kto idzie, kto jedzie

     Jak na święto pracy przystało, powinno się świętować poprzez dobrą, rzetelną pracę. Ale jest dzień wolny od pracy - przynajmniej tej instytucjonalnej, zawodowej - i się leniuchuje. Mimo wszystko zastanawiam się, czy mogę dzisiaj włączyć kosiarkę? A nuż mnie sąsiad opieprzy, że on chce odpocząć po całym tygodniu pracy? Jednak sąsiadów mam gospodarskich, czyli rolniczych, więc tutaj wolnego od pracy nie ma, a dzień zaczyna się wczesnym rankiem. Wiosna - czas orki, zasiewów, nawożenia, kultywacji... zależy, co kto ma na polu. I w obejściu: kury, krowy, świnie, gęsi, kaczki... Są też hodowcy gołębi. Zwierzę nie świętuje, tylko chce jeść. 

     Chyba jednak trochę świętują, bo w sąsiedniej parafii odpust na św. Józefa Rzemieślnika. Z tej okazji od lat przez moją wieś idzie męska pielgrzymka z miasta. Wyszli o piątej rano, a pogodę mamy, jaką mamy. Dzisiaj 0 stopni, wczoraj był przymrozek -5 stopni! Maszerują od rana i przystanek mają po drodze w tutejszym kościele parafialnym. Koło Gospodyń Wiejskich przygotowało ciepłe napoje i poczęstunek. 180 chłopa nakarmić, to nie lada wyczyn. Poszli dalej. Ci majówkę rozpoczęli wcześnie i na piechotę.

     Gorzej z wyjazdami. Tutaj na wsi w dni wolne i świąteczne nic nie jeździ. Gdy się nie ma własnego samochodu, żadne majówkowe wyjazdy nie wchodzą w grę. Więc siedzę na miejscu i pozostaje mi świętować dzień pracy - jak przystało na nazwę - codzienną pracą. Jakieś uroczystości, jakieś manifestacje, jakieś pikniki, jakieś przemowy, jakieś koncerty - to wszystko jest dla miastowych. Gdzieś czytałam o planach rozdawania flag Unii Europejskiej na uczczenie naszego wejścia do UE. Gdzie indziej ma się odbyć wiec i składanie kwiatów pod pomnikami działaczy lewicowych. Pamiętam z czasów PRL, jak przymusowo kazano nam maszerować na pierwszomajowe wiece i pochody. Mieszkałam w internacie, więc najpierw wychowawcy zabierali nas z internatu i szliśmy całą grupą na główny plac, gdzie miały się odbyć uroczystości. Oczywiście do domu na 1 maja pojechać nie było nam wolno. Ale jakoś tak zawsze udawało mi się po drodze, zanim doszliśmy do centrum, skręcić w bok, między domki, uliczki, koło parku i zniknąć. Nigdy na ten główny plac nie dotarłam i nie wiem, co działo się dalej. Poszwendałam się po mieście trochę i wracałam do internatu po trzech, czterech godzinach. Nikt się nie czepiał. 

      Odzywają się znajomi z dalekiego i wielkiego miasta, że wybierają się na majówkę w moje okolice. Koniecznie, ale to koniecznie muszą odpocząć, zresetować się i chcą wpaść, odetchnąć świeżym powietrzem. Interesuje ich czy są już jakiś naturalne plony z ogrodu, czy są świeże jajka. Owszem, są. Ale zaraz, jak to ma być? Oni sobie przyjadą na weekendowy odpoczynek, połażą po ogrodzie, porobią zdjęcia z pięknem natury w tle, będą się delektować świeżo zebranym szczypiorkiem, pietruszką, miętą, sałatką z mlecza i pokrzywy, a ja mam to wszystko zorganizować i przygotować? Zadbać o to, żeby nie zgłodnieli i zapewnić inne atrakcje? Rzucić pielenie, rozkładanie folii pod uprawy, przygotowywanie rozsad, podścielenie gniazd dla kwok, okrywanie młodych upraw przed przymrozkami, bo korporacyjne państwo przyjeżdża się zresetować po ciężkiej pracy?  Acha, bo tutaj to nie jest ciężka praca, tylko luz blues wypoczynek cały tydzień. 

        Co to, to nie! W  święto pracy to ja też chcę sobie odpocząć od zajmowania się kimś i przymusowym ogarnianiem chałupy na wysoki połysk, żeby jakoś to wyglądało, bo zaczną zaglądać w każdy kąt i komentować. Sobą też nie chce mi się zajmować po to, żeby się przed miastowymi zaprezentować. Na razie uprawiam abnegację: chodzę w koszuli nocnej i szlafroku - kury i psy nie mają nic przeciwko. Piję trzecią kawę, dzieląc się ciastkiem z ptaszkami. Nie zmywam naczyń i nie robię żadnych sałatek. Nie mam zamiaru ruszać się dokądkolwiek. No bo skoro i tak nie mam jak się stąd wydostać, to na co mi jacyś przyjezdni z miasta? Machania flagami u mnie nie będzie. 

14 komentarzy:

  1. A no tak, na wsi praca wre. Jechaliśmy na wyprawę, a na polach rozkładanie folii i opryski.
    W restauracjach i muzeach tez ktoś pracować musi. Ludzie zrobili się mobilni.
    Masz rację, Tobie tez należy się nicnierobienie, a nie chodzenie wokół gości. My przeważnie umawiamy się z rodziną na wspólne wyjazdy, każdy ma więc wolne od kuchni i obsługiwania innych.
    Jeśli grillowanie, to zrzutkowe i na papierowych talerzach, bo i zmywanie czasem męczy.
    Pochody lubiłam jako dziecko, bo już jako licealistka nie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspólne wyjazdy to o wiele lepszy pomysł. Nieraz mnie denerwuje takie wpadanie na wieś ludzi z miasta, którzy mają potrzebę wypoczynku, a lekceważą ogrom mojej pracy na wsi., bo im się wydaje, że ja tu odpoczywam. Chcieliby świeże niepryskane warzywa, owoce, jajka, a ja koło tego chodzę od rana do wieczora. Jak jest sezon i konieczność, to i niedzieli wolnej na wsi nie ma. Jak jedne koleżance uświadomiłam pewne sprawy, a mieszka w miasteczku zaledwie 5-tysięcznym, więc bez przesady z tą jej miastowością, bo łąki i pola ma z oknem, to była w szoku. Ona myślała, że ja sobie kawę na tarasie pij codziennie i podziwiam jak kwiatki w ogródku rosną. Ręce można załamać nad takim brakiem wyobraźni.

      Usuń
    2. Całkowicie Cię rozumiem, niektórzy idą na łatwiznę, myśląc tylko o sobie. Gdy koleżanka kupiła domek nad jeziorem, to nie mogła opędzić się od gości, a pracując w szkole, nie po to kupiła domek, by gości co weekend obsługiwać.

      Usuń
    3. Też nam takie historie. Człowiek chce odpocząć od ludzi, od pracy, od hałasu, od gonitwy, a ktoś nagle sobie przypomina, że się znaliśmy. Gdy pracowałam i mieszkałam w mieście, starałam się unikać podawania adresu swojego domu na wsi, gdzie jeździłam tylko w weekendy czy na święta, żeby komuś nie przyszło do głowy, że "ot, wpadniemy do ciebie".

      Usuń
  2. Ja dzisiaj rano pojechałem się przejechać do centrum (Kraków) i zobaczyć, co sie dzieje. Spotkały mnie tylko rozłożone stragany przed Wawelem, gdzie za jedyne 50 zł można było kupić kiełbasę w bułce.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niewiele, ale może było za rano. Jeśli zależało Ci na spokoju i ciszy, to chyba dobrze wybrałeś czas. Tylko oferta niezbyt bogata. Jakieś uroczystości zapewne były gdzieś tam, może później.

      Usuń
  3. Też wczoraj świętowałam w szlafroku i z kawą. Tak, praca w gospodarstwie nigdy się nie kończy, a miastusie często zapominają (a może nie wiedzą?), że wieś to nie tylko malownicza sceneria do zdjęć, ale ciężka harówka. Wiem coś o tym, bo jestem dziewuchą ze wsi i jestem z tego dumna:-) Sałatka z pokrzywy (sama dodaję pokrzywy do soków i koktajli) i mlecza ponoć bardzo zdrowa jest. Niech goście sami sobie nazbierają tych roślinek w ramach agroturystycznego doświadczenia ;-)
    Kosiarce odpuść;-) Spokojnej i leniwej majówki:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak było, kosiarka odpoczywała, nie miałam już na nią siły. Czasami mam wrażenie, że ludzie z miasta żyją w jakimś fikcyjnym świecie. Dzięki, może dzisiaj będzie leniwiej. Pozdrawiam i przyjemnych poranków z kawą życzę :-)
      Jaką kawę pijesz, jaką lubisz?

      Usuń
    2. Czarną i mocną więc najczęściej piję podwójne espresso:-) Lubię też cappuccino. I jeszcze barraquito, ale to już bardziej kawowy deser, pyszny!
      Dziękuję i wzajemnie:-) Miłego nowego tygodnia!

      Usuń
    3. Raz wypiłam potrójne espresso, potelepało mnie ;-) Ale pytałam raczej o gatunek :-) Czy nie masz preferencji? Bo ja lubię z Tanzanii, peruwiańską, indonezyjską. Piłam kiedyś Kopi Luwak, ale to droga fanaberia ;-) Jamaica Blue Mountain jest dobra. Lubię tez mieszanki arabiki z robustą, nawet bardziej mi smakują niż czyste arabiki.

      Usuń
    4. Aaaa:-) Jestem wielbicielką arabiki, najbardziej lubię etiopską, ale też brazylijską i z Kostaryki. Po mieszanki z robustą sięgam, gdy potrzebuję naprawdę mocnego kopa:-)

      Usuń
    5. To właśnie takie dziwne, bo mało kto lubi robustę, a ona w mieszankach z arabiką smakuje mi bardziej. Ostatnio piję arabikę z Indonezji. Zresztą często zmieniam, bo na dłuższą metę każdy smak mi się nudzi ;-)

      Usuń
  4. Szczerze, to takich gości pogoniłabym miotłą. Co to za podejście, zwalić się na łeb, na gotowe. Mnie ostatnio atakuje przez media społecznościowe dawna znajoma. Mam jej podać numer telefonu, zdać relację co u mnie, lecieć się spotykać, itp. Wścibstwo i ciekawość. Nie ze mną takie numery 🤓

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele jest takich osób chętnych na gotowe. Masz faktycznie bardzo namolną dawną znajomą. To w sumie dziwne, bo skoro kontakty dawno się urwały, to znaczy, że jakoś ta znajomość się wypaliła, to jaki sens odgrzebywać to i sztucznie znowu zlepiać? Ona miała swoje życie, a teraz chce znać Twoje życie? Byłabym wkurzona i zniesmaczona.

      Usuń

zebrane z drogi

      To było dawno. Jakieś 30 lat temu. Anteny satelitarne dopiero zaczęły się pojawiać. Ale już wtedy równolegle istniał niezależny nurt s...