Internet sprawia, że echa wydarzeń są głośniejsze, rozchodzą się szerzej i docierają dalej. Jak daleko, zależy od rodzaju echa i odbiorców, którzy czytają. Podobno w Zjednoczonych Emiratach Arabskich niezbyt interesują się aferą z dokumentami w sprawie Epsteina, dlatego tam może "schować się" Sarah Ferguson po ujawnieniu jej mailowej korespondencji i ostatnich poczynaniach brytyjskiej policji, która aresztowała byłego księcia Andrzeja. Na razie to tylko spekulacje pewnej "ekspertki", ale na razie nie wiadomo, gdzie się Ferguson podziała. Zniknęła.
Nie milkną echa korupcji na najwyższych szczeblach władzy w Ukrainie. Spore i ścisłe otoczenie Zełenskiego zamieszane w afery przetargowe, na których zarabiali miliony. Leciały głowy, niektóre głowy uciekły, jak Mindicz, najbliższy współpracownik Zełenskiego, NABU rozpoczęło aresztowania, więc Zełenski uderzył w NABU. Zaczęto prześladować samych śledczych antykorupcyjnych. Spirala podejrzeń się rozkręca na dobre.
Pamiętam, jak w początkowej fazie wojny u mnie w pracy wszyscy byli zachwyceni postawą Zełenskiego. Mówiono: "Ukraińcy mają wspaniałego prezydenta". Niektórzy nawet takiego prezydenta im zazdrościli. Po miesiącach, gdy przybysze z Ukrainy zatrzymali się na dłużej w mieście, w opinii publicznej zaczęły się pojawiać inne głosy. Sami Ukraińcy ujawniali, na postawie doniesień od swoich bliskich walczących na froncie, jak wielka jest skala korupcji w armii. Nasze zbiórki pieniędzy, organizowana pomoc materialna niekoniecznie trafiała na front. Kupowaliśmy wyposażeni dla żołnierzy, wpłacaliśmy na oficjalne konta na wojsko. Pieniądze i pomoc nie docierały tam, gdzie trzeba. Na wojnie zawsze ktoś może zarobić. To nie jest kwestia polityczna, kwestia tzw. przestrzeni życiowej, historycznego prawa do samostanowienia, idei wolnościowych i tym podobnych. Wojna to zwykły biznes. Może raczej niezwykły ze względu na skalę zysków. Po prostu nie opłaca się konfliktu zakończyć. Zełenski traci na popularności i jeszcze dopóki jeździ po świecie, negocjuje, jakoś się trzyma, ale dni jego prezydentury są policzone.
Dla większości społeczeństwa - przynajmniej w moim otoczeniu - najciekawsze echa to obecnie Igrzyska Olimpijskie. Tradycyjne polskie krytykanctwo wobec sportowców i euforia po tych kilku - czterech - zdobytych medalach. Nasza słowiańska niestabilność emocjonalna. Zamiast się zwyczajnie cieszyć, że impreza się odbywa, zamiast delektować się śledzeniem ulubionych dyscyplin, z każdego występu polskiego sportowca robi się sprawę narodową. I albo euforia medalowa, albo rozpatrywanie w kategoriach porażki, klęski. No bo jak "murowany" kandydat do medalu dociera na czwartej pozycji to jest "trauma", "tragedia" i oczywiście "okradziono nas".
Kiedyś, przed laty, oglądałam w zimowych zmaganiach zawody w curlingu. Dlaczego? Bo nie startowali w nich Polacy. Rozkoszowałam się samym oglądaniem rywalizacji. I było mi wszystko jedno, kto wygra. Najciekawsze było samo widowisko. Czajniki na lodzie - ciekawe jak daleko posunąłby się mój kuchenny czajnik na lodowisku na podwórzu?
Ojej ależ mi się podoba końcówka z curlingiem! Też mówiłam o tych kamieniach - czajniki na lodzie. I mam podobne spostrzeżenia, bo właśnie u nas jest jakieś rozdwojenie jaźni. Najpierw lament kiedy nic nie zdobywamy. Później - ale to się nie liczy bo zawodnik nie jest jednak prawdziwym Polakiem lub coś innego.
OdpowiedzUsuńDlatego lubię oglądać łyżwiarzy, bo nasi nie mają szans - solistek czy solistów u nas chyba jeszcze nie widziałam :)
Wczoraj podczas oglądania short tracku - nie wiem czy poprawnie napisałam, nasza reprezentantka oberwała porządnie w twarz i tak sobie pomyślałam, że o ile do tej pory bawiła mnie ta dyscyplina, bo oni zawsze wypadają na wirażach, tak tym razem jakoś zrozumiałam, że jednak jest bardzo niebezpiecznie - czy warto?
Słyszałam o wypadku, a raczej czytałam... Jeszcze jak nasz Bródka zdobył złoto w Soczi, oglądałam zmagania panczenistów, ale teraz ... mam za dużą wyobraźnię i zaraz sobie wyobrażam, co by mogło się stać... ciarki przechodzą po plecach, to strasznie niebezpieczne, gdy na tych wirażach prawie kładą się na lodzie.
UsuńA solistkę w łyżwiarstwie mieliśmy w tym roku - pisano o niej, o jej występach - Jekaterina Kurakowa, z Moskwy, ale polska, tak samo jak Semirunnij w łyżwiarstwie szybkim.
Bardzo trafna metafora z tymi echami. Naprawdę żyjemy w świecie pogłosu.
OdpowiedzUsuńCurling bez naszych to czysta przyjemność oglądania. Może właśnie o to chodzi, żeby czasem spojrzeć na coś bez poczucia, że wszystko jest sprawą narodową. Te czajniki na lodzie to ulubiona dyscyplina mojej mamy:-)
Dziękuję, tak mi przyszło do głosu, zwłaszcza, że świat odbieramy właściwie z drugiej, trzeciej ręki, poprzez przekazy medialne; osobiście tak niewiele możemy sprawdzić, zobaczyć, dotknąć...
UsuńAleż mnie zaskoczyłaś Sarah Ferguson. Prawdę mówiąc zatrzymałam się na czasach jej młodości, gdy rodziła swoje córki i zależało jej ,żeby jedna z nich ( bo okazja sama się nadarzyła) miała w dacie urodzin cztery ósemki.
OdpowiedzUsuńCo do Załęskiego popatrz jak to się dziwnie plecie. Najpierw euforia, o której piszesz, a teraz...szkoda gadać.
Sportu nie komentuję, widziałam tylko rozpoczęcie zimowych igrzysk. Ale to z czajnikiem dobre, dobre. Może też powinnam poszukać w piwnicy starego, dobrego czajnika i zobaczyć jak będzie sunął po lodzie?! Chociaż na to cokolwiek za późno, bo temperatury dodatnie i lada moment czas na topienie Marzanny.
Sarah Ferguson już się odnalazła - pisali, że była w jakiejś "lecznicy" w Szwajcarii czy coś koło tego, podobno najdroższej na świecie; specjalnie tym tematem się nie pasjonuję, ale gdy otwieram portale informacyjne, nagłówki krzyczą takimi doniesieniami; czajniki przyszykujemy sobie na przyszły sezon :-)
Usuń