W zasadzie wcale nie wiejskie, bo generują je przybysze z miasta. Kwestia wyobrażeń o życiu na wsi bez rozeznania, co się na wsi rob. A na wsi się pracuje, wytwarza żywność, hoduje zwierzęta, nawozi pola. A to oznacza, że:
- koguty pieją wcześnie rano, pierwsze pianie kurów to środek nocy;
- krowa wytwarza naturalne gazy i zostawia "placki' - czasem świeże i dymiące zapaszkiem;
- obornik wywożony na pola, wcześniej nakładany na rozrzutnik, wedle delikatnego nosa - śmierdzi, tak, śmierdzi i nie ma o co kopii kruszyć, to najlepszy naturalny nawóz;
- świnie kwiczą i ryją, a także wydalają, jak wszystkie zwierzęta zresztą;
- pszczoły latają do kwiatków i brzęczą, najlepiej je ignorować i nie ruszać, zbiorą nektar i odlecą; czasem także przylatują do płytkich kałuż, pojemników z wodą;
- tak, traktory, kombajny, kosiarki, inne maszyny rolnicze - hałasują, bo pracują;
- owszem, psy szczekają, bo to jest ich zadanie na wsi - ostrzegać przed zagrożeniem z zewnątrz, zza podwórka; zagrożeniem może być lis za kurnikiem lub szczur koło sąsieka ze zbożem, koło stodoły.
Jeśli komuś to wszystko przeszkadza, po co przeprowadza się a wieś? Niech sobie wybuduje schron i w nim siedzi.
Sąd Najwyższy oddalił kasację rolnika Szymona Kluki, który został pozwany przez sąsiadów za generowanie nadmiernego smrodu z hodowli bydła. Tym samym tak jak poprzednie sądy - utrzymano w mocy orzeczenie, że działalność rolnika jest uciążliwa dla sąsiadów.
Nikt dotąd nie ma odwagi rozprawić się z absurdalnymi oczekiwaniami niedzielnych mieszkańców, którzy zjechali na wieś, nie respektując jej specyfiki. A rozwiązanie jest proste.
Skoro hodowla kilkudziesięciu, kilkuset sztuk bydła jest uciążliwa, a będzie to zaraz dotyczyło każdej hodowli, gdy masowo posypią się pozwy niezadowolonych z sąsiedztwa, to proponuję, aby KAŻDY, kto chce się przeprowadzić na wieś, SAM HODOWAŁ DLA SIEBIE ZWIERZĘTA, KTÓRE CHCE JEŚĆ. Jeśli chce wieprzowinę, niech hoduje sobie świnię, jeśli chce wołowinę, mleko, ser, śmietanę, niech hoduje sobie krowę, jeśli chce rosół i drób, niech hoduje kury, indyki, kaczki - do woli. I NIECH NIE NARZEKA.
A jeśli jest wegetarianinem i zamierza żyć na samych warzywach, niech sam uprawia ogródek i spróbuje osobiście nawozić obornikiem - na przykład odkupionym od sąsiada mięsożercy. Daję głowę, że w mig pozwy by się skończyły.
A poza tym, jak ostatnio czytałam, ma wejść ustawa, żeby boiska wyłączyć z przepisów o poziomie hałasu. Nie rozumiem, dlaczego nie można tak samo postąpić z maszynami rolniczymi i pracami na polu, żeby jacyś nawiedzeni maniacy nie podawali do sądu rolnika, że hałasuje kombajnem w żniwa, że do późna nieraz kosi, żeby zdążyć przy dobrej pogodzie. Inercja polityków w tej kwestii jest straszna.
Mieszkam na wsi całe życie. NIGDY NIE SPOTKAŁAM ROLNIKA, KTÓRY SPECJALNIE PRACOWAŁBY KOMBAJNEM W NOCY, ŻEBY SĄSIADOWI ZROBIĆ NA ZŁOŚĆ. Jeśli pracuje do późna, to dlatego, że się nie wyrabia ze zbiorem. A zebrać trzeba. No przecież ta cała napływowa i miejska ferajna chce jeść, prawda?
Jestem w stanie zrozumieć, że wśród ludzi są cymbały, ale że Sąd Najwyższy okazuje się tak pusty, tak bezmyślny... tego nie rozumiem. No bo przecież co za problem sprowadzić mięso z krajów Mercosur, miód z Chin, a zboże jeszcze skądś, prawda? Naszym producentom najlepiej zakazać wytwarzać "smrodu" i "hałasu", niech sobie wąchają w ciszy kwiatki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz