Angliści i puryści językowi niech się nie zżymają, ten tytuł to oczywiście bzdura, dosyć żartobliwa, ale może nie tak do końca. Zależy jak spojrzeć i jak rozumieć.
Trzy miasta, trzy zdumienia.
Miasto powiatowe pierwsze - gdzieś na Pomorzu
Akcja Kobieca Twarz Roku - galeria ponad pięćdziesięciu zdjęć kobiet z powiatu w trzech kategoriach: Córki, Matki, Kobiety Dojrzałe. O przypisaniu do kategorii decyduje sama uczestniczka. Zależy jak się czuje i co chce sobą reprezentować, jaką przyjmuje postawę, jakiego ma ducha. Dlatego w kategorii Matki spory rozziew wiekowy. Dziwi też obecność kobiety mocno dojrzałej w kategorii Córki, z kolei w kategorii Kobiety Dojrzałe widzę twarze mocno podretuszowane na młodzieńczość. W kategorii Matki wiele zdjęć właściwie bardziej pasowałoby do portalu randkowego, ale to może tylko moje uprzedzenie. Dlatego napiszę o tych, które dla mnie byłyby warte uwagi i głosu - bo można głosować.
W kategorii Matki zwróciłam bardziej uwagę na zdjęcia, twarze, w których widać nieupozowaną codzienność, na głowie węzeł rozsypujących się włosów, jeszcze nieperfekcyjny poranny makijaż, jakby kobieta na chwilę w wirze obowiązków przystanęła do fotografii. Widać w oczach odrobinę zmęczenia, pośpiechu, ale i błysk szczęścia, lekki uśmiech. W kategorii Córki zdjęć najmniej, dosyć ubogi wybór. Nie wiem, co decydowało o przypisaniu się autorek - bohaterek zdjęć do tej kategorii, ale może najbardziej pasowałaby twarz dziewczyny siedzącej w pokoju, pochylonej nad ... nie wiem, stołem, biurkiem, w tle okno symbolizujące proces przygotowywania się do wejścia w dorosłość. Dosyć stereotypowe skojarzenie, bo córką można być i w bardziej dojrzałym wieku, ale nie ma w galerii interesujących propozycji, które ujmowałyby bycie córką jako więź na całe życie.
I w kategorii Kobieta Dojrzała zdecydowanie moim zdaniem wygrywa pani z ogromnym misiem, chyba to w jakimś sklepie zrobione, bo miś ma metkę. Dlaczego? Ponieważ ukazuje w dojrzałej kobiecie dziecięcą radość życia, a poza tym jest w tym żart i humor, postawa z przymrużeniem oka, bo widać, że to przytulenie się do misia może oznaczać i przytulenie się do własnych wspomnień, i radość bycia babcią - odczytuję tego misia jako prezent dla wnuka chociażby. Ciekawe są też fotografie dojrzałych kobiet w sytuacjach aktywności, w sportowym ubraniu, na wycieczce, z plecakiem, w podróży. Kobieta dojrzała przecież nie musi siedzieć w domu. To czas rozwijania ciekawości światem, czas poświęcany sobie.
W ogóle nie wiedziałam, że taki konkurs jest organizowany i to nawet na szczeblu ogólnopolskim. Najpierw są eliminacje regionalne, w powiatach, województwach, internauci głosują, ktoś przechodzi do dalszego etapu. Ogólnie ciekawe, ale też trzeba mieć odwagę, bo zdjęcia sa podpisane imieniem i nazwiskiem, są podane miejscowości, skąd kobiety pochodzą. Do pierwszego lokalnego etapu organizatorzy przyjmują wszystkie nadesłane zdjęcia, więc pojawiają się tak różne. Może wypadałoby wprowadzić ograniczenie, żeby nie były retuszowane, co czasami trudno rozpoznać, ale niektóre są tak ewidentnie ozdabiane jakimiś gwiazdeczkami i filtrami, że to mija się z celem konkursu. Ma to być przecież Kobieca Twarz a nie mistrz fotoshopa czy zdjęcie na pokaz mody.
Miasto powiatowe drugie - gdzieś na południu kraju
Długa ulica główna prowadząca do Rynku, na którym ławeczki, drzewka, pomnik założycielki fundatorki miasteczka, jakieś rzeźby i z jednej strony - tak, wzrok mnie nie myli: ostatni w Polsce kiosk z prasą. Już dwa lata temu zapadła decyzja o zamknięciu ostatnich kiosków RUCH-u, które zresztą od dłuższego czasu znikały z miast i miasteczek. Swego czasu były stałym elementem krajobrazu, zwłaszcza miejskiego. Przy kiosku spotykali się ludzie, rozmawiali o tym, co się dzieje, w kiosku można było kupić najpotrzebniejsze rzeczy, które nagle się skończyły w domu, jak mydło, pastę do butów czy żyletki. No i prasę. Dawne czasy! RUCH założony w 1918 roku przez słynnych wydawców Jana Stanisława Gebethnera i Jakuba Mortkowicza szybko się rozrastał i w latach powojennych, w II połowi XX wieku miał największą w kraju sieć sprzedaży prasy. Pamiętam, że sama prenumerowałam kilka tytułów w kiosku. Prenumeratorzy w kioskach RUCH mieli swoje osobne teczki, moja instytucja, gdzie pracowałam, też taką miała i ktoś zawsze chodził po odbiór gazet. Stopniowy upadek przypieczętowało coraz mniejsze zainteresowanie drukowanymi gazetami, zastępowanymi informacjami dostarczanymi przez Internet. Znikały gazety, w kioskach pojawiały się inne drobne produkty: książki, słodycze, zabawki, kosmetyki. Ale upadek był nieuchronny. No więc gdy na końcu głównej ulicy i na Rynku zobaczyłam ten kiosk, co prawda bez napisu RUCH, bo spółka jako taka nie istnieje, nie mogłam się oprzeć i kupiłam gazetę: "Rzeczpospolitą" i miesięcznik "Pszczelarstwo". Były też jakieś książki, dużo krzyżówek, tygodników telewizyjnych i inne tytuły, których nie znam. A "Rzeczpospolita" przypomniała mi dawne czasy.
Inna rzecz, że dawniej jakoś nie patrzyłam na to, ile na prasę wydaję, kupowało się, bo człowiek chciał wiedzieć, co się dzieje, co piszą. Teraz patrząc na ceny gazet i czasopism jednak się zastanawiam, czy mnie na to stać. Stałam się bardziej wyrachowana czy też ceny prasy drukowanej relatywnie wzrosły w stosunku do innych produktów? Ten numer "Rzeczpospolitej" kosztował 11,90. Gdybym chciała jak dawniej kupować choć jedną gazetę codziennie, byłaby to spora kwota w miesięcznym budżecie. A tygodniki, miesięczniki?! Dawniej kupowałam kilka, z różnych dziedzin. Prenumerowałam stale interesujące mnie tytuły od literackich, przez artystyczne, teatralne, filmowe, ogrodnicze po społeczno-polityczne. Dzisiaj wydałabym na nie fortunę. I to najlepiej wyjaśnia, dlaczego czytelnictwo prasy zanikło niemal całkowicie.
Miasto powiatowe trzecie - Zamość
Przeczytałam interesującą wiadomość, która pokazuje jak dziwne są czasy. Otóż Marcin Zamoyski, potomek założyciela miasta kanclerza Jana Zamoyskiego, został uhonorowany nadaniem tytułu Honorowego Obywatela Miasta Zamość. Co za ironia historii! Nazwa Zamościa pochodzi od nazwiska Zamoyskiego. Współczesny przedstawiciel rodu Zamoyskich otrzymuje honorowe obywatelstwo miasta, które postało od jego nazwiska. Dziwne to wszystko. Inna sprawa, że Marcin Zamoyski pełnił przez ileś tam lat funkcję prezydenta Zamościa - co też musiało ciekawie wyglądać na przykład na dokumentach: Prezydent Zamościa Marcin Zamoyski. Dobre! Tylko odcisku herbowej pieczęci brakuje.
To tyle na temat informacji wynalezionych przez ostatnie dni. Poczytam jeszcze "Rzeczpospolitą". W Internecie nie mam wglądu do całości numerów, bo prenumerata internetowa do e-wydania też kosztuje. Nie przeliczałam, czy zakup dostępu internetowego wyniesie taniej.