plebs

       Uważam, że szkolne lektury trzeba czytać uważnie. Zawierają wiele cennych nauk, które mogą się w życiu przydać. Pod warunkiem, że umie się je właściwie zrozumieć i zastosować. Na przykład "Pan Tadeusz". Znacie "Pana Tadeusza", prawda? A przynajmniej każdy zetknął się z nim w szkole. Może dla wielu był zmorą nie do przebrnięcia, a to błąd. Naprawdę warto przeczytać dokładnie. I zapamiętać. Na przykład taka rada z IV Księgi: 

"Głupi niedźwiedziu! gdybyś w mateczniku siedział, 

Nigdy by się o tobie Wojski nie dowiedział". 

      Ale nie siedział. I zapłacił życiem. Wystawianie rachunku za głupotę/chciwość/karierowiczostwo/kolesiostwo/partyjniactwo {wstawić dowolne] w przypadku afery w Warszawskim Szpitalu Południowym dopiero się zaczyna. Dawid Kacprzyk, lekarz bez specjalizacji kierujący SOR-em, według grafiku pracował po 11 godzin dziennie przez cały ubiegły rok. Bez wyjątku. Każdego dnia. Jest też radnym dzielnicy Ursus, pracuje też w innych (co najmniej trzech) palcówkach medycznych. I wszędzie tam bywał, brał aktywny udział. Pracował. Mało, on harował. Poza tym udzielał się publicznie, występował w telewizji, prowadził media społecznościowe. Słowem: cyborg.

          Jego ubiegłoroczne zarobki ujrzały światło dzienne, bo jako radny musiał je upublicznić. wykazując 1.6 mln zł  dochodu. 28 lat, bez specjalizacji, dopiero zamierza być anestezjologiem. Wcale nie wiadomo, czy nim zostanie, ale był w strukturach KO, w strukturach samorządowych, w strukturach... W każdym razie był tam, gdzie dobrze płacili. 

       Od lat zarobki lekarzy wciąż rosną i osiągają pułap abstrakcyjny dla przeciętnego obywatela. Odzywają się głosy, że takie zarobki lekarzy to mit. Doprawdy? Pewien szpital proponował faktycznie lekarzowi, młodemu, ale ze specjalizacją 100000 - sto tysięcy miesięcznie, żeby go do siebie ściągnąć. Myślicie, że się zgodził? Mylicie się. To było dla niego za mało. 

       Wracając do medialnej afery ostatnich dni.  Ani to ewenement, ani zdarzenie ostatnich dni. Po pierwsze, proceder trwał jakiś czas, skoro rzecz - na razie - dotyczy ubiegłego roku. Po drugie, korupcja/znajomości/partyjność [wstawić dowolne] stale jest obecna na styku władzy i instytucji publicznych. Tylko nie każdy przekręt wychodzi na jaw. Zero zdziwienia, naprawdę. Kto się dziwi, nie ma pojęcia, jak działa ludzka psychika w jej najbardziej wynaturzonych przejawach pożądania władzy i pieniędzy, prestiżu i sławy/ popularności i pychy. Bark przejrzystości finansowania zawsze jest korupcjogenny. A poczucie bezkarności jest podwójnie niebezpieczne. Zabiegi bez kolejki, specjalne traktowanie w salonikach VIP, przyjęcia poza kartoteką, prywatne usługi medyczne na państwowym sprzęcie itp, itp. Zero zdziwienia. 

       Dawid Kacprzyk złożył mandat radnego Ursynowa, wystąpił z szeregów partii KO, skorygował ubiegłoroczne faktury, zwracając pół miliona złotych. Nie ma złudzeń, że zrobił to, bo go ruszyło sumienie. Nic z tych rzeczy. KO nie może sobie pozwolić na taką stratę wizerunkową, na pewno padły argumenty za oddaniem legitymacji. Podobnie z oddaniem mandatu radnego. Trzeba ratować, co jeszcze się da uratować. Trzaskowski odwołał całą radę nadzorczą Szpitala Południowego -  to też cena za ratowanie podkopanego wizerunku. 

      Nagle szumne zarządzenia audytu (szpital był kontrolowany i nikt nic wcześniej nie zauważył, że lekarz bierze pensję za nieobecność, ha, ha, ha!), skierowanie sprawy do prokuratora, zarządzanie kontroli w innych podległych placówkach... Ruch się zrobił niemożebny. Jak nie przymierzając w "Panu Tadeuszu" na wieść o pojawieniu się niedźwiedzia. Zawsze uważam, że szkolne lektury trzeba czytać dokładnie. Zawsze mogą się przydać. Dawid Kacprzyk nie czytał, a jak czytał, to po łebkach, albo streszczenie tylko, a jak nawet coś tam liznął, to nie zapamiętał dobrej rady:

Głupi Dawidzie, gdybyś nie był radnym i cicho siedział,

Nigdy by się plebs o twoich zarobkach nie dowiedział. 

14 komentarzy:

  1. Z jednej strony trudno przejść obojętnie obok takich historii, bo jeśli faktycznie dochodziło do nadużyć, to to powinno być wyjaśnione do końca, bez zamiatania pod dywan. Ale z drugiej strony ten ton „zero zdziwienia, wszystko wiadomo, wszyscy są winni” zaczyna robić się już trochę zbyt wygodny i jednak spłaszczający całą rzeczywistość.

    Mam wrażenie, że łatwo tu wrzucić wszystko do jednego worka: lekarzy, politykę, system, pieniądze — i nagle wychodzi obraz, w którym już nikt nie działa uczciwie, tylko każdy kombinuje. A prawda chyba bywa bardziej chaotyczna niż taka prosta narracja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej, ale „zero zdziwienia, wszystko wiadomo, wszyscy są winni” - to nie są moje słowa. Ja napisałam tylko "zero zdziwienia", a resztę sam sobie dodałeś. Naprawdę nie jestem zdziwiona tą aferą i jej okolicznościami, czytałam przed chwilą, że ujawniono kolejnego rekordzistę lekarza, który miał w papierach jeszcze więcej godzin dziennie pracy. Na zdrowy rozum to jednak niemożliwe, bo musiałby po trzy-cztery dni pracować bez przerwy. Fizycznie się nie da.
      Nie napisałam, że wszyscy są winni, a kto jest winny powinien ponieść odpowiedzialność. Napisałam, że nieprzejrzystość finansowania jest korupcjogenna, wiec faktycznie ten system na pewno jest do naprawy.

      Usuń
  2. Mieszkam daleko od Polski więc raczej nie zabieram głosu w takich sprawach. Tutaj zainteresował mnie jeden aspekt - słyszę, że rząd wprowadzi większą kontrolę zarobków lekarzy.
    Wydaje mi się, że warto byłoby skontrolować szpitale - przecież to szpital rejestrował przepracowane godziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, wydawałoby się, że to rozwiązuje sprawę, ale nie rozwiązuje. W tym szpitalu były w ubiegłym roku dwie kontrole i żadna niczego nie wykryła. Otóż, jak już w kilku miejscach czytałam i mówią o tym nawet głośno, nic się nie zmieni, bo kontrola była z ramienia ludzi, którzy również reprezentują obecne władze samorządowe w Warszawie (szpital podlega pod warszawski samorząd, pod prezydenta Trzaskowskiego należącego do KO), więc są podejrzenia, że po prostu nie chcieli niczego znaleźć, bo skoro funkcjonował tam odrębny tryb przyjmowania ludzi należących do KO i członków ich rodzin, to nikomu się nie opłacało cokolwiek nieprawidłowego nagłośnić i zmienić. Problem leży w tym, że instytucje kontrolujące nie są niezależne i też są uwikłane w układy polityczne.

      Usuń
  3. Cały system jest chory i jak świat światem, zawsze nieliczni mieli łatwiej, opieka i zabiegi na cito, a jak było z kolanem Kaczyńskiego? Teść syna czekał na operację dwa lata, prezes, jak pamiętam nie.
    To nie tylko problem ostatnich lat, gdy byłam w liceum, znajoma mojej mamy opowiadała o pracy lekarzy, ona pracowała w szpitalnych kadrach. Gdyby lekarze mieli pracować wedle umów i wykazywanych godzin, musieliby się sklonować. A ci, którzy rzeczywiście dużo pracowali, stawali się niebezpieczni z przemęczenia.
    Co to za system, w którym szpital generuje długi z powodu wynagrodzeń, a każdy chce więcej zarabiać, pielęgniarki także.
    Królestwo dla tego, kto zreformuje skutecznie nasz system zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten system rozszczelnił się od lat, dlatego teraz to już właściwie nie wiadomo, od czego zacząć naprawianie. Ja na przykład nie rozumiem, dlaczego w radach nadzorczych zasiadają ludzie z nadania jakiejś partii. To powinno być gremium niezależnych ekspertów, a nie intratne synekury dla kolegów, którym się politycy odwdzięczają za poparcie.

      Usuń
    2. Zgadzam się, no i dyrektorem szpitala nie musi być lekarz, niechaj medycy zajmą się leczeniem. Mój kardiolog został dyrektorem, to teraz dopiero bajzel w recepcji, bo ciągle coś przekładają. I po co mu to? dla dodatku dyrektorskiego?

      Usuń
    3. O, przypomniało mi się, jak kiedyś u siebie w pracy mój dyrektor coś tam wymyślił i wyszło, że mam jakieś dodatkowe godziny spędzić poza czasem pracy, coś tam było organizowane. Zapytałam czy to tak za darmo ma być. On wtedy na to, że on też wiele razy siedzi i dopina sprawy poza godzinami w pracy. No to mu wypaliłam, że za to właśnie bierze dodatek funkcyjny. Żachnął się, że to marne pieniądze. No cóż, ja nawet tego nie mam i wyszłam.

      Usuń
  4. Znam te mechanizmy. Kontrola nie wykazała żadnych nieprawidłowości, ale jak o czymś publika się dowie, to głowy lecą. Normalna u nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właśnie przyczyna, że nic mnie już nie dziwi, bo w wielu resortach tak jest. Politycy sami robią wszystko, żeby im nie ufać. Solidnie na to pracują.

      Usuń
  5. Świetna " klamra" i konkluzja.
    Słyszałam o tej sprawie, ale czy mnie dziwi? Chyba nie. Masz rację chciwość ludzka mnie ma granic.
    Często rozmawiam z ludźmi, którzy mimo uczciwego przepracowania otrzymują marne emerytury. Ta sprawa bardzo podgrzewa emocje...
    Pozdrawiam Cię, Auroro serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo takiego zwykłego człowieka, który nie kradł, najłatwiej udupić podatkami, zaległościami, odsetkami... A z jego podatków opłacane są te rzekomo politycznie niezbędne wojaże do Afryki ;-)
      Niech mi ktoś pdoa racjonalny powód, dlaczego posłom należą się kilometrówki, skoro dostają dofinansowanie na prowadzenie biur poselskich, przecież to powinno być w ramach już tego dofinansowania, a nie dodatkowo. Założy sobie taki biuro na drugim końcu Polski i liczy sobie kilometrówki.

      Usuń
  6. No, kto by się spodziewał. Nienażarty gnojek. Politycy, kupa gnoju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pazerność cechuje większość polityków, nie znam żadnego, który idzie do polityki dla idei, chodzi o to, żeby się dobrać do lepszych stołków i nachapać.

      Usuń

plebs

       Uważam, że szkolne lektury trzeba czytać uważnie. Zawierają wiele cennych nauk, które mogą się w życiu przydać. Pod warunkiem, że umi...