to się nie opłaca

       Co wygrywa w zderzeniu pięknych idei humanitaryzmu, solidaryzmu społecznego, wspólnotowości, współodpowiedzialności z twardym podejściem materialistycznym nastawionym na zysk? Nie chcę teoretyzować. Po prostu kilka przykładów. Wszystkie cytaty z ogólnodostępnych portali informacyjnych. 

1. 

SLOS to choroba genetyczna, w której organizm nie potrafi produkować cholesterolu – kluczowego składnika dla rozwoju mózgu. Zamiast tego gromadzą się toksyczne substancje, które stopniowo uszkadzają układ nerwowy i inne narządy. Dzieci często nie mówią, nie jedzą samodzielnie, zmagają się z nadwrażliwością sensoryczną i wymagają intensywnej rehabilitacji. - Problem polega jednak na tym, że dzieci z SLO jest bardzo mało. Dla firm farmaceutycznych stworzenie terapii dla tak niewielkiej grupy pacjentów jest po prostu nieopłacalne.

2.

 Inwestycje publiczne powinny być „efektywne, to znaczy [...] generowa[ć] wysokie zyski”.

3.

Właściciel elektrowni węglowej w swoim rachunku kosztów i strat nie uwzględni cierpienia i wydatków na leczenie okolicznych mieszkańców, którzy, wdychając pyły z elektrowni, nabawili się raka.

4. Fragmenty opinii z analizy najnowszego projektu nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym mającym zlikwidować wykluczenie komunikacyjne.

Wdrożenie proponowanych przepisów nie wpłynie na ograniczenie wykluczenia transportowego, a efekt integracji przy malejącym znaczeniu transportu publicznego będzie symboliczny...

Rezygnacja z linii regularnej na rzecz transportu na żądanie, ponieważ ustawa umożliwia realizowanie usług minimalnych w ten sposób, może paradoksalnie prowadzić do pogorszenia obsługi i wzrostu wykluczenia [...] (ponieważ istnieje) ryzyko zaniżania zgłaszanych potrzeb transportowych po to, żeby uniknąć finansowania wynikającej z nich obsługi.

Inwestycje w tabor, zaplecze techniczne czy systemy IT liczy się dziś w milionach złotych i w horyzoncie znacznie dłuższym niż jedna kadencja samorządu. Trudno oczekiwać, że rynek będzie podejmował takie ryzyko (gdyż) duża część samorządów w Polsce wychodzi z założenia w stylu "po co mamy płacić za co nie musimy"

5.

Działalność twórcza i artystyczna jest dość powszechnie wykonywana w ramach działalności gospodarczej. (...) ustawodawca zrównał artystów z przedsiębiorcami i traktuje sztukę jak towar będący przedmiotem obrotu gospodarczego.

6.

Wydatki na kulturę w Polsce są na tyle niskie, że znajdują się poniżej średniej europejskiej. Poszczególne gminy mierzą się z całą masą problemów finansowych i kolejne konieczne inwestycje skutecznie spychają kulturę na sam koniec kolejki inwestycji. W tej sytuacji inicjatywy artystyczne, społeczne i edukacyjne często uzależnione są od dobrej woli sponsorów, to jest prywatnych osób, firm i instytucji.

18 komentarzy:

  1. Witaj Auroro, pomimo niskich wydatków na kulturę myślę, że potencjał ludzki nie zna ograniczeń. Dopiero co w naszym Domu Kultury była artystka kabaretowa, ciągle są organizowane wyjazdy do teatru i wycieczki krajoznawcze, podejmowane różne inicjatywy, żeby w mieście ciągle się coś działo.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że są miejscowości, samorządy, które finansują kulturę, jednak mówimy tutaj o niedofinansowaniu systemowym, które utrudnia realizację wielu przedsięwzięć, wręcz je niweczy. Sam potencjał ludzki nie wystarczy.

      Usuń
  2. Mam wrażenie, że to nie jest tylko kwestia „złego materializmu”, ale też tego, jak ustawione są mechanizmy decyzyjne. Jeśli wszystko mierzy się krótkoterminową opłacalnością, to nic dziwnego, że przegrywają choroby rzadkie, transport w mniejszych miejscowościach czy kultura. To raczej problem priorytetów i tego, co uznajemy za wspólne dobro, a nie tylko prywatny interes.

    Bo przecież są miejsca i sytuacje, gdzie udaje się to odwrócić — gdzie państwo albo społeczności decydują się dopłacać do rzeczy „nieopłacalnych”, właśnie dlatego, że są potrzebne. Może więc nie tyle „to się nie opłaca”, co raczej: nie zawsze chcemy za to zapłacić jako wspólnota. I tu chyba jest sedno całej sprawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tu się z Tobą zgadzam. W moim mieście, które według władz pretenduje do ośrodka turystycznego, brakuje szaletów.
      I ten problem jest nagłaśniany nie od dziś, ale od co najmniej kilkunastu lat.( albo i dłużej) A o tym, że publiczne szalety to sprawa zasadnicza przekonywać nikogo nie trzeba.

      Usuń
    2. @ Andrzej Włodarczyk, mówimy o tym samym, tylko innymi terminami: to, co nazywasz mechanizmem decyzyjnym nastawionym na krótkoterminowy zysk, nazwałam na początku wpisu materializmem nastawionym na zysk. To określenia synonimiczne. A drabina priorytetów jest właśnie tak ustawiona, że promuje te właśnie mechanizmy decyzyjne generujące zyski, czyli materialistyczne.
      Rozróżnienie dobra wspólnego i prywatnego interesu nie za bardzo wyjaśnia sprawę, bo dobrem wspólnym jest kultura, jest komunikacja, jest medycyna, a ale gdy nie generuje zysków, nie opłaca się finansować. Opłacalność jest nadrzędnym priorytetem współczesnej cywilizacji i sprawia, że zyski są ważniejsze niż dobro wspólne o charakterze niematerialnym.

      Usuń
    3. @ moja-enklawa, w niedużym mieście, gdzie pracowałam, wymówiono miejsce ostatniemu najemcy, który prowadził publiczny szalet; bo deweloper chce tam budować; niestety nowego szaletu nigdzie nie zbudowano i nie ma wcale - bo się nie opłaca, deweloper zapłacił więcej

      Usuń
    4. U nas zasypano stary komunistyczny szalet w pobliżu zamku, a na jego miejsce postawiono toy toye. Na dziedzińcu pracownicy zamku udostępniają toaletę, gdzie gdzie każdorazowo może wejść jedna osoba. Kiedy oprowadzałam wycieczki sadzałam ludzi na ławkach na dziedzińcu i opowiadanie o historii zamku i miasta odbywało się tak, że ja opowiadałam, a ludzie zmieniali się w toalecie.

      Usuń
    5. Ale przynajmniej czekali słuchając ciekawych opowieści :-)

      Usuń
  3. Wiadomo, światem rządzi pieniądz.
    Kuracje chorób rzadkich kosztują miliony, bo za mało pacjentów choruje i leków mało się sprzedaje. Najbardziej opłacalne są suplementy, nawet pozwoleń nie potrzeba.
    Sport zawsze wygrywał z kulturą i tak chyba zostanie, wszak znamy hasło: chleba i igrzysk!
    My przed blokiem nie mamy chodnika ani parkingu, bo ten kawałek ziemi należy do miasta, a miasto nie wyda środków na drogę i parking dla kilkunastu mieszkańców...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego nie sądzę, że tak daleko odbiegliśmy od naszych przodków i epok rzekomo zacofanych; rozwój cywilizacyjny nie idzie w parze z rozwojem humanistycznym, duchowym, czy jakkolwiek go nazwać

      Usuń
  4. Oj, bo politycy głównie są zainteresowani dofinansowywane siebie. Jako podmiot gospodarczy, który ostatnimi laty odprowadza duże podatki, nie podoba mi się łatwe wydawanie publicznych pieniędzy na ch.j się co. Sztuka, kultura musi dotować się sama w dużej mierze. Datki z kasy na takiego Jasia Kapelę i jego tfu...rczość, to skandal. Nie wiem, czy o tym ten wpis, ale niech już będzie 🤓

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o tym także, ale sztuka i kultura nigdy nie dotowały się same, gdyby nie dofinansowywanie z kasy Medyceuszy i papieży (którzy ściągali podatki - mniejsza z tym, jak te podatki się nazywały) nawet Michał Anioł nie miałby z czego żyć;

      Usuń
  5. W kwestii służby zdrowia to wolę się za bardzo nie rozpisywać bo bym musiała tylko kląć. To jest tragedia co się wyprawia. Gdzie my w tym wszystkim jesteśmy? Ważne żeby politycy mieli zapewnione. Obywatel może pomarzyć. Zbyt wiele bliskich osób straciłam które umarły na raka. Co do sztuki, do teatru bym chętnie chodziła regularnie ale mnie nie stać. Ciągle są inne wydatki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy z tych tematów jest drażliwy, z niektórymi mamy częściej do czynienia, a ze służbą zdrowia każdy miał kontakty. Zdarzają się pozytywne doświadczenia, tylko dlaczego tych złych jest jakby więcej? A poprawy nie widać...

      Usuń
  6. Mocne i trafne zestawienie. Niestety, w świecie nastawionym na efektywność człowiek, zdrowie i kultura przegrywają z kalkulatorem, a tam, gdzie kończy się opłacalność, często zaczyna się prawdziwy dramat człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek jako taki, jego ogólnie pojęte dobro, ma niską cenę. W rachunku zysków jednostka liczy się tyle, ile ma siły nabywczej jako klient. A jak klientów za mało, nikt nie sfinansuje im zdrowia, nie zapewni dostępu do dóbr kulturalnych, nie zaspokoi codziennych potrzeb. Smutne...

      Usuń
  7. Cześć Aurora. Tak jak pisze Pani od Puszka i Puszek - tak niestety jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dlaczego stworzyliśmy sobie taki świat? Dlaczego się na to godzimy?

      Usuń

co ja paczę?

     Paczałam na chmury nad ziemią, czy aby nie zacznie padać w czasie procesji. I chmury się rozeszły. Suchą stopą obejszłam całą drogę. I ...