Jak w wielu kwestiach, tak i w sprawie SAFE, obie strony polityczne: rząd na czele z premierem i prezydent ze swoimi doradcami, okopały się w swoich szańcach. Trwa sytuacja patowa. Do tego stopnia, że temat - jako nużący i niegenerujący nowych spektakularnych pomysłów rozbudzających emocje odbiorców - spadł z głównych stron portali informacyjnych.
Kwestia konieczności modernizacji armii jest sprawą oczywistą i tutaj dyskusji raczej nie ma. Rzecz rozbija się o źródła finansowania. Kwestie ekonomiczne zawsze wydawały mi się zawiłe i nawet w skali życia jednostki, czyli mnie samej, zbyt skomplikowane do ogarnięcia. Próba wgłębienia się w zasady gospodarcze, założenia firmy, prowadzenia jakiejkolwiek działalności prowadzą do jednego wniosku: "Dlaczego to jest tak skomplikowane?!" Także w kwestiach takich jak dotacje na różnego rodzaju inwestycje, przedsięwzięcia,, czy cokolwiek, wiążą się z wymaganiami, papierami, certyfikatami, na które człowiek zwyczajnie nie ma siły. I nie jest to tylko moja opinia. Znajome małżeństwo musiało przebudować łazienkę, żeby ją przystosować dla kobiety, która po wylewie ma jedną stronę sparaliżowaną. Formalnie rzecz biorąc, na taką przebudowę, wstawienie nowej bezpiecznej armatury, są odpowiednie programy pomocowe i możliwość otrzymania finansowego wsparcia. Kiedy mąż tej pani zaczął zapoznawać się z zasadami otrzymania dotacji, z wykazem jakie certyfikowane urządzenia może zakupić za otrzymane pieniądze, machnął ręką i stwierdził, że nie chce tych pieniędzy i nie będzie się w to bawił, zmodernizuje łazienkę za własne pieniądze i nie będzie się starał o żadne dofinansowanie, bo zależy mu na własnym zdrowiu, a nie chce go tracić na użeranie się z urzędnikami.
Dlatego zawsze wychodzę z założenia, że najlepiej żyć na poziomie, na który mnie stać. Zapożyczanie się - u państwa, w banku czy u sąsiada - nie wchodzi w grę, dopóki mam co jeść, za co kupić ubranie i zapłacić czynsz. Reszta to potrzeby wtórne. Żaden bank nigdy nie namówił mnie na żaden kredyt ani w żadnym sklepie nie kupowałam na raty. Nie rozumiem, jak można sądzić, że to się opłaca, skoro każą pożyczkę należy spłacić z odsetkami a suma rat musi się przecież opłacać nie kupującemu, tylko temu, kto kredytu udziela. I każdą pożyczkę też trzeba spłacić. W przypadku SAFE pożyczka może obowiązywać przez 45 lat, pierwsze 10 lat może trwać karencja w spłatach. No i rozległ się krzyk z obu stron. jedni twierdzą, że to konieczność i szybka możliwość otrzymania finansowania, a druga, że to niekonieczne w tej formie, bo są inne źródła finansowania nie tak zadłużające. Obie strony siedzą w okopach i szykują się na zwarcie.
Mnie w zasadzie wszystko jedno, bo za 45 lat nie będzie mnie już na świecie, nie moje pieniądze będą szły na spłatę zadłużenia. Słowem, zróbmy taki prezent naszym dzieciom i wnukom. Udzielanie pożyczki na 45 lat to także wyraz bardzo dużego optymizmu zakładającego, że układ sił politycznych, finansowych, gospodarczych i struktury UE nadal będą działy w formie zbliżonej do dzisiejszych. Nie byłabym aż taką optymistką. W strukturach Unii Europejskiej pojawiają się coraz głębsze napięcia, nie bardzo widać narzędzia, które by mogły temu zapobiec. Prędzej czy później nastąpi tąpnięcie. I nie wiadomo, jak ono wielkie będzie i do czego ostatecznie doprowadzi. Wolałabym osobiście tego nie sprawdzać, ale złudzeń, że "jakoś to będzie" raczej nie mam.
W sensie dosłownym zaś, wojenne okopy zamiast znikać z mapy świata, rozgałęziają się, tworząc coraz dłuższe labirynty. Już nie tylko wojna w Ukrainie, już nie tyko w Iranie i na Bliskim Wschodzie. Przeniesienie wojennych konfliktów do sfery cyfrowej generuje nowe formy okopywania się. Na Business Insider czytam długi artykuł o wyłączeniu przez Izrael miejskiego monitoringu, który staje się łatwym narzędziem kontrolowania przez wroga. Okopywanie się w swoich kryjówkach zmusza do rezygnacji z osiągnięć cywilizacyjnych. Co prawda przykład koreańskiego Songdo przypomina raczej wizję z "Roku 1984" Orwella, więc może faktycznie wyjęcie wtyczki nie jest takim złym pomysłem.
Artykuł TUTAJ
Uważam, że... kredyty są dla bogatych. Tylko oni mogą sobie pozwolić na luksus spłacania ich przez dziesięciolecia. To nie będzie przecież jedyny kredyt, który będziemy spłacać jako państwo, tylko kolejny z wielu. I zapewne nie ostatni. Pytanie brzmi czy naprawdę nas na to stać?
OdpowiedzUsuńChyba niektórzy nie bardzo potrafią przewidywać w tak długiej perspektywie, dlatego wydaje się to atrakcyjne dziś. A jutro? Pojutrze?
OdpowiedzUsuń