Mam przed sobą dziesięć prasowych tytułów. Gazety codzienne, ale i tygodniki, miesięczniki, kwartalnik oraz prasa lokalna. Nie, nie będę wybierać i streszczać artykułów. Przyjrzę się, jakie tematy dominują w zależności od częstotliwości i zasięgu danego organu prasowego. Na dokładniejsze czytanie, zwłaszcza miesięczników i kwartalnika, liczącego 100 stron, potrzebuję więcej czasu.
Przede wszystkim ostatnio coraz częściej jestem zdegustowana tym, co pojawia się w Internecie. Klikbajtowe tytuły i zajawki typu "odpalił się", "Internet zapłonął", "ledwo wytrzymała", "zero litości", "powiedział wprost", "przegięcie", Internet wrze", "co on knuje"... Mogę się spodziewać takiego języka na blogach, bo każdy pisze po swojemu i ma do tego prawo. Tak samo w prywatnych mediach społecznościowych. Ale to są częste, właściwie codzienne przykłady z poważnych portali informacyjnych, a nie jakichś indywidualnych kont społecznościowych. Czy to jeszcze dziennikarstwo czy już rynsztok?
Widząc taki tytuł, automatycznie omijam z daleka. Nie nabijam klikalności. Przechodzę do ogólnopolskiej prasy drukowanej. I tu zdarzają się w tytułach sformułowania z mowy podwórkowej: ".... odesłani z kwitkiem", "... z internetowej łapanki", .... poszli w odstawkę". Czasami naprawdę czuję zażenowanie poziomem języka. Nie wiem, czy chcę coś takiego czytać. Zniechęcające. A teksty być może nawet dotyczą ważnych spraw społecznych czy politycznych, ale naprawdę, jak to napisane takim stylem, to unikam. Pozostają mi artykuły z dziedziny ekonomii i prawa, czasami o sztuce, artykuły naukowe, gdzie raczej nikt nie ćwiczy językowej kreatywności.
O ileż przyjemniej poczytać o Australopithecus afarensis jako praprzodku współczesnego człowieka oraz relacji między materią i antymaterią. Równie ciekawie czyta się obszerną analizę tradycji wystawienniczej "Pierścienia Nibelungów" Wagnera w Bayreuth, ale zapowiedź tegorocznej realizacji "zleconej" SI jest mocno niepokojąca. Nikt jeszcze nie wie, jak to będzie wyglądało. Wszystko trzymane jest w tajemnicy. Nie bardzo sobie wyobrażam, jak na scenie będzie wyglądało połączenie obecności śpiewaków operowych z reżyserko-scenograficznymi rozwiązaniami SI. Podobno śpiewacy mają zostać umieszczeni w holograficznej rzeczywistości.
Na tle wirtualnej rzeczywistości wkraczającej do sztuki o ileż realniej wypada reportaż z wędrówki karawany przez Saharę nawet z doświadczeniem miraży po drodze. Tygodniowa wyprawa okazuje się sprawdzianem ludzkich możliwości, wytrzymałości, a zarazem uwiadamia, że w konfrontacji z siłami natury człowiek niewiele zdziała, jeśli jest zbyt pyszny i zadufany we własne możliwości. Współdziałanie z naturą może okazać się zbawienne, jak choćby w przypadku usuwania z organizmu aluminium, na które współcześnie jesteśmy non stop narażeni: napoje w aluminiowych puszkach, aluminiowe folie, aluminiowe tacki, aluminiowe wieczka jogurtów, śmietany, aluminium znajduje się też w niektórych lekach. Świetnymi odtruwaczami aluminium z organizmu są skrzyp i pokrzywa. Zamiast tępić jako chwast lub bezmyślnie deptać podczas wędrówek, wystarczy zerwać i pić z nich herbatkę. W przyrodzie bowiem nie ma roślin niepotrzebnych ani chwastów.
Nie znaczy to oczywiście, że szpitale są niepotrzebne, jak wynikałoby to z dramatycznych kilku artykułów poświęconych problemom opieki zdrowotnej. Pacjenci właśnie odczuwają okrojone dofinansowania na zabiegi, likwidowane są oddziały szpitalne, bo "nierentowne". Ponad rok temu w najbliższym powiatowym szpitalu przez dwa miesiące nie działał jeden z oddziałów. Teraz w lokalnej powiatowej prasie czytam kilkustronicowe omówienie poczynionych działań dyrekcji szpitala i władz samorządowych, podjętych decyzji, protestów i niewesołych perspektyw. Przyzwyczailiśmy się czytać o aferach szpitalnych w kontekście zarobków lekarzy, ich żądań podwyżek, tymczasem tutaj doszło do protestu salowych i sprzątaczek. Dyrekcja szpitala chce bowiem "oddać" pion sprzątający firmie zewnętrznej, która obsługiwałaby szpitalne sprzątanie. Nawet zgłosiły się już firmy zainteresowane takim rozwiązaniem. Szpital upatruje w tym możliwość oszczędności, ale salowe i sprzątaczki boją się o swoją przyszłość, warunki pracy i płacy. Pytają, dlaczego oszczędności szuka się ich kosztem, a nie kosztem lekarzy, którzy zarabiają najwięcej.
Jak się okazuje, szybkie rozwiązania z wykorzystaniem możliwości SI też nie zawsze przynoszą efekty. Mimo promocji w sieciach handlowych i internetowych sklepach "6 na 10 internautów zrezygnowało z zakupu online, bo chatbot sklepu nie potrafił rozwiązać ich problemu". Ponad 50 % klientów woli wykorzystywać soje własne narzędzia, a nie polegać na sklepowych aplikacjach, które ich drażnią ograniczając pozycjonowanie produktów tylko do oferty danego sklepu. Wciąż duża część klientów woli kontakt z żywym człowiekiem lub rezygnuje z wykorzystywania botów w trosce o ochronę swojej prywatności i bezpieczeństwo danych osobowych.
Globalny kontekst współczesnych zakupów online zderzył się z ekonomia rynku w decyzji Unii Europejskiej z 1 lipca 2026 r. nakładającej nowe cło na przesyłki spoza Unii. Od każdego rodzaju przedmiotu w paczce cło wyniesie 3 euro. Jak wyjaśnia Kamil Wojdas, agent celny, gdy w paczce będą trzy jednakowe koszulki, będzie jedna opłata 3 euro, a gdy w paczce będzie koszulka, czapka i i spodnie - za każdą z tych rzeczy trzeba będzie zapłacić osobną opłatę celną jako za odrębne kategorie towaru. Tak czy inaczej klient zapłaci więcej, a w którym momencie opłata zostanie naliczona, zależeć będzie od importera.
Tyle czytania na dziś. Jeszcze na kilka dni mi zostało z zakupionych ostatnio wydawnictw.
Aktualnie większość artykułów jest na tragicznym poziomie. Dlatego gazet nie czytam. Szkoda czasu i oczu.
OdpowiedzUsuńNiestety, poziom artykułów w Internecie, jak to napisałam w poście, jest jeszcze tragiczniejszy. Dlatego pozostają mi czasopisma naukowe i branżowe, tematyczne z dziedzin, którymi się interesuję.
UsuńBardzo dobrze rozumiem tę irytację na język dzisiejszych nagłówków. Czasem mam wrażenie, że zanim dowiemy się, co naprawdę się wydarzyło, musimy przebić się przez całą warstwę sensacji i sztucznie podkręconych emocji. Z drugiej strony zastanawiam się, czy to nie my sami trochę tego nie napędzamy, klikając w takie tytuły z ciekawości, nawet jeśli potem narzekamy. A przecież dobra prasa potrafi jeszcze zachwycić — spokojnym językiem, ciekawym tematem i tym, że po przeczytaniu człowiek zostaje z jakąś myślą, a nie tylko chwilowym oburzeniem.
OdpowiedzUsuń