ratuj się, kto może

      Armagedon wkrótce. Szykujcie się na ekstremalne warunki. Ludzkość musi się przygotować albo na exodus gdzieś na inną planetę, albo czeka ją zagłada. Ba, nie tylko ludzkość, lecz całą biologiczną formę istnienia. Ja już dzisiaj zaczynam pakować plecak ostatniej szansy. A nuż załapię się na jakiś transport ewakuacyjny? Gdy go oczywiście zorganizują w jakieś miejsce zdatne do życia. Bo na razie nawet najbliższe nam planety są nie do życia. Zresztą, gdy dojdzie do katastrofy, w całym Układzie Słonecznym będzie za blisko. Ale może do tego czasu zamiast zwiedzania Księżyca i oplatania Ziemi pajęczyną satelitów wreszcie uda się znaleźć sposób na długie loty w inne rejony Kosmosu. Gdzieś musi być przecież druga Ziemia. Tutaj długo nie pociągniemy. Zegar tyka i odmierza nam czas do momentu zero. Wtedy przestanie istnieć cokolwiek. Naukowcy z NASA i japońskiego uniwersytetu w Toho obliczyli dokładną datę naszego końca, końca istnienia życia na Ziemi. Nastąpi to za 1 000 002 021 lat. Miliard dwa tysiące dwadzieścia jeden lat - tyle mamy jeszcze czasu. To niewiele. Słońce tak się rozgrzeje, że zostanie po nas tylko popiół. Ja już się pakuję i ustawiam w kolejce do ewakuacji. Na początek rozbiję namiot w pobliżu jakiegoś kosmodromu. Mój dziadek przed wyjściem z domu sprawdzał czy wszystko ma ze sobą: tytoń, hubka, krzesiwo i fajka. Ale to było dawno, może pójdę za pomysłowością MacGyvera: latarka, scyzoryk i taśma izolacyjna. Czasami jeszcze kompas. Ale czy kompas na innej planecie będzie działał? Gang Olsena też umiał sobie radzić w każdej sytuacji: sznurek, agrafka i czasami pies. Nie, z psa zrezygnuję. Czym go wykarmię na obcej planecie? Poza tym armagedon ma objąć całe biologiczne życie, które w palącym słońcu się ugotuje. Być może nie będzie co ratować z całej tej biologii. I po co ja wkuwałam w szkole tę całą systematykę? Przecież na innej planecie nie będzie przydatna. Tylko buty, tak, buty są najważniejsze w każdej wyprawie. Bez dobrych butów nigdzie nie dojdziemy. A więc już mam komplet na wielką ucieczkę. Teraz tylko czekać. 

12 komentarzy:

  1. Haha, ale się uśmiałam! I odwołałam zaplanowaną wizytę u dentysty. Skoro i tak nas usmaży, to po co mi zdrowe zęby? Póki co, kupię buty. Muszę je przecież dobrze rozchodzić przed tą ewakuacją:-) Wezmę też agrafkę. Może uda mi się nią zhakować automat z przekąskami w porcie kosmicznym;-) No i biorę Puszka, bo nie zostawię go na pewną zagładę. Swoją drogą zastanawia mnie, jak oni to tak dokładnie obliczyli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia! Na pewno zatrudnili komputery, a najprawdopodobniej sztuczną inteligencję, bez niej ani rusz.
      Masz rację, agrafka może być na wagę życia! Ok, Puszek leci z nami!

      Usuń
    2. No właśnie, zupełnie zapomniałam o SI! Jeśli to jej sprawka to trzeba wziąć pod uwagę ten drobny druczek, że "odpowiedzi SI mogą zawierać błędy", więc może się okazać, że tego czasu mamy o wiele mniej i trzeba być gotowym już dzisiaj:-)

      Usuń
    3. Mogła się pomylić... o jakieś 2 tysiące lat ;-) No to trzeba naprawdę się spieszyć!

      Usuń
  2. O, to nieprędko, więc będę spać spokojnie.
    Zanim jednak Słonce nas usmaży, pokonają nas huragany , powodzie i wulkany pewnie...wiele filmów o tym powstało, warto oglądać, by się przygotować;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet się nie obejrzysz, jak ten czas minie, lepiej być przygotowanym niż ugotowanym.

      Usuń
  3. A co z bagażem?! Jesienią udało mi się spakować w niewielki plecak, ale to była wyprawa na trzy dni, a tu szykuje się dłuższy pobyt.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz jaki będzie tłum? Nie zmieści się żaden większy bagaż, tylko jeden plecak i rzeczy potrzebne do przetrwania.

      Usuń
  4. Prawda jest taka, że nawet jeśli te wszystkie „ostateczne scenariusze” są mocno przerysowane, to fajnie pokazują jedno — jak bardzo lubimy czasem wybiegać myślami w skrajności.

    A z tym pakowaniem plecaka to chyba wszyscy mamy trochę wspólnego, tylko każdy w swojej wersji: jeden mentalnie, inny z przymrużeniem oka. Najważniejsze, żeby przy tym nie zgubić zdrowego dystansu, bo bez niego nawet kosmiczna ewakuacja brzmi jak poniedziałek rano 😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, mój umysł nie ogarnia aż tak dalekiego zasięgu, toteż to wyobrażenie ewakuacji wygląda właśnie jak poniedziałek rano ;-) Zresztą, naukowcy są od tego, żeby się bawić liczbami, a my - żeby mieć do tego dystans. I każdy robi swoje :-))

      Usuń
  5. Zaczynam szukać jakiejś przyjaznej planety poza układem słonecznym. Mam czas na rozeznanie 😀 Świetny tekst. Poprawił mi humor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, tak trzeba czasami się odstresować :-) Daj znać, gdy znajdziesz.

      Usuń

To był maj...

 ... pachniała Saska Kępa...       I właśnie maj się kończy. Czy Saska Kępa pachniała, nie wiem, nie było mnie tam. U mnie pachniały konwali...