tradycja i komercja

     Nie ukrywam, że lubię odwiedzać kiermasze i jarmarki. Okazji ku temu sporo, bo to i tradycyjne cotygodniowe jarmarki w okolicznych miasteczkach, i jarmarki świąteczne -te raczej w większych miastach, i nieduże świąteczne kiermasze lokalne. Wiele miejscowości o charakterze turystycznym  od lat organizuje natomiast doroczne jarmarki z okazji święta jakiegoś lokalnego produktu, jak cebulowe, chmielowe, jagodowe, paprykowe, miodowe, pierogowe lub po prostu regionalnych przysmaków. przy tej okazji pojawia się też mnóstwo innych atrakcji. Organizowane są warsztaty rękodzieła, koncerty, pokazy tańca tradycyjnego i warsztaty taneczne, projekcje filmowe, atrakcje dla dzieci. Nieraz podobne przedsięwzięcia nazywane są targami: targi staroci, targi regionalne, targi biżuterii, targi rolnicze. Nie chodzi mi o targi w rozumieniu ogromnego przedsięwzięcia w halach targowych, z biletami wstępu, tylko o takie targi na świeżym powietrzu, w plenerze, gdzie większość wystawców to ludzie z okolic. 

     Gdy mam okazję czy to w najbliższej okolicy, czy podczas dalszych wyjazdów, chętnie idę na targi, kiermasze i jarmarki. Oglądam stragany, degustuję nowe potrawy, przyglądam się rękodziełu, obserwuję ludzi, czasem znajdę coś ciekawego do kupienia. Spektakularne jarmarki przed Bożym Narodzeniem w całej Europie przyciągają tłumy, ale i teraz, przed Wielkanocą byłam już na dwóch: w większym i mniejszym mieście. Porównuję i dochodzę do wniosku, że w mniejszych miejscowościach można prędzej natrafić na autentyczne regionalne wytwory prezentowane przez rękodzielników czy twórców ludowych. Ogromny wybór wielkanocnych palm, wykonanych własnoręcznie przez panią z radomskiego z różnych roślin, suszonych kwiatów, traw i bibuły, obok rzeźbiarz ludowy, z którym można było porozmawiać o wybieraniu właściwego drewna, o twórczych inspiracjach, nawet o używanych przez niego dłutach. Na innym stoisku trochę potraw lokalnych, serwowanych na miejscu lub do zakupienia do domu, jak proziaki, racuchy z żurawinami, lokalne nalewki, dżem z dzikiej róży. Istotą jest fakt, ze sprzedaje ten, kto sam owe produkty wytwarza. Taki jarmark czy kiermasz uważam za autentyczny. 

     Zupełnie inaczej wyglądało to w wielkim wojewódzkim mieście, gdzie co prawda ze sceny jakiś prowadzący głośno zachęcał do zakupów, do obejrzenia wszystkiego, podkreślając, że przyjechało aż osiemdziesięciu wystawców z całej Polski, ale w większości byli to hurtownicy, którzy sprzedawali towar zakupiony u innych. O ciekawej rozmowie na temat sprzedawanych produktów nie było co marzyć, ponieważ często sprzedawca nie wiedział, co ma na straganie. Gdy zapytałam pana oferującego słodkie przysmaki o skład jednego z nich, nie miał o tym pojęcia. Jego wiedza ograniczyła się do dosyć naburmuszonego zresztą burknięcia: "Jakaś galaretka". Jarmark reklamowany był jako wielkanocny, tymczasem stoiska z ozdobami świątecznymi były zaledwie dwa. Pozostałe to jedzenie, w tym ze trzy wędliniarskie, dwa lub trzy serowe, jedno czekoladowe, ze dwa z biżuterią, a co już naprawdę mnie zaskoczyło to kilka stoisk z ubraniami: sukienki, skórzane kurtki, płaszcze. Co mają skórzane kurtki wspólnego z Wielkanocą??? 

      Na lokalnych, regionalnych jarmarkach, nawet przedświątecznych, choć może nie tak szumnie reklamowanych, też pojawiają się inni wystawcy niż  rękodzielnicy, czy ludowi twórcy, ale lubię, gdy są to producenci miejscowi z okolic. Na przykład z lokalnej palarni kawy. Można natrafić na naprawdę ciekawe smaki, degustować na miejscu i ewentualne zakupić do domu, gdy posmakuje. Odkryłam w ten sposób co najmniej dwie lokalne palarnie i jestem zadowolona, bo oferują sprzedaż także przez Internet. 

     Kilka razy trafiłam na ciekawe targi staroci, na których można było kupić płyty winylowe, stare książki, unikatowa biżuterię i porcelanę. Tutaj też trzeba uważać, żeby nie dać się nabrać na masówkę oferowaną przez hurtowników.  Myślę, że z czasem człowiek nabiera wprawy i widzi, z kim ma do czynienia. Kupiłam kiedyś przedwojenną figurkę porcelanową, na której szczególnie mi zależało ze względu na tematykę, a pani, która sprzedawała, była jednocześnie historykiem sztuki i opowiedziała mi całą historię powstania tego wzoru, jego pochodzenie, znaczenie. 

       Niemniej komercja wkracza wszędzie i coraz trudniej o autentyczną tradycyjną atmosferę na jarmarkach. Jeszcze panie z kół gospodyń wiejskich robią same wielkanocne palmy i mogą dokładnie powiedzieć na przykład, jakich roślin użyły do ich wykonania. A w wielu miejscach nawet palmy są już chińskiej produkcji, nie mówiąc o pisankach, świątecznych ozdobach i tych okropnych plastikowych zajączkach. 

8 komentarzy:

  1. Zgadza się, czasami jarmarki świąteczne z samymi świętami mają niewiele wspólnego, dlatego lubię jarmarki w skansenach. Co roku jeździmy do Dziekanowic, gdzie można nabyć lokalne chleby, sery, wina, ciasta pieczone przez KGW, wędzone ryby i wędliny, ozdoby z papieru i wikliny, miody, zabawki z drewna i lalki szmacianki.
    Zabieramy tylko termos z herbatą, by spróbować tych przysmaków:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja mam do skansenu daleko, ale mieszkam na wsi, to panie z KGW działają :-) A jak znam niektóre, to wiem, jakie dobre pieką ciasta, która ma najlepsze, a która najpiękniejsze robi palmy i inne cudeńka. Wystawiają to na kiermaszu w miasteczku (10 km ode mnie) i przed parafialnym kościołem.

      Usuń
  2. Świetnie to ujęłaś — aż się czuje różnicę między „żywym” jarmarkiem a takim, który jest tylko pod sprzedaż. Najbardziej trafia do mnie ten moment, kiedy można pogadać z kimś, kto naprawdę coś tworzy, bo wtedy to już nie jest zwykłe kupowanie, tylko jakieś doświadczenie.

    Trochę smutne, że coraz częściej wszystko idzie w stronę masówki i przypadkowego towaru, bo przez to ginie ten lokalny charakter. Ale z drugiej strony fajnie, że nadal da się znaleźć takie miejsca, gdzie jeszcze czuć autentyczność — tylko trzeba trochę poszukać i mieć do tego cierpliwość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre już nam i wiem, czego się spodziewać, a czasami wybieram się zobaczyć coś nowego i bywa różnie, albo jest super i bardzo autentycznie, albo się rozczaruję.

      Usuń
  3. Również mam takie odczucia. Niestety, więcej 'jarmarku' w nazwie niż w rzeczywistości... Dla mnie prawdziwy jarmark to taki, gdzie sprzedaje ten, kto naprawdę tworzy. I potrafi o tym opowiedzieć. Z dzieciństwa pamiętam wtorkowe jarmarki w mojej rodzinnej miejscowości. Były tam naprawdę lokalne wyroby, teraz zalew chińszczyzny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chińszczyzna wszędzie, w sklepach, na straganach, kiermaszach... Jaki jest sens organizowania jarmarku dla chińskich wyrobów?

      Usuń
  4. Ostatnio coraz rzadziej chodzę na te jarmarki. Coraz więcej komercji a kiedyś to było. Wolę czasem pójść sobie coś pooglądać na te targi staroci albo do sklepu z rękodziełem. Raz byłam w Pszczynie na takim targu, ale ceny były... kosmiczne... Przynajmniej niektóre.

    Pozdrawiam najserdeczniej i życzę miłego weekendu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i wzajemnie, dobrego wypoczynku. Ja jeszcze czasami chodzę, mam soje ulubione w okolicy, omijam stragany odpustowe, plastikowe, kiczowate, wyszukuję czegoś oryginalnego i niepowtarzalnego. czasami uda się znaleźć.

      Usuń

front

      Wybuchło 5 maja, we wtorek, po godzinie 15:00. Stan na dzisiaj rano:  czoło frontu ma 800 m szerokości, pole bitwy aktualnie obejmuje ...