Idąc rano miedzy polami najczęściej natrafiam na bażanty, zwłaszcza kolorowe samce z długimi ogonami przemykają przez trawy. Samice zapewne wysiadują jaja. Bażanty podchodzą pod same obejścia, potrafią znienacka przebiec zaraz za stodołami. Kolorowa miedzianopomarańczowa połyskująca ogoniasta kula na tle zieleni.
W starych drzewach po każdej zimie pojawiają si nowe dziuple. Ich powstawanie rejestruję słuchając kolejnego dzięcioła zawzięcie ostukującego jabłoń. Właściwie dzięciołów kilku. Najczęściej pojawia się dzięcioł duży, ten najpospolitszy o charakterystycznym czarno-białym upierzeniu. Musi mieć naprawdę twardą głowę tak stukać w pień całymi godzinami. Rzadziej pojawia się dzięciołek mały z czerwoną czapeczką. Podczas gdy dzięcioł duży właściwie zamieszkuje na stałe w pobliżu, dzięciołek bywa tylko rzadkim gościem. Absolutną niespodzianką były natomiast odwiedziny dzięcioła zielonego. Jasnozielonooliwkowe upierzenie skutecznie maskuje go w liściastym środowisku, ale w tej chwili jeszcze liście na drzewach nie są całkowicie rozwinięte. Dlatego mogłam go zlokalizować wysoko na pniu.
Ślady obecności dzięciołów - poza głośnym terkotaniem jakby posługiwał się drzewnym tam-tamem - znajduję na ziemi, koło pni drzew. Nie wiadomo kiedy pod starą jabłonią pojawiła się spora kupka wiórów. Skąd się wzięły? Jakieś cztery do pięciu metrów nad ziemią, w starym konarze widniała sporej wielkości świeża dziupla. Czekałam, kto ją zasiedli. Pojawiał się kandydat, którego wcześniej widziałam w życiu tylko raz - pomarańczowy dudek. To ptak bardzo płochliwy, więc to, że postanowił założyć gniazdo w drzewie rosnącym w przydomowym ogrodzie jest dla mnie zagadką i niespodzianką. Na razie jest zdeterminowany zaadaptować dziuplę po dzięciole na swoje potrzeby.
W piwnicy pobudziły się hibernujące motyle. Dopóki nie zobaczyłam na własne oczy, nie wiedziałam, że motyle mogą zimować w domach, właśnie w piwnicy, gdzie ciemno i nieco wilgotno, ale temperatura nie spada poniżej zera. I o dziwo, budzą się na wiosnę i wylatują w świat. Mam tylko jeden gatunek takich zimowych gości - to rusałka pawik. Pawiki pojawiają się w moim ogrodzie jako jedne z najwcześniejszych motyli. Gdy tylko promienie słońca ogrzewają pierwsze kwiaty bratków i pierwiosnków. Na delikatnych miękkich kwiatach pierwiosnków przysiadają ciężkie trzmiele. Taki trzmiel, gdy siądzie na kwiatku, przygina łodygę aż do samej ziemi. Wygląda to dosyć zabawnie. Lubię trzmiele, ponieważ mają... poczucie humoru. Część z nich znajduje sobie niesamowite miejsce na nocleg - kielichy magnolii. Trzmiel siedzący w kielichu do późna wieczór zostaje w nim zamknięty, gdy młody jeszcze kwiat zamyka się na noc. Przykładałam ucho, aby posłuchać jak w środku brzęczy. Później chyba śpią, tak sądzę.
Zdaje się, że budzą się już nietoperze. Nie zdaje się, tylko naprawdę się budzą, bo jeden mnie nastraszył i to niemal w środku dnia. Mimo że nietoperze są zwierzętami nocnymi, ten akurat pojawił się w trawie po południu w świetle dnia. Spadł zdezorientowany - skądś przyleciał lotem ślizgowym i usiadł w trawie. Podeszłam zobaczyć czy nic mu nie jest. Jakby odpoczywał z wpół rozłożonymi skrzydłami. Duży. Brązowe futerko. Wygląda na to, że mógł to być nocek duży lub borowiec wielki, bo miał małe uszy, nie takie duże jak gacki. Poderwał się i elegancko mnie omijając kołem - jak widać jego echolokacja działała bez zarzutu - uczepił się drewnianej futryny okna starego stuletniego domu. Na brązowej futrynie prawe nie było go widać. Poza tym okno znajdowało się w cieniu, więc tam chyba postanowił dojść do siebie. Nie podchodziłam bliżej, żeby go nie niepokoić.
No i wszędzie kosy żerujące w liściach, trawie. Śpiewające drozdy - jeden upodobał sobie róg dachu na domu i stamtąd co wieczór wyśpiewuje pieśń godową na całe podwórze. Wtóruje mu drugi z dachu szopy u sąsiada. Istny konkurs śpiewaczy. Nie potrzeba radia, telewizji, filharmonii, nie potrzeba kupować biletu - cowieczorny koncert darmowy.
Takie to skrzydlate towarzystwo mam. Nie licząc małych ptaszków, którym zrobiłam kąpielisko w starych patelniach ustawionych między rabatami kwiatowymi i na podwyższeniu, na starym stole warsztatowym. Gdy wymieniam lub dolewam wodę, muszą gdzieś całkiem z bliska mnie obserwować, bo gdy tylko odejdę i ukryję się za drzwiami, już się zlatują i pluskają.
A ja wczoraj rano, jadąc rowerem, spotkałam (między stawami, lasem a pustynią) dwa łosie <3
OdpowiedzUsuńTo dopiero wspaniałe spotkanie! Dostojne zwierzęta :-)
UsuńDzięcioła zielonego nie widziałam w naturze, za to bażantów u nas sporo, na polach, w krzaczorach, w parku.
OdpowiedzUsuńPiękne masz towarzystwo koło domu, przyjemnie obserwować ptaki i motyle, nietoperze zawsze budzą lekki lęk, czasami o zmierzchu widuje się u nas, jak wylatują z kościelnych wież.
Gdy chodzimy na spacery za miasto, widujemy sarny, przez drogę czasem lis przebiegnie lub jeż. Zbyt dużo ich ginie pod kołami aut, niestety...
Gdy się uważnie rozejrzeć, można zaobserwować wiele okazów fauny, ciekawe kto kogo bardzie obserwuje: my ich czy one nas ;-)
UsuńBażanty samce zrywają się do biegu z pianiem, czasem można się wystraszyć, gdy biegnie w pobliżu nas.
OdpowiedzUsuńOstatnio z przyrodniczego filmu dowiedziałam się, że dzięcioły poprzez miarowe i szybkie stukanie w drzewo oznaczają swój teren.
Motyle w hibernacji mam co roku i ja, w zimnej komórce, nieco zakopanej w ziemi. I zawsze są to właśnie przedstawiciele rusałki pawik.
Nietoperze mieszkały u nas na stryszku starej obórki, odkąd ją rozebraliśmy- zniknęły.
Dudka na żywo jeszcze nigdy nie widziałam.
Pozdrawiam. Dobrego tygodnia.
Bażanty do dosyć popularne ptaki na polach, więc dosyć często można je zobaczyć. I wystraszyć się ;-)
UsuńTo takie rytmiczne stukanie dzięcioła, wiem, głos niesie się daleko, więc oznajmia: "Ja tu jestem!".
Rusałka pawik to jeden z nielicznych zimujących motyli. Większość nie żyje tak długo i dorosłe nie zimują, kończą żywot jesienią.
Dudka spotkać trudno, jest bardzo płochliwy. Od jakiegoś czasu gdzieś koło mnie w pobliżu musi gniazdować, bo już kilka lat temu się pojawił. Pierwszy raz widziałam dudka dawno temu, jeszcze w dzieciństwie. A potem dopiero po kilkudziesięciu latach, w obecnym moim miejscu zamieszkania.
Niezły zwierzyniec masz u siebie:-) Ale i ja chociaż mieszkam w mieście, to na zielonych terenach, których mam tu trochę spotykam różnych przedstawicieli fauny:-) Dużo jest sójek i srok, widuję też dzięcioła zielonego. Jego widok zawsze bardzo mnie cieszy. Są bażanty, w zagajnikach wiewiórki, zdarzyło mi się zobaczyć zające... A najwięcej jest dzików i można je spotkać podczas spaceru w środku dnia. Szkoda mi ich... Jeszcze niedawno te tereny należały do nich, ale człowiek kawałek po kawałku im je zabiera:-(
OdpowiedzUsuńTo na razie tylko fruwające, może kiedy indziej napiszę o innych. Dziki w tej chwili częściej w mieście można spotkać niż w lesie. Tak się poprzestawiało. Wiele gatunków nie znajdując miejsca w naturalnym środowisku zaczyna zaglądać i przenosić się do miast.
UsuńWitaj, czytałam, że obserwowanie natury i ptaków jest pewną formą medytacji i wtedy umysł uspakaja się, Mieszkasz w pięknym miejscu a u nas szare bloki i dziki które coraz śmielej są na podwórkach i chodzą a władze miasta nic z tym nie robią, a mogą być niebezpieczne np dla dzieci i psów pozdrawiam
OdpowiedzUsuńW obserwowaniu można się całkowicie zatracić. Zachowania zwierząt bywają fascynujące. A dziki coraz częściej będą w mieście, bo szukają dla siebie miejsca. Czytałam opinie, że człowiek powinien nauczyć się z nimi koegzystować, bo dla niektórych dzików miasto stało się naturalnym środowiskiem.
UsuńMarzy mi się, aby na stare lata fotografować sobie takie cuda, te kolorowe ptaszki, mało kolorowe zwierzaczki i inne fajne żyjątka! Pięknie tam masz, natura i życie dookoła Ciebie.
OdpowiedzUsuńŻyjątka fajne, a to tylko część. Lubię mieszkać na wsi, w mieście bym nie mogła tak na dłuższą metę. Tutaj nawet za progiem zaraz coś się może znajdować. Kilka dni temu, a właściwie nocy, obserwowałam jak jeż buszuje po podwórku.
Usuń