleżanki. Do dziś uważam ,że to najbardziej pokopana ( a można, przydałoby się mocniejsze określenie) grupa zawodowa. I naprawdę guzik mnie obchodzi, że ktoś może pomyśleć ,że robię w swoje gniazdo.
    Wiecznie coś nie pasowało i wiecznie te ploty, intrygi i jeszcze gorzej.
    A zawsze chciałam i robiłam swoje. I wszystko mi pasowało. Dzieci, ich rodzice, pensja, godziny pracy i warunki.
    Miałam okazję pracować też w innych branżach i uwierz mi, czasem było trudno( nawet bardzo trudno) i przyjmowałam to z pokorą. Jednak nigdzie nie było takiej zawiści, zazdrości jak w moim wyuczonym i wykonywanym zawodzie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przykre to, co piszesz, ale wyobrażam sobie, jak to jest, rozmawiając z różnymi ludźmi słyszę, że w wielu środowiskach tak bywa, może to kwestia tego, do jakiego zespołu się trafi? Najlepiej tak, jak Ty, po prostu robić swoje;
    Jak się dobrze przyjrzeć, to nie widzę, żeby w jakimkolwiek zawodzie było wszystko pięknie, wszędzie się żrą, manipulują, kłócą, tworzą jakieś frakcje, a jak się trafi toksyczna osoba, to może zepsuć dobrą atmosferę na dobre;
    Oczywiście najlepiej zna się swoje środowisko i widzi się jego wady, to chyba dobrze, że się widzi to, co niefajne; w kręgu bliskich znajomych znam takie relacje od środowisk na wyższej uczelni i na szczeblu ministerialnym po małe lokalne środowiska szkolne, instytucje powiatowe itp. - naprawdę wszędzie można zetknąć się z patologią;
    Dlatego tylko własna sumienność i uczciwość może pomóc w dobrym samopoczuciu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że wszędzie dziś rozgrywają się małe dramaty. To żadna nowość , ani wyjątek.
      A uczciwość i sumienność to czasem za mało, a wręcz uważane są jako cechy ludzi słabych. Najważniejsze to dobrze orientować się w co grają ludzie, z którymi przyszło ci żyć. I to wcale nie znaczy, że musisz grać tak samo. Pewne sprawy, niestety, uświadomiłam sobie zbyt późno.
      Choćby to, że musisz zbudować w sobie wewnętrzną siłę, poszukać autentycznych sojuszników, jako wsparcie w nierównej walce. Dyrektor może być człowiekiem słabym, ale to on jest przy władzy i podejmuje decyzje- tego zostawię bo mi się przyda, a tego "uwalę" i nic się nie stanie. I często, to ,że jesteś dobra w tym co robisz, nie ma najmniejszego znaczenia.
      I trzeba niestety brać pod uwagę, że nagle wypadasz z gry!
      I co potem? Potem kręcisz się w kółko, pukasz do tych samych zamkniętych drzwi, gdzie nikt nie ma ci zamiaru otworzyć. Walisz głową w mur zanim po krótszym lub dłuższym czasie wreszcie do Ciebie dociera- zaraz, zaraz, na tym jednym zawodzie świat się nie kończy! Nawet jeśli jesteś na samym dole społecznej drabiny , a nawet jeszcze poniżej ( bardzo bolesne, bardzo) Jeden telefon i czujesz, ze właśnie podjeżdża tramwaj, który wprawdzie nie rozwiąże wszystkich Twoich problemów, ale zawiezie Cię tam, gdzie zaczniesz ogarniać rzeczywistość i działać.
      I tu zaczyna się wolność, która nie oznacza, że dostajesz wszystko co chcesz. Ale dostajesz więcej niż chcesz!

      Usuń
    2. Czyli najważniejsze to wsiąść do właściwego tramwaju... a wcześniej wiedzieć, kiedy wysiąść z tego niewłaściwego, gdy sytuacja jest nie do zniesienia - oby decyzje zawiozły nas zawsze do właściwych przystanków!

      Usuń
    3. Mniej więcej.
      Jednak jest mała uwaga - wcale nie tak łatwo wysiąść. Co nas blokuje ? Komfort. Stała umowa o pracę , przywileje, dobra pensja. To psychologicznie udowodnione, bo co jeśli podejmiesz decyzję, a potem będziesz żałować?! Tkwimy więc w szambie, które nas dzień po dniu niszczy...
      Dobra konkluzja!

      Usuń
    4. Tego się trzymamy!

      Usuń
  5. A czy nie wygodniej dla wielu jest zrzucać ciągle winę za własne niepowodzenia i frustracje na innych? Znam osoby, które w wieku 60 lat obarczają winą rodziców za jakiś tam wybór lub brak wsparcia, doprawdy nie mieli czasu by cos zmienić?

    OdpowiedzUsuń

Kalkulacje wojenne

       Jakie to osiem wojen Trump zakończył, czym się nieustannie chwali, gdy właśnie rozpętał kolejną?  Czy sam? Wątpię. Sojusz USA i Izrae...