Moje, twoje, innych. Za dużo się dzieje naraz. Polska drużyna wygrała Ligę Narodów. To siatkówka. Nie oglądałam. To nie na moje nerwy. Wynik meczu zamieściły portale informacyjne na głównych stronach w kolorowej oprawie i wielkimi literami z wykrzyknikiem. Stąd wiem. Inaczej bym nie wiedziała.
A od
kilku dni kryzys migracyjny w hiszpańskiej Ceucie. Podawane są liczby: od 50 do
60 tysięcy migrantów zapełniło 85-tysięczne miasto. Wysłano wojsko, policję czy
jakie tam jeszcze formacje mają. Podobno ich zawracają, podobno odsyłają,
podobno większość z powrotem wróciła do Maroka. Nie rozumiem. Czy w Maroku
wybuchła jakaś wojna? Chyba co drugi polski turysta wyjeżdżający za granicę
odwiedził też Maroko, więc raczej wojny tam nie ma ani jakiegoś
kataklizmu, żeby tak masowo stamtąd uciekali. Co jest z tymi ludźmi, że zamiast
zakasać rękawy i budować własny kraj, nosi ich po świecie, gdzie by tu
zakotwiczyć swoje ambicje o łatwym życiu?
A
teraz nagle z powodu upałów zapotrzebowanie na klimę wzrosło ileś tam razy.
Pisze jeden znajomy, że zakłada. A posadzić drzewo nie łaska? Najpierw się
wycina, betonuje otoczenie, kosi trawniki do gołej ziemi, a potem płacz i
lament, że grzeje, że gorąco, że schronić się nie ma gdzie. Jeden z moich sąsiadów
wytrzebił wszystko na podwórku od domu do stodoły. Położył kostkę. Łysy plac
przez całą długość i szerokość. Położył dla dzieci taki dmuchany basen. No
ale nad basenem nie ma cienia, więc postawił parasol. Taki duży, na stelażu. A
gdyby jakieś drzewko zostawił i kawałek trawnika, dzieci by miały i cień, i
więcej chłodu.
Technologiczny rozwój wyrywa do przodu a za nim dopiero podążają plany, rozwój nowych kompetencji i na samym końcu dopiero prawo. Właśnie czytam poradnik jak budować swoją pozycję na Instagramie. Jak osiągnąć sukces wstrzeliwując się w algorytmy popularności. Czytam i nie dowierzam. Jedno z haseł poradnika zaleca: "Zrozum algorytm Instagrama", "Nie walcz z algorytmem - współpracuj z nim". Ach, więc już nie jest istotne, żeby zrozumieć drugiego człowieka, swojego odbiorcę, dla którego tworzymy treści; nie jest istotna współpraca z ludźmi. Liczy się relacja z algorytmem. Czy moje zachowania, teksty, filmy, nagrania trafiają w algorytm. Ot, recepta na sukces.
Oto wyimek z poradnika, jak zaczynać post: "Hak (pierwsze sekundy/pierwszy slajd) - pytanie, kontrowersja, obietnica, szokująca informacja." Musi być mocne wejście. Trzeba uderzyć: pytaniem, obietnicą, kontrowersją. Nawet wymyśloną, wyssaną z palca szokującą teorią. ZASZOKOWAĆ. A po wzbudzeniu zainteresowania i większej liczby obserwujących - MONETYZACJA. Realizując krok po kroku strategię sukcesu - osiągniesz to, co najcenniejsze. Instagram cię nagrodzi.
Czy w obliczu takiej perspektywy można się dziwić, że wśród młodzieży spada zainteresowanie nauką? Że coraz więcej marzy o tym, by zostać influencerem, celebrytą i zarabiać na własnym wizerunku w sieci? Że zakładają profile i dokumentują swoje życie, zamieszczają treści nie mając żadnej podbudowy osobowościowej, merytorycznej, psychologicznej?
I żadnej gwarancji, że w ogóle to, co widzimy, czytamy, z kim rozmawiamy nie jest dziełem algorytmu sztucznej inteligencji. Od 2 sierpnia weszła w życie dyrektywa nakazująca oznaczanie deepfaków i botów. teoretycznie oznacza to, że wszelkie teksty napisane przy użyciu SI powinny być oznaczane w czytelny dla odbiorcy sposób, a boty i tzw. wirtualni asystenci powinni się przedstawić, że są wytworem sztucznej inteligencji. Możemy przyklasnąć i się cieszyć, że sprawa fałszywych postaci i tekstów wygenerowanych przez algorytmy została prawnie rozwiązana? Akurat! Jak mówi dr Paula Skrzypacka, specjalistka prawa w zastosowaniu do nowych technologii: "Obowiązek ujawnienia nie ma zastosowania, jeżeli treść wygenerowana przez AI została poddana wersyfikacji przez człowieka lub kontroli redakcyjnej i jeżeli za publikację odpowiada redakcyjnie osoba fizyczna lub prawna". No i pięknie. Redaktor wrzuci temat do algorytmu SI, ten pisze tekst, ładny, długi i chwytliwy. Redaktor rzuca na to okiem, znaczy - czyta. Źródeł nie sprawdza, bo przecież nie po to zlecał opracowanie tematu sztucznej inteligencji, żeby teraz robić to, co zlecał samemu, a przecież właśnie o to chodziło, że sam NIE MA CZASU na szukanie informacji, potwierdzanie wiarygodności, wyszukiwanie i pisanie. Ale przeczyta, przyklepie i tekst sobie leci na portal czy do publikacji.
Co czytam? Tekst wygenerowany sztucznie czy napisany przez człowieka? Nie wiem. Nie dowiem się.
Kto mówi do mnie choćby w reklamie czy innym nagraniu? W programie filmowym czy audycji radiowej? Też nie wiem.
W styczniu tego roku rozpoczął się pierwszy w Polsce proces o wykorzystanie w reklamie sztucznie wygenerowanego głosu znanej osoby. Rzecz dotyczy głosu lektora filmowego, a więc rozpoznawalnego i kojarzonego przez wielu odbiorców - Jarosława Łukomskiego (czytał m.in. filmy "Bez przebaczenia", Skazani na Shawshank" czy "Milczenie owiec"). Proces jeszcze się nie zakończył.
Był kiedyś radiowy progeam Janusza Weissa, który dzwonił do różnych instytucji: "Dzwonie do Pani/Pana w bardzo nietypowej sprawie..." Sprawy dotyczyły drobnych, aczkolwiek śmiesznych absurdów biurokratycznych, oznaczeń, wymogów. Czy dzwoniąc dzisiaj zaczynałby rozmowę: "Chciałbym rozmawiać z człowiekiem o bardzo nietypowej sprawie..."???
Cos w ustawieniach nie bardzo, bo gdy sie klika w tytuł, wyskakuje brak nowego posta, trzeba wejść na stronę główną.
OdpowiedzUsuńMecze ogląda mój małżonek, więc wiem.
Przeraziły mnie obrazki z Hiszpanii, wyglądało to, jakby z morza wychodziły szczury....to tylko skojarzenie ilościowe, uprzedzam w razie co, gdyby jakiś złośliwiec chciał mi cos zarzucić, ale myślę, że wiesz o co mi chodzi.
Wszyscy sie do Europy nie przeniosą, nie ma takich możliwości, no i dlaczego tylko młodzi mężczyźni?
Instagramy i inne media nie dla mnie, czasami miga mi jakiś poradnik, jak budować pozycję bloga. Serio? a nie chodzi o pisanie i dzielenie sie refleksjami? Każdy z nas jest inny i swoje miejsce oraz czytelników znajdzie.
Była u nas uczennica, które inteligencja nie grzeszyła, ledwo szkołę skończyła, ale marzyła o zostaniu influencerką/vlogerką. Pytam ją, a o czym będziesz te filmiki nagrywać. Cisza....
Ma wejść ustawa o obowiązkowym zamieszczaniu informacji o użyciu AI, ale czy właściwy urząd jest w stanie to kontrolować?
Może coś poprzestawiałam, bo pisałam ten post i potem coś mi się popsuło i poprawiałam.
UsuńTa ustawa właśnie weszła. Właśnie od 2 sierpnia obowiązuje, jak wspomniałam w poście, nakaz o umieszczeniu informacji o użyciu SI. Ta pani dr Skrzypacka na ten temat się wypowiadała, czytałam z nią wywiad. Teoretycznie wygląda to pięknie, ale pozostawione furtki, jak zwykle, pozwalają w pewnych sytuacjach omijać ten obowiązek, jak ta możliwość, że gdy przeczyta redaktor i ktoś się pod tekstem podpisze redakcyjnie, to już nie będzie tego obowiązku. Czyli będziesz czytać tekst napisany przez sztuczną inteligencję, ale nie napiszą o tym. Nie podoba mi się to, ze taki tekst będzie podpisywany imieniem i nazwiskiem, ale ta osoba go nie pisała. Dla mnie to oszustwo i tyle.
Nie oglądałam meczu, ale wiele osób ogląda, więc mi opowiedzieli.
OdpowiedzUsuńCóż, widziałam te nagrania z Hiszpanii i też się zastanawiałam, co się stało w tym Maroko.
Nie mam Instagrama.
Dlatego to co słyszę o Instagramie, już mnie nawet nie szokuje.
Czytałam artykuły na temat tej popularności i klikalności. To często nie kończy się dobrze, bo nawet jeśli przez chwilę są na szczycie, to płacą za to ogromną cenę- wypalenia. Psychologia jest bezwzględna, nie możesz nieustannie zaspokajać cudzych potrzeb, zapominając o własnych.
Ja lubię wymianę myśli w naszej blogsferze, ale raz trafię w temat, raz nie. A teraz chyba nie trafiłam i wiesz co, lato tak szybko mija, a lubię się nim rozkoszować, muszę chyba sobie zrobić przerwę od publikowania.
Temat sztuczniej inteligencji też zaprząta moje myśli. Nie chciałabym czytać w prasie papierowej artykułów przez nią wygenerowanych podpisanych nazwiskiem moich ulubionych autorów, bo jeśli zauważę, że tak robią, stracę do nich szacunek.
Pozdrawiam w środę, Auroro.
Trafiłaś bardzo dobrze, wszystko na temat jak należy.
UsuńTeż nie mam Instagrama. Jak zobaczyłam ten poradnik, z ciekawości przeczytałam, co piszą. Porady nadają się także do pisania na blogu. W ogóle do publikowania w sieci, gdy ktoś ma ambicję zdobywać w ten sposób popularność i budować sławę. Ale nam to chyba nie jest przydatne ;-)
Również pozdrawiam!
Świat oszalał. Nie nadążam. Nie chcę nawet. Fala uchodźców... Cóż, wygląda to na zaplanowana akcję. Przez kogo, ciekawe 🤔 A niektóre środowiska dalej rżną głupa i chcą pomagać tym biedakom. Też kiedyś byłam taka głupia. Na szczęście otworzyły mi się oczy. Zresztą, jeżdżąc po Europie, widziałam ten zalew... Nie chcemy tego w Polsce, choć niektórzy jeszcze tego nie rozumieją.
OdpowiedzUsuńTak, betonowanie podwórek na wsiach to taki absurd... Ludziom się wydaje, że "będzie jakby luksusowo" (cytując klasyka). I to koszenie trawy... Opieprzam moją mamę, która ma świra na tym punkcie i męczy ten biedny trawnik. I siebie. I marudzi, że gorąco.
Ewidentnie było natomiast sterowane gdy mieliśmy problem z napływem na granicy z Białorusią. Ale wiesz, to nawet nie musi być wszędzie sterowane, po prostu jest fala migrowania, bo taki jest nagłaśniany model życia: szukaj lepszego miejsca, gdzie dadzą socjal bez pracy. Zarabiają na tym przemytnicy obiecujący ludziom złote góry gdzieś tam w Europie. Czytałam niedawno wypowiedź jakiegoś socjologa czy historyka, który uważa, że w historii było już wiele takich masowych migracji, w pewnym etapie rozwoju cywilizacji się one pojawiają i że właśnie weszliśmy w taki okres i to się będzie nasilać. Czy to świadczy o końcu naszej cywilizacji? Tej, którą znamy? Być może...
UsuńNikt nie jest w stanie za tym nadążyć. Za zmianami, nowościami w sferze technologii i zmian w przepisach prawa. Ostatnio moja siostra się wkurzyła, bo dwa lata temu wymieniała eternit na dachu na blachę i zgłosiła do programu wojewódzkiego na odbiór tego eternitu. Leży już dwa lata nieodebrany. Dzwoniła do urzędu gminy pytać, czego nie odbierają - bo to w gminie a się wnioski - a tam je pyskata urzędniczka powiedziała, że musi sobie sama monitorować gdzieś tam na jakiejś stronie, kiedy przyjadą. I co jeszcze? Może na plecach im to zanieść? Nie ma człowiek o robić, tylko jeszcze monitorować czy łaskawie i kiedy przyjadą. To po co wprowadzać ludzi w błąd? Po co ogłaszać jakieś programy?
A z koszeniem ma to samo, wkurzają mnie te trawniki wygolone na łyso. U mnie poza wykoszonym przejściem do domu wszędzie rośnie na dziko ;-)
Mam wrażenie, że największym problemem dzisiejszego świata nie jest nawet to, że wszystko pędzi, tylko że coraz trudniej odróżnić to, co naprawdę ważne, od tego, co tylko głośne. Z jednej strony mamy algorytmy, które próbują za nas wybierać, co mamy zobaczyć i poczuć, a z drugiej ludzi, którzy coraz częściej tęsknią za czymś zwyczajnym — rozmową, ciszą, prawdziwą obecnością. Trochę mnie bawi, że wymyślamy coraz bardziej zaawansowane technologie, a jednocześnie uczymy się od nowa rzeczy tak podstawowych jak kontakt z drugim człowiekiem.
OdpowiedzUsuńTo się jakoś jedno z drugim łączy: PONIEWAŻ wszystko bardzo pędzi, bo cywilizacja przyspieszyła, przynajmniej w zakresie rozwoju technologii, DLATEGO coraz trudniej znaleźć właściwe proporcje i zachować odpowiednią hierarchię ważności. Niestety, nie jest to ani trochę zabawne, raczej smutne.
Usuń