tajne przez poufne

       Istnieją zjawiska pozornie jasne, a w rzeczywistości tajemnicze i niezrozumiałe. Inna rzecz, że do ich zrozumienia często nie mam cierpliwości i zostawiam własnemu biegowi. Czasem wystarczy pobieżny ogląd i stwierdzenie, że tak właśnie się dzieje, takie są zawiłości świata.... istnienia.... życia... bytu.... Bo ja wiem zresztą czego? Moja znajoma mówi: "Tak ma być" w znaczeniu, że taki właśnie jest los. Z tym akurat nie do końca się zgadzam. Niemniej patrząc na wszystko, co dzieje się wokół, nie ma się zbyt dużego pola do osobistego działania i pozostaje tylko obserwować, co dalej z tego wyniknie.

      Od wielkiej polityki, przez małe poletko lokalnych układów i sportowe emocje kibicowania, wielkie i małe odkrycia naukowe, technologiczne nowinki i międzyludzkie konflikty, po całkiem osobiste indywidualne zawirowania, nieustannie toczy się proces o nieznanym dzisiaj zakończeniu. Za sto lat cóż będzie warte to, czym ekscytują się dzisiaj tysiące, miliony ludzi? Może co najwyżej coś niecoś z tego znajdzie się w zakurzonych archiwach. Może... Choć i to niepewne. 

       Jakie znaczenie za lat sto, dwieście będzie miał dzisiejszy rozłam w jakiejś partii, konflikty i obrzucanie się podejrzeniami, oskarżeniami? Wiem tylko tyle, że Morawiecki wyłamał się z PiS, założył nową partię (Rozwój Plus) i iluś tam (nie wiem, ilu) posłów do niej przeszło. I tak się zastanawiam, czy przeciętnemu obywatelowi potrzebna jest dokładniejsza wiedza, o co chodziło, o co poszło na udry między Morawieckim a Kaczyńskim. Przecież to nie ma żadnego znaczenia, zwłaszcza teraz. Może gdy nadejdzie czas kolejnych wyborów, ale teraz? Teraz to ja nie wiem, ile mamy na naszej scenie politycznej w ogóle partii i ile z nich ma swoich posłów. Bo zacząć wypada od tego, że w ogóle system partyjny jako taki to polityczna patologia, jak tego dowodzą afery korupcyjne sygnowane szyldem każdej, absolutnie każdej partii. No więc dość o tym, bo po co i co to da.

      To już więcej sensu ma informacja o tegorocznym pokazie i aukcji Pride of Poland koni arabskich w Janowie Podlaskim. Aukcja przyniosła 1 mln euro. Za najdroższą klacz Pilę kupiec z Belgii zapłacił 160 tys. euro. Inne konie zakupione zostały do Kataru, Arabii Saudyjskiej, na Łotwę, do Iraku, Iranu, Czech, Francji, Szwecji. Byli też nabywcy z Polski. Obejrzałam zdjęcia, faktycznie piękne. Obok aukcji jest także  pokaz, coś jak konkurs piękności. Tutaj rywalizację wygrała klacz Epiforania ze stadniny w Michałowie. Też obejrzałam zdjęcia. Ona faktycznie wygląda jak baletnica: gracja, lekkość, proporcje. Cudo. I bardzo ładnie ją nazwali - Epiforania - ciekawe, kto wymyślił to imię. 

     O nabywcach koni nie zawsze wiadomo, kim są. Niektórzy ukrywają tożsamość i kupują przez przedstawiciela. Przynajmniej do wiadomości publicznej nie jest to podawane. Podobnie jak nabywcy dzieł sztuki często występują jako anonimowi. Pamiętam, że kiedyś czytałam o japońskim właścicielu jednej z wersji "Słoneczników" van Gogha. Nie podano jego nazwiska. Na aukcjach dzieł sztuki wielu kupców jest reprezentowanych przez prawników, którzy w ich imieniu dokonują transakcji. Zbyt drogie to hobby, żeby się nim afiszować. Tak samo jest z rasowymi końmi. Ba, nawet rasowe gołębie pocztowe osiągają niebotyczne ceny. Najdroższy gołąb świata, a właściwie gołębica New Kim, osiągnęła podczas aukcji cenę 1,6 mln euro. Na tę cenę złożyło się wiele czynników: sportowe osiągnięcia, linia, z której pochodziła, udane sportowe potomstwo. W każdym razie, przeciwnie niż w przypadku niektórych koni arabskich, akurat najmniej liczy się wygląd. 

      Ile człowiek może zapłacić za realizację swoich fascynacji? A może to już fanaberie? Sportowe konie, gołębie, samochody? Chodzi o to, żeby pokazać swoje możliwości? Podnieść status? Poczuć przynależność do kasty wybranej? I czy to w ogóle mnie obchodzi jakoś, żeby się interesować kto jakim jeździ samochodem, jaki obraz trzyma w sejfie, jakiego gołębia ma w gołębniku czy konia w stadninie? Zupełnie nic. Ale za bardzo uciec od tego nie można, bo przy takich wydarzeniach wciąż wyskakują krzyczące nagłówki. Ostatnio wpadam na nagłówki wiadomości o jakichś ludziach, których zupełnie nie znam. Ten  spadł ze sceny, tamten rozpoczyna karierę po sławnych rodzicach, ta zaśpiewała i się realizuje, a tamta zaparkowała swoim Porsche, a jakże, w niedozwolonym miejscu, a jeszcze ktoś inny nagrał filmik i nabluzgał. Ludzie, co to jest?! I - ważniejsze - kto to w ogóle jest, żeby o nich pisać i nagłaśniać ich ekscesy lub wątpliwej jakości osiągnięcia? Jakaś aktoreczka, jakiś muzykant, jakiś celebryta, jakaś panienka z okienka i jakiś youtuber. 

      Wszystko niewarte zainteresowania. A już za sto, ba! za pięćdziesiąt lat nikt o nich nie będzie pamiętał. No chyba że jakiś koneser dziwactw I połowy XXI wieku się znajdzie i zacznie grzebać w przepastnych cyfrowych archiwach. O ile jeszcze cyfrowy świat będzie istniał. Bo wystarczy jeden większy wybuch na słońcu i wszystko pierdyknie, tylko swąd przepalonych łączy się rozejdzie. W każdym razie sensu w tym nie za wiele i dobrze, że nie wiem wszystkiego, nie znam nazwisk, nie kojarzę, czym się zajmują, co zmalowali. Przynajmniej mniej mojego zdziwienia z powodu niezrozumiałości rzeczy świata tego. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

tajne przez poufne

       Istnieją zjawiska pozornie jasne, a w rzeczywistości tajemnicze i niezrozumiałe. Inna rzecz, że do ich zrozumienia często nie mam cie...