Powtarzalność nie jest współcześnie ceniona. Kojarzy się z nudą i rutyną. A przecież całe życie, całe istnienie podlega prawu powtarzalności. Powtarzają się wschody i zachody słońca, powtarzają się pełnie Księżyca, powtarzają się pory roku. Co roku jesienią odlatują ptaki, aby powrócić na wiosnę. Nawet jeśli życie pojedynczego człowieka jest liniowe - od narodzin do śmierci - to sami lubimy wprowadzać w nie coroczne rytuały: urodziny, imieniny, inne rodzinne rocznice. Czcimy rocznice śmierci naszych bliskich, obchodzimy rocznice wielkich ważnych wydarzeń historycznych, świętujemy Dzień Niepodległości, Boże Narodzenie, Wielkanoc... Bo mimo wszystko człowiek potrzebuje rytuałów. One nadają sens biegowi dni, tygodni, miesięcy i lat. Gdyby nie powtarzalne rytuały, nie wiedzielibyśmy, co nas czeka za tydzień, za dwa, za miesiąc. Życie byłoby bardziej niepewne i nieprzewidywalne. Owszem, czasami lubimy niespodzianki, ale na dłuższą metę pragniemy spokoju i przewidywalnego poczucia stabilności. Mit Uroborosa włącza krótkie pojedyncze ludzkie życie w uniwersalne kosmiczne koło czasu, w nieprzerwaną ciągłość życia i śmierci.
Czasami codzienne czynności mają właśnie taki ukryty sens, niewidoczny na pierwszy rzut oka. Gdy się jednak głębiej zastanowić, okazuje się, że większość naszych powtarzalnych rytuałów zakorzeniona jest w symbolice nieustannego powrotu do początku. Proste czynności, które mogłyby się wydawać przebrzmiałe lub podlegające zmiennym obyczajom niekoniecznie w swej głębi są takie zwyczajne. Co roku na wiosnę, właśnie w okolicach Wielkiego Tygodnia, nawet szczególnie w te dni Wielkiego Tygodnia po Niedzieli Palmowej obserwuję, jak gospodarze obchodzą swoje pola. Pola ze wzrastającymi zasiewami, już zieleniejącym zbożem. Gdy pole jest daleko od domu, widzę gdzieś przy miedzy stoi rower, a rolnik idzie wzdłuż pola i się przygląda, obchodzi dookoła. Może nasłuchuje jak rośnie? Wiele razy widziałam takie spacery. Nie robią tego wielcy właściciele mający setki hektarów, oni raczej nastawieni są na produkcję przemysłową. To dawny rytuał małych gospodarzy, którzy nie traktują swojej ziemi tylko jako taśmy produkcyjnej, ale nawiązują z ziemią partnerską więź. Muszą wiedzieć, gdzie i jak rośnie, muszą sprawdzić, czy pole czegoś nie potrzebuje, czy jest wystarczająco nawodnione, czy może wysuszone. Nie jadą od razu z traktorem, z opryskiwaczami, jak ci z ogromnych posiadłości. Najpierw obchodzą na własnych nogach, niespiesznie, przystając, przyglądając się. Jednego dnia sprawdzają w jednym miejscu, drugiego w innym. Jest w tym jakieś namaszczenie, jakaś powaga i odpowiedzialność. Osobista więź z orną ziemią, z polem, z zasiewami. Nieraz będąc w swoim starym zdziczałym sadzie miałam okazję rozmawiać z takim gospodarzem. Oni się nie spieszą, podejdą, zapytają co słychać, co po zimie przetrwało, co się zepsuło. Rozmawia się o najbliższych planach, o zasiewach, o drzewach, o zwierzętach, o uprawach i hodowli. Czasami mam wrażenie, ze bez tego rytuału wiosna nie nadeszłaby w całej swojej pełni, byłaby jakaś wybrakowana.
Podobnie z kartkami świątecznymi. Obecna moda na życzenia SMS-owe lub telefoniczne nie mają w sobie tej aury osobistego zaangażowania i wyczekiwania. Zrobiłam własnoręcznie w tym roku i wysłałam wysłałam 20 kartek świątecznych. Każda inna, dopasowana do adresata. Robiłam je dwa tygodnie, dużo wcześniej, żeby zdążyć. Robiąc taką kartkę, myślałam o osobie, do której ją wyślę, wspominałam swoje z nią kontakty, lata znajomości, przyjaźni. To wszystko miało wpływ na ostateczny wygląd kartki. Podczas wykonywania kartek, układania życzeń, myślałam też o tym, czym dla mnie samej jest Wielkanoc, jakie niesie przesłanie. A przecież to już kolejna Wielkanoc w moim życiu, i kolejna w życiu osób, dla których kartki przygotowałam. A wiec znowu jakaś powtarzalność, rytuał, który utrwala więzi miedzy ludźmi i więzi między doczesnością, przyziemnością a tym, co niezmienne i metafizyczne; między tym, co ulotne i krótkotrwałe, a tym, co wieczne i nieprzemijające.
Chcemy czy nie chcemy, jesteśmy świadkami powtarzalnego koła czasu. Natomiast od tego, czy sami zechcemy, zależy, czy weźmiemy w tym udział.
PS Niestety, nie wysłałam żadnej kartki do osób komentujących tutaj mój blog, bo nie znam adresów.
Twój wpis naprawdę trafia w sedno tego, jak powtarzalność i rytuały kształtują nasze życie. Szczególnie ujęła mnie opowieść o rolnikach obchodzących pola – widać w tym cierpliwość, szacunek i wręcz namaszczenie wobec pracy, która daje życie. To przypomina, że powtarzalne czynności wcale nie muszą być nudne – mogą być głębokie i pełne znaczenia, jeśli tylko w nie włożymy serce ❤️.
OdpowiedzUsuńI te kartki świąteczne! Doskonale pokazujesz, że w powtarzalności tkwi też magia kontaktu i pamięci o innych – SMS nigdy nie zastąpi momentu, w którym myślisz o osobie, zanim ją napiszesz. Twój tekst przypomina, że rytuały nadają naszemu życiu strukturę i sens, a jednocześnie łączą nas z tym, co trwałe i metafizyczne. Mogę podać Ci mój adres ale w wiadomości prywatnej ;)