kto to pisze?

      Od dłuższego czasu w tekstach publicystycznych nagminnie pojawia się słowo "skwitować". Piszą, że ktoś coś skwitował, co zostaje zilustrowane cytatem. Czytanie tego przyprawia mnie o gęsią skórkę zażenowania i irytację. Skwitowanie w znaczeniu zareagowania słownie na coś odnosi się do wypowiedzi krótkiej, lakonicznej. Skwitować temat to inaczej podsumować lakonicznie niejako kończąc dywagacje, przecinając dyskusję i dalsze rozważania. Dlatego nie można czegoś skwitować mówiąc trzy, cztery zdania, to raczej odzywka typu: "Daj spokój, skończmy temat".  Skwitować też można bezsłownie, ironicznym uśmieszkiem lub wzruszeniem ramion, co oznacza, że zwrot jest bardzo, naprawdę bardzo potoczny i w tekstach publicystyki informacyjnej nie powinien być w ogóle używany. Właściwymi określeniami byłyby słowa: podsumować, wyjaśnić, dopowiedzieć. Na zakończenie wywiadu ktoś raczej nie kwituje całości, tyko go podsumowuje. Podobnie w reportażu temat nie zostaje skwitowany, bo to oznacza, że został tak jakby tym wzruszeniem ramion zlekceważony.

      Nie umiem sobie samej wyjaśnić i zrozumieć, skąd wzięła się ta maniera i kompletny brak wyczucia stylu. Integralnym elementem znaczenia słowa "skwitować" jest lakoniczność i bagatelizowanie problemu, więc jak można używać go, licząc na zainteresowanie tematu i poruszenie nim czytelników. Razi mnie to bardzo, podobnie jak łamanie zasad polskiej fleksji. W języku polskim prawie wszystkie nazwiska męskie są odmienne, nawet obcojęzyczne. Gdy widzę lub słyszę, że ktoś tego nie respektuje, odbieram to jako brak szacunku wobec ojczystego języka. Nie interesuje mnie, ze ktoś np. tłumaczy się nawykiem z języka angielskiego. Skoro wypowiada się po polsku, czy to w mowie czy pisemnie, powinien stosować gramatykę polską. 

      Tu dygresja, gdyby komuś się wydawało i chciałby tłumaczyć, że w oficjalnych dokumentach o przeznaczeniu międzynarodowym, w notach na szczeblu międzynarodowym czy języku prawniczym polska fleksja nie obowiązuje, bo byłaby niezrozumiała. Nieprawda. OBOWIĄZUJE. W polskich tekstach, także dokumentach na szczeblu państwowym i prawniczym obowiązuje polska fleksja - nazwiska obce się odmienia. Tutaj jestem dobrze poinformowana, bo miałam do czynienia z takimi notami i wiem to bezpośrednio ze źródła. Problem mają ludzie, którym się wydaje, że skoro piszą dla zagranicznego odbiorcy, to mogą sobie polską gramatykę upraszczać. Nie mogą, nie powinni, - jeśli cały tekst jest pisany po polsku, to zawsze zgodnie z polskimi regułami. 

      Zaczyna się od nieznajomości odmiany nazwisk a potem czytam takie kwiatki, jak "głaskasz kota" - to z dzisiejszego jakiegoś tekstu w Internecie. Głaskasz? A po jakiemu to? Głaszczesz - mamy wymianę s na sz, k na cz - to podstawowe informacje z fleksji z poziomu szkoły podstawowej. Co prawda forma "głaskasz" występowała w polszczyźnie, ale jest rzadka i archaiczna. Słuchałam kiedyś zachowanych archiwalnych nagrań przedwojennego audycji radiowej Wesoła Lwowska Fala. Występowali tam dwaj satyrycy Tońcio i Szczepcio, którzy prezentowali skecze w gwarze lwowskiej. W jednym z nich jeden pytał drugiego: "dokąd taskasz ten fortepian".  I to było śmieszne, miało swój urok jako satyra, wnosiło komizm językowy do całości. No ale, litości, w informacyjnym artykule wypada jednak zastosować formę prawidłową: taszczysz. Ale skoro większość tekstów piszą językowe boty SI szkolone na angielskiej składni, to czego się spodziewać?  Powstają potworki typu: "według receptury Michel Moran", jakby to była ta Michel Moran, a nie znany restaurator. 

       Na pocieszenie. Przeczytałam też fajny tekst o amerykańskich aktorach, w którym wszystkie nazwiska i imiona były cudownie poprawnie odmienione: Wilder - Wildera, Wolfe - Wolfe`a, Pryor - Pryora, Pryorem, Silberman - Silbermana itd.

        

10 komentarzy:

  1. Rozumiem Twoją irytację, a z drugiej mam wrażenie, że język jednak trochę żyje własnym życiem i nie zawsze da się go trzymać w sztywnych ramach. Sama też łapię się na tym, że „skwitował” brzmi mi dziwnie w niektórych kontekstach, ale czy to nie jest trochę tak, że ono już się po prostu rozjechało znaczeniowo i weszło do języka publicystycznego na zasadzie skrótu myślowego? Z tą fleksją nazwisk też się zgadzam w teorii, ale ciekawi mnie, czy w praktyce czytelnicy faktycznie zawsze to „czują” i czy nie jest tak, że część uproszczeń robi się po to, żeby tekst był bardziej przystępny dla szerszego odbiorcy. Gdzie Twoim zdaniem kończy się poprawność, a zaczyna elastyczność języka, która jeszcze nie jest błędem?

    No i ostatnia rzecz, serio uważasz, że to głównie wpływ SI i angielszczyzny, czy może to jednak też zwykłe rozluźnienie standardów redakcyjnych i brak korekty? Bo mam wrażenie, że to się zaczęło wcześniej niż boom na AI.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpływ angielszczyzny na pewno nie jest jedyną przyczyną, zgadza się. Dużą rolę odgrywa zwyczajne niechlujstwo. Nie każde uproszczenie jest wynikiem ewolucji języka i dowodem na jego żywotność.
      W kwestii fleksji nazwisk sprawa jest według mnie prosta: język polski jest fleksyjny, ma siedem przypadków. Jak na razie nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić. O znaczeniu słowa, w tym nazwiska, decyduje końcówka fleksyjna, a nie miejsce w zdaniu jak w językach pozycyjnych, choćby angielskim. Dlatego dopóki mamy język fleksyjny, nieodmienianie nazwisk jest błędem. Natomiast kwestia niestosowania tej zasady to już szerszy problem, w którym zapewne można wskazać więcej przyczyn. Niemniej, samo lekceważące podejście do istniejących reguł poprawności mnie razi. Tak jakby język ojczysty, przy całym szerokim wachlarzu zmian, jakie mu towarzyszą (i których mam świadomość i nie ze wszystkimi zmianami będę walczyć jak Rejtan leżący pod drzwiami) nie zasługiwał na szacunek.
      Omówiłam przykłady według mnie rażące. Słowo "skwitować" jest z niższej półki stylistycznej po prostu. Tak można uzyć w mowie, ale nie w publicystyce, która rządzi się swoimi zasadami. Istnieją różne style stosowane w różnych sytuacjach: nie będziesz pisał np. prywatnego e-maila stylem urzędowym, bo to byłoby absurdalne. Z kolei publicystyka to nie są teksty prywatne, stąd tez obowiązuje określony styl - chociaż jest on bardzo szeroki i dopuszcza wiele naprawdę ciekawych językowych zabiegów. Ale czy akurat takie kolokwializmy jak "skwitować" to właściwe miejsce w tekstach, które mają reprezentować tę polszczyznę, która funkcjonuje w oficjalnym pisemnym obiegu?

      Usuń
  2. Kto to pisze? kto w ogóle dzisiaj redaguje teksty, choćby w Internecie.
    Mam wrażenie, że "skwitować" to jeden z lżejszych grzechów.
    Gdy otwieram np. Onet, a robię to rzadko, rzucają się w oczy tytuły tak agresywne i prostackie, że głowa boli.
    Język potoczny, elementy gwary podwórkowej wkradają się do tekstów publicznych, które powinny być wzorem pięknego, starannego języka. W dobie małej popularności literatury, niechaj choć teksty felietonów i doniesień prasowych będą poprawne...
    Ale pozostaje już chyba pisać na Berdyczów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet w wydawnictwach pozwalniano prawdziwych korektorów. Teraz każdy może pisać, publikować, wydawać, ale nie każdy umie korzystać ze słowników.
      Tytuły na portalach są według jednego wzoru i nic nie mówią, typu: Wiemy, jaki zapadł wyrok, Jest decyzja sądu, Wiadomo, co powiedział ktoś tam), Już wszystko jasne itp. Strasznie mnie to wkurza.

      Usuń
  3. Witaj, ciekawe spostrzeżenia, rzeczywiście tak mówią, lub często używają zwrotów z języka potocznego aby zbliżyć się do młodego odbiorcy czytaj Osoby, która w 2027 roku będzie głosować. Czasem myślę że wiadomości niezależnie jaka stacja tworzone są dla ludzi, którzy nie bardzo rozumieją o co chodzi, stąd język potoczny, stąd powtarzanie fraz i oczywiste wnioski. Też mnie to wkurza i jeszcze ta nachalna manipulacja. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. manipulacja jest powszechna, naprawdę trudno dzisiaj o rzetelność i szacunek dla czytelnika czy odbiorcy w świecie mediów. Złości mnie takie traktowanie.

      Usuń
  4. O, jest dużo takich kwiatków, od których cierpnie skóra. Mnie do pasji doprowadza zdanie: "Pierwszy raz poznaliśmy się...." Poznać można się tylko raz! Potem ewentualnie drugi raz spotkać, zobaczyć, etc. I nie mogę też zdzierżyć, kiedy różnej maści dziennikarze, głównie podcasterzy wymawiają końcówki -om. Jestem kobietOM, polkOM, osobOM... Łomatkobosko 🤦 No ale w czasach, kiedy dzieci objęte obowiązkiem szkolnym nie muszą odrabiać prac domowych, będzie tylko gorzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za -om nie tylko w mowie, ale i w tekstach pisanych widziałam, nakładałabym mandaty za zaśmiecanie języka! Uszy i oczy bolą. Przede wszystkim niewiele osób zwraca uwagi na to, jak się wypowiada, większość nie umie, nie chce nawet zauważyć, że coś w ich wypowiedzi może być nie tak. Gdyby od dzieciństwa otoczenie zwracało uwagę na to, jak dziecko się wypowiada, nabrałoby właściwych nawyków, ale nikomu to nie przeszkadza i tak idzie potem w świat z poczuciem, że wszystko robi dobrze.

      Usuń
  5. Skwitować jednym słowem to ja mogę to, co ostatnio wyprawia blogger;-) A do tej listy grzechów głównych współczesnej publicystyki dorzuciłabym jeszcze plagę, jaką jest wszechobecna niezgodność przypadków, a zwłaszcza mylenie 'tą' z 'tę. Kiedy czytam, że ktoś 'kupił tą książkę', 'podjął tą decyzję' albo 'głaszcze tą kotkę';-) to... nóż w kieszeni mi się otwiera. I jeszcze mylenie słów 'adoptować' i 'adaptować'. Spotkałam się już z 'adaptacją psa' i 'adoptowaniem powieści' na scenariusz. Koszmar. No, ale skoro teksty piszą boty lub ludzie bez elementarnej znajomości gramatyki, to potem dostajemy takie stylistyczne potworki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za te kolejne kwiatki do listy grzechów publicystyki. Faktycznie przyprawiają o ból zębów. Ciekawe do czego chciał ktoś adaptować psa??? Z kolei, jak ktoś mocno uczuciowo związany z powieścią, to może i chciałby ją adoptować :-)))) Tylko nie wiem czy prawo formalnie na to pozwala ;-)
      Smutne ejst to, ze ta wiedza jest podstawowa i na pewno pojawia się w szkole, tylko nie ma dzisiaj egzekwowania jej, bo przecież niw wolno utrwalać w domu zadając ćwiczenia do domu. A dodatkowo co drugi uczeń ma dysleksję, dysortografię i wszelkie inne dys-, i czują się zwolnieni z pracy umysłowej i pamięciowej, czyli ZAPAMIĘTYWANIA podstawowych informacji szkolnych.

      Usuń

A gdyby zapytać...

       ... jaką dostaniemy odpowiedź? Może nie będzie żadnej. I wtedy sprawa jasna. Na pewno każdy bloger spotkał się z sytuacją, że nowy ko...