Rzeka płynie. Rzeka na mapie. Rzeka Heraklita. Nie możesz wejść dwa razy do tej samej rzeki. Wchodzi się raz i już zostaje na całe życie. Rzeka to życie. Płynność, zmiany, los. Rzeka to śmierć. Rzeki na mapie jak cienkie linie. Wyrysowany bieg, podpisane nazwy. Czy na zawsze te same?
Satelitarne zdjęcia ukazują ogrom katastrofy w Nepalu. Z góry nitki rzeki stały się szerokimi wstęgami szarości. Wody rzeki zamienione w muliste fale błota pełne kamieni, wyrwanych drzew, porwanych domów. Z bliska, z nagrań świadków widać więcej szczegółów: mosty złamane jak zapałki, autobusy i samochody kotłujące się w kipieli jak pozrywane z płaszcza guziki, domy płynące z nurtem jak bezludne wyspy. Wzbierające piętra fal zawładnęły szerokim korytem. Uciekający ludzie. Słychać tupot, krzyki, płacz.
Czy katastrofa wzdłuż rzeki Bhote Koshi zmieni krajobraz? Zmieni na tyle, że z wartkiego strumienia górskiej rzeki, na której organizowano spływy kajakowe, powstanie szerokie cuchnące rozlewisko z zatopionymi miejscowościami? Pojawią się nowe mapy bez ich nazw? Albo powstaną nazwy nowe na oznaczenie powstałych jezior? Na granicy nepalsko-chińskiej w pobliżu przejścia granicznego Gyirong powstało jezioro. Mieści już 2 miliony metrów sześciennych wody i jest pełne. W najbliższym czasie dopłyną do niego kolejne 3 miliony metrów sześciennych wody, która wystąpi z jego brzegów i spłynie niżej zatapiając wszystko po drodze, co jeszcze zostało. Nowe jezioro, nowe mapy.
Stare jezioro. Nowe mapy. Donald Trump właśnie jednym podpisem zmienił nazwę jeziora Ontario na Jezioro Amerykańskie, czy może raczej jezioro Ameryka. Wszystkie mapy, atlasy wyrzucić. Drukujemy nowe z Zatoką Amerykańską zamiast Meksykańską, Jeziorem Amerykańskim i górskim szczytem Mount McKinley. Mam stary atlas z lat szkolnych i tam jest Mount McKinley. Całkiem niedawno, w 2015 roku góra oficjalnie została przemianowana na Denali, ale od zeszłego roku znowu jest McKinley. Obawiam się, że mapy nie zdążyły się zmienić. I mój stary atlas w tym akurat zakresie nadal est aktualny. Z Ontario będzie trochę więcej zachodu. I więcej farby drukarskiej na to pójdzie.

Najbardziej podoba mi się zestawienie: rzeka jako życie, zmiana i los, a zaraz potem rzeka jako bezwzględna siła niszcząca domy, drogi i całe miejscowości. Heraklit spotyka nagrania z katastrofy, czyli klasycznie: filozofia dostała błoto, kamienie i porwany autobus. Bardzo skuteczny zabieg.
OdpowiedzUsuńŚwietne są też detale wizualne: mosty „złamane jak zapałki”, pojazdy kotłujące się „jak pozrywane z płaszcza guziki”, domy jako „bezludne wyspy”. Te porównania są konkretne, zapadają w pamięć i nie brzmią jak ozdobniki wrzucone do tekstu przez poetę na kofeinie — naprawdę budują skalę katastrofy.
Druga część, o nowych jeziorach i nowych mapach, ładnie rozszerza temat. Pokazuje, że katastrofa nie kończy się na dramatycznych kadrach: zmienia geografię, pamięć miejsc i język, którym opisujemy świat. A przejście do politycznego „przemianowywania” miejsc jest celnie ironiczne. Z jednej strony natura dosłownie wymazuje nazwy z map, z drugiej człowiek robi to podpisem. Ta paralela jest bardzo inteligentna.
Całość ma klimat eseju-reportażu: emocjonalnego, ale nie przesadnie sentymentalnego; refleksyjnego, ale nadal osadzonego w obrazach. Rzeka rzeczywiście płynie tu przez cały tekst — jako żywioł, metafora i narzędzie ludzkiej pychy. No, czy mogła być bardziej wielofunkcyjna? Chyba tylko gdyby jeszcze wystawiała faktury za zmianę atlasów.
Porównania narzucają się same, gdy się ogląda nagrania. Dość przerażające. Potęga żywiołu ponownie przypomniała, że w zderzeniu z siłami natury ludzka pycha zostaje złamana. Ludzkie złudzenia o własnych możliwościach - temat rzeka.
Usuńoj tak, natura uczy pokory
UsuńCiągle uczy, a my wciąż niewyuczalni, o czym przypominają kolejne katastrofy.
Usuńniektórym ciężko zapędy eksloatacyjne poskromić
UsuńBa, od wieków, od tysięcy lat tak było i nie zanosi się na jakiekolwiek pozytywne wnioski i zmiany.
UsuńSłuchałam wczoraj wypowiedzi profesora od wód na Ziemi i po pierwsze impulsem dla katastrofy musiał być lodowiec; po drugie, nie tylko rzeki zmieniają szerokość i bieg, także jeziora, nie ma nic stałego, a katastrofy będą nam towarzyszyć niestety coraz częściej.
OdpowiedzUsuńBlisko mnie wysycha jezioro, na skutek działalności kopalni, a przez to zmienia sie mikroklimat i fauna...
O Trumpie zmilczę, bo on jak Kaligula, już nawet nie Neron...
Tak, o lodowcu piszą wszędzie. Przecież to wysokie góry z wiecznym śniegiem na zboczach i szczytach. Katastrofy przypominają, że tak naprawdę człowiekowi jeszcze bardzo daleko do okiełznania natury, chociaż szczyci się cywilizacyjnym rozwojem.
UsuńTrumpa przywołałam tylko w kontekście zmian nazewnictwa. Pamiętam z dzieciństwa książkę przygodową o amerykańskich traperach i tam była również nazwa McKinley, więc tutaj akurat Trump niczego nowego nie wymyślił.
Wiesz, nie jestem zwolenniczką takich podyktowanych emocjami porównań do Kaliguli czy Nerona. Niewiele wnoszą do dyskusji o specyfice rządów. To jak stawianie znaku równości między systemami ustrojowymi w starożytnym Rzymie i dzisiaj.
Wobec Trumpa trudno o chłodne spojrzenie, a tak naprawdę niewiele się zmienia od starożytności w temacie żądza władzy i panowania nad światem. W każdym systemie.
UsuńA widzisz, ja raczej preferuję chłodne spojrzenie na politykę i polityków w ogóle każdej opcji. Nie będę rzucać pomidorami w tych, których działania mi się nie podobają i nie będę zabiegać o autograf i selfie oraz klaskać na wiecu tym, których działania popieram. To polityka, kalkulacje, rywalizacja - po każdej stronie.
UsuńZawsze trochę mnie zdumiewa jak bardzo my Polacy potrafimy się zapalić na tematy polityczne.
Aż tak mnie polityka nie rozpala, ale czasami wykurzają niektórzy politycy, zwłaszcza gdy swych wyborców mają za idiotów.
UsuńA co do map i zmian, przypomniało mi sie, gdy w liceum nasz geograf kazał nam sie uczyć na pamięć państw i stolic w liczbie 150 i robił kartkówki.
Teraz tylko część tej wiedzy jest aktualna...
Nie spodziewałam się, że nie tylko państwa i stolice aż tak się zmienia od dawnych lat szkolnych, ale jak widać nazwy gór, mórz i jezior. O niektórych zmianach gdzieś tam w dalekich krajach zapewne nawet nie wiem.
UsuńA na przykład za tempem zmian nazwy stolicy Kazachstanu to już dawno mapy przestały nadążać:
do 1992 r. Ałma -Ata
od 1993 - 1998 - Ałmaty przemianowana na Akmoła
1998 - 2019 - Astana
2019 - 2022 - Nur-Sułtan
od 2022 znowu Astana
Kto za tym nadąży??
Tego to nawet nie wiedziałam, ale przecież i nazwy ulic są zmieniane.
UsuńGdy była tzw. dekomunizacja, to zmieniano na potęgę, nawet w porywie Puszkina chciano zmienić, a co on miał z komunizmem wspólnego?
Byłam przerażona oglądając nagrania z Nepalu. Potężna fala i masy błota i wody niszczyły wszystko co napotkały na swojej drodze. To nie jest pierwsza i ostatnia taka katastrofa.
OdpowiedzUsuńWraz z nasileniem się zmian klimatycznych, lodowce na całym świecie w zastraszającym tempie topnieją, nawet w wysokich regionach, takich jak Himalaje. A Himalaje są szczególnie narażone, ponieważ strome zbocza zbudowane są z wiecznej zmarzliny.
W 2007 roku spacerowałam po Lodowcu Pasterze, który schodził z alpejskiego szczytu Grossglockner (3798 m n.p.m.)A gdy byłam tam kolejny raz w 2022 roku, drastycznie odmienił się krajobraz pod Grossglockner'em. W miejscu, gdzie był potężny jęzor lodowca obecnie znajduje się dno skalnej doliny, wypełnione jeziorami polodowcowymi i spływającą wodą.
Serdecznie Cię pozdrawiam:)
https://czarownyswiat.blogspot.com/2023/02/wysokoalpejska-droga-na-groglockner.html?m=
Kilkanaście lat i jakie różnice! Jak zupełnie inny kraj, pejzaż.
UsuńPrzerażające zmiany, za którymi już sami nie nadążamy.
Dziękuję za link, zaraz tam przeczytam.
Kiedyś patrzyłam na rzeki jak na linie wyrysowane na mapie, mające swój początek, bieg i ujście. A jako geograf wiem, że rzeka nie jest linią. Żyje, zmienia się, czasem łagodnie, czasem gwałtownie i potrafi w jednej chwili unieważnić mapę, którą człowiek uznał za prawdę i czasem także ludzkie życie.. A my wciąż próbujemy nanosić jej zmienność na papier i udawać, że świat pozostaje taki sam. Lubimy stare mapy, bo są nie tylko obrazem miejsc, ale zapisem świata, którego już nie ma. Z ludźmi jest podobnie. Mamy swoje mapy życia, wyznaczone drogi i pewne punkty. A potem przychodzi rzeka i przypomina, że nic nie jest na zawsze.
OdpowiedzUsuńA Trump? Powinien się leczyć na nogi, bo na leczenie głowy już za późno;-)
Wszystko się zmienia. czasem niezauważalnie i wydaje nam się, że trwa niewzruszone, a czasem gwałtownie, dramatycznie i wtedy zdajemy sobie sprawę, że ludzkie możliwości nadal są ograniczone. Można zmienić nazwę na mapie, ale nie tak łatwo będzie odbudować domy, wioski zrównane z ziemią, zatopione w mule.
UsuńLubię takie spojrzenie na rzekę, w którym nie jest ona tylko elementem krajobrazu, ale czymś, co ma swoją pamięć i rytm. Szczególnie trafiło do mnie to zestawienie tego, co się zmienia wokół, z poczuciem, że sama rzeka płynie dalej, niezależnie od naszych spraw. Jest w tym coś uspokajającego, ale też trochę melancholijnego.
OdpowiedzUsuńCzęściowo uspokajającego, ale i tragicznego, gdy sobie uświadomić, że ludzkie sprawy i ludzkie życie nic nie znaczą w obliczu potęgi żywiołu, który zagarnia wszystko po drodze.
Usuń