Wychodząc poza sferę medyczną, w której termin ma określone znaczenie, atrofią nazwałabym zanik pewnych umiejętności wydawałoby się - jeszcze kilka lat temu - oczywistych. Na przykład zawiązywanie sznurowadeł. Coraz więcej dzieci w wieku przedszkolnym nie umie zawiązać sznurówek u swoich butów. Później ten brak umiejętności przenoszą do szkoły podstawowej i gdy w palcówce obowiązuje zmiana obuwia, robi się problem. Bo kto ma te zawiązywać? Nauczyciel? Dlatego rodzice w celu uniknięcia problemów - i - nie oszukujmy się - dla ułatwienia SOBIE życia - kupują dzieciom buty na rzepy. Bo wygoda, bo szybciej, bo łatwiej. Tylko że jak alarmują specjaliści od psychologii rozwojowej dzieci, jeśli w wieku kilku lat przegapi się ten moment, gdy dziecko z łatwością nauczyłoby się te sznurówki zawiązywać, z czasem będzie tylko trudniej. Ale jak to zwykle bywa, naukowcy sobie, badania sobie, a rodzic sobie. Bo... łatwiej, szybciej, wygodniej. Tymczasem manualną sprawność człowiek nabywa w określonym momencie, we wczesnym dzieciństwie. Właśnie wtedy, gdy rodzicom się spieszy i nie myślą o ułatwieniu życia swojemu dziecku w przyszłości, tylko o ułatwieniu sobie dnia teraźniejszego.
Nie chcę drążyć tego tematu, jak ktoś nie widzi problemu, to ... jego problem. Ale ciekawa rzecz, po kilkunastu latach taki dzieciak z czym będzie miał problem? Obserwacja naoczna: kurs programowania. O, tu zapewne ci młodzi dadzą sobie świetnie radę, nieprawdaż? Jasne, z zawiłościami programów tak, ale organizator postanowił sprawdzić efekty kursu i trzeba zrobić zaliczenie, coś jak taki mały egzamin. Każdy dostaje zadanie, ma na to określony czas i do dzieła. Koniec najciekawszy, żeby sprawdzić, egzaminator rozdaje wszystkim zapakowane osobno w plastikowe płaskie etui płyty CD-ROM i każe efekty pracy nagrać. Oczywiście wszystko też odpowiednio zakodowane, żeby zapewnić bezstronność i anonimowość. Zostanie wysłane gdzieś tam do centrali. Nie wnikam, czy akurat ten sposób jest najbardziej efektywny, nie w tym rzecz.
Pojawia się zagadka: z czym kursanci mieli problem???? Zwłaszcza ci młodsi, tacy do lat 20.
Z otworzeniem plastikowego etui z płytą. Naprawdę. Byłam, wdziałam. Nie umieli otworzyć. Palce bezradne, w oczach panika. Jestem do dziś w szoku.
No tak, współcześni rodzice mają jakiegoś pierdolca na punkcie ułatwiania życia dzieciom, tym samym je utrudniając. A z ręką na sercu - też kupowałam synowi buty na rzepy. Ale nauczył wywiązać sznurówki i ogólnie ma zdolności manualne 🤓
OdpowiedzUsuńWidocznie zdążył w odpowiednim czasie, na szczęście nie wszyscy na tym tracą, ale skala nieumiejętności jest duża, skoro nawet się już psychologowie tym zajęli
OdpowiedzUsuńOczywiście zgadzam się z Twoimi obserwacjami.
OdpowiedzUsuńKiedy pracowałam z dziećmi, sprawność rączek ćwiczyliśmy na wiele sposobów- na przykład dzieci nawlekały na sznurek koraliki...
Żeby nauczyć dzieci wiązania butów, trzeba było poświęcić na to sporo czasu każdego dnia. W przedszkolu nie było na to aż tyle czasu. Chodziło bowiem o to, żeby dzieci sprawnie ubrać lub starsze dopilnować w czasie tych czynności, by się nie zgrzały czekając.
Co do wiązania sznurówek są dwie szkoły : pierwsza robienie jednej kokardki , okręcanie sznurówki, przeciąganie. Zazwyczaj uczyło się drugiej metody- dwie pętelki , krzyżowanie, przeciąganie. Czasem zabawnie to wygląda, jak dorosły robi taką kokardkę, jak dziecko.
Pamiętam też dzieci, które miały notorycznie rozwiązane sznurowadła i groziło to zaplątaniem się i upadkiem.
Ja nie wiem, czy obecnie zwraca się w przedszkolu czy w domu tak dużą uwagę na ćwiczenia manualne. Chyba nie.
Pozdrawiam
W przedszkolu chyba są jakiś ćwiczenia w tym zakresie, chociaż dokładnie nie wiem, nie znam realiów, niemniej wiązania sznurówek człowiek uczył się chyba w domu. Ja przynajmniej tak. Tylko dzisiaj rodzicom się tak spieszy, że lekceważą tę i inne manualne umiejętności, które trzeba wyćwiczyć. A, jak piszesz, na to potrzeba czasu. A`propos rozwiązanych sznurowadeł, opowiadała mi pewna nauczycielka, że w szkole podstawowej, chyba już jakaś 5 czy 6 kasa, chłopiec ciągle chodził z rozwiązanymi sznurowadłami, raz i drugi zwrócono mu uwagę, żeby zawiązał, aż w końcu przyznał się, że on nie umie wiązać. 5, 6 kasa to już 11-12 lat!
OdpowiedzUsuńTo i tak cud ,że się otwarcie przyznał! Mógł na przykład powiedzieć- Bo ja tak lubię , mieć rozwiązane sznurowadła. Dzieciaki potrafią dziś zaskakiwać , szczerością wypowiedzi też!
UsuńPrzyznał się, bo też i koledzy go o to pytali, przed rówieśnikami raczej nie mógłby za bardzo udawać, że tak lubi; nauczyli go potem wiązać
UsuńI tym samym wykazali bardzo dobrą postawę udzielając pomocy koledze! Oby więcej finalnie tego typu postepowania !
UsuńNo cóż, wychodzi na to, że najmniej odpowiedzialnie i dojrzale zachowali się rodzice, którzy nie nauczyli syna wiązać sznurowadeł, zupełnie lekceważąc przydatność tej umiejętności
Usuń