Pisanie ręczne wyszło z mody. Rzekomo z wygody, bo skoro wszyscy używają klawiatury - czy to tradycyjnej, czy dotykowej - pisanie stało się szybsze, łatwiejsze do poprawienia w przypadku pomyłek. Inną kwestią jest utrata pewnych umiejętności. Z jednej strony jest to zanik elastyczności mięśni, dzięki którym dawniej trzymało się pióro, długopis, ołówek w dłoni. Tego specjalnego uchwytu, który umożliwiał stabilność narzędzia służącego do pisania. Gdy patrzę dziś na to, jak ludzie trzymają długopis, nie potrafię wyjść z podziwu, do jakiej ekwilibrystyki się uciekają, zwłaszcza kobiety, młode dziewczyny, które mają ostre i długie tipsy. Dla nich faktycznie pisanie odręczne może być torturą. Druga sprawa, to nieznajomość podstawowych połączeń literowych. Druk przyzwyczaił nas, że każda literka jest osobno. Tymczasem w piśmie ręcznym litery powinny być połączone, jak uczono nas tego w szkole. Nawet ta czcionka zastosowana we wpisie nie ma wszystkich obowiązujących połączeń, chociaż bardzo przypomina ręczne pismo. Ba, niektórzy dosyć szybko zapominają, jak wygląda ręczne -ł- w odróżnieniu od drukowanego [ł] i w efekcie bywa tak, że -ł- i -t- wyglądają tak samo. No i mimo wszystko ta zastosowana przeze mnie czcionka nie ma polskiego dużego -A-, które powinno wyglądać bardziej jak [A] niż zwyczajnie powiększone małe -a-. No cóż, wszystkie te czcionki nie są polskiego pochodzenia, stąd pewne niedoskonałości. [Dlatego każde wielkie A będę osobno poprawiać na inny format] Owszem, jest polska czcionka opracowana kilkanaście lat temu, nazywa się Apolonia, ale też nie wszystko mi w niej odpowiada. Może kiedyś ją sobie ściągnę. Kto ciekawy, może sobie o tym przeczytać TUTAJ
Wracając zaś do pisma odręcznego, muszę przyznać, że o ile łatwiej się czyta teksty drukowane, to jednak list pisany własnoręcznie ma dodatkowy atut jako wyraz osobistego zaangażowania autora w budowanie relacji. I choćby nie wiem jak się starać, żadna wydrukowana kartka nie będzie miała tej wartości. Chodzi oczywiście o list prywatny, nie pisma urzędowe. Inna rzecz, że dzisiaj listów nikt prawie nie pisze. No bo po co tracić czas, skoro są e-maile, SMS-y, telefony i wideorozmowy. Jestem na tym tle chyba wyjątkiem, ponieważ nie lubię rozmawiać przez telefon, a już nie cierpię, gdy ktoś gada godzinami i omawia wszystko po kolei coś, co właśnie bardziej pasuje, żeby rozwinąć w dłuższej wypowiedzi pisemnej. Właśnie w formie listu. Tylko że tej osobie po prostu nie chce się pisać, nie chce się poświęcić na to czasu, natomiast nie ma problemu z tym, że taką rozmową i gadulstwem mnie zajmuje czas, który chciałam poświęcić na coś innego. Natomiast list mogłabym przeczytać w dowolnej chwili, wtedy, kiedy miałabym ochotę, na przykład wieczorem.
Inna rzecz to też jałowość takich długich rozmów, dyskusji, które do niczego nie prowadzą. No bo jeżeli omawia się pewien poważny problem, to znalezienie rozwiązania nie jest kwestią natychmiastowej recepty wymyślonej ad hoc w trakcie rozmowy. Często wymaga to namysłu, rozważenia różnych opcji. A to wymaga czasu. Rozmówca/rozmówczyni teraz ma czas, oczekuje wysłuchania, odpowiedzi, reakcji, mojego zaangażowania akurat teraz. No dobrze, gdyby to było, powiedzmy wcześniej ustalone spotkanie, ale nie jest. Najczęściej ktoś dzwoni wtedy, gdy ma czas, nie licząc się z czasem osoby, z którą chce rozmawiać. Nieliczne osoby rozumieją, że bywam zajęta lub nie mam nawet siły na rozmowę. Większość, niestety, tak skupiona jest na tym, żeby się wygadać, że nie słucha żadnych protestów, prób przełożenia rozmowy czy skierowania na inne tory.
Dlaczego na inne tory? Bo czasami gadanie nie ma sensu. Dotyczy w kółko tego samego, na przykład roztrząsania dawnych spraw, wałkowania co kto kiedyś, dawno temu powiedział. Są ludzie, którzy nie potrafią zamknąć tematu, zakończyć go definitywnie. Dawno temu pewna osoba chlubiąca się tym, że ma zacięcie psychologiczne, rozważając różne ludzkie potrzeby powiedziała mi, że trzeba zrozumieć, że ktoś ma potrzebę wygadania się. Nie można być samolubnym i odtrącać wówczas, bo to niszczy relacje międzyludzkie, niszczy tkankę społecznych więzi, a poza tym ta osoba może potrzebować wsparcia dla swojego zdrowia psychicznego. No dobrze, a co z moimi potrzebami? Jeśli ja mam potrzebę spokoju, odpoczynku, ciszy dla zapewnienia własnego zdrowia psychicznego, to są to potrzeby mniej ważne? Kto ustanawia hierarchię, czyje potrzeby są ważniejsze?
Chyba odeszłam za daleko od tematu, jakim miało być pisanie odręczne, a konkretnie listów. Pisanie listu wymaga większego skupienia niż pisanie w komputerze, ponieważ pomyłka, którą należałoby poprawić, wymaga przepisywania całości od nowa. Wysłanie listu pokreślonego byłoby oznaką lekceważenia i niechlujstwa. Dlatego dawniej pisało się najpierw na brudno, a potem dopiero na czysto. Ale dziś, w dobie pośpiechu, nikomu się nie chce cyzelować tekstu pisanego ręcznie, gdy komputerowy program podkreśla i poprawia nawet niektóre błędy i pomyłki. Co prawda, czasami poprawia tak, że wychodzą jeszcze większe nonsensy, ale to już inny temat.
Całe szczęście, że w pewnych sytuacjach wymaga się ode mnie wypełnienia jakiegoś druczka lub pisma z własnoręcznym podpisem. Mogę sobie wtedy wyjąć moje wieczne pióro i uczynić zadość tym wymogom. A listy? Cóż, listów już dziś nie pisze nikt.
Mimo używania komputera lubię odręczne zapiski, klawiatura,shifty, akty rozpraszają, a już wiersz koniecznie długopisem.
OdpowiedzUsuńOd pewnego czasu wysyłam też krótkie kartki poznanym blogerom, jeśli w zaufaniu przysłali mi adres, to wielka frajda, sama też dostaję i to też jest fajne. Listy uczyły ważenia słów i staranności. Teraz wszyscy szybko i krotko ale czasami sie nie da.
Może warto wskrzesić pisanie listów?
jotka
Jak najbardziej byłabym za tym. mam nawet taka osobę na drugim końcu Polski, do której regularnie pisałam, dzisiaj może rzadziej, ale mamy nawzajem swoje listy. W rozmowach telefonicznych nigdy nie udaje się omówić tego i tak dokładnie, jak chcemy, więc w listach było na to miejsce. To były długie listy, po kilka, kilkanaście stron, czytało się je także wiele razy, zanim nadszedł czas na odpowiedź i kontynuacje dyskusji.
Usuńrzecz w tym, czy chcemy pisać list jako sprawozdanie z zajęć dnia codziennego, czy chcemy poprzez listy prowadzić głębszą, długofalową rozmowę. Mam wrażenie, ze do opisywania codzienności współcześnie służą media społecznościowe i blogi.
Z tym pisaniem odręcznym mam trochę relację miłość–nienawiść, bo z jednej strony tęsknię za tym, jak kiedyś wyglądały listy, a z drugiej… jak mam coś dłuższego napisać ręcznie, to mnie szlag trafia po trzech zdaniach. Ale zgadzam się, że to kompletnie inna jakość kontaktu — email nigdy nie ma tego „oddechu” drugiej osoby, który czuć w liście.
OdpowiedzUsuńTylko zastanawiam się, czy problem nie jest trochę głębszy niż sama technika pisania — może my po prostu już nie mamy cierpliwości ani do pisania, ani do czytania dłuższych form? I tu mam wątpliwość: czy list faktycznie byłby dziś lepszy, czy po prostu idealizujemy coś, co kiedyś też było rzadkie i wymagające?
Nie wiem, jak jest z innymi, dla mnie list jest o wiele lepszą formą kontaktu pod wieloma względami. Jeśli jest ciekawie napisany, nie nuży mnie jego długość. Natomiast zdecydowanie nużą mnie długie rozmowy, zwłaszcza telefoniczne telefoniczne, w których w kółko powtarza się to samo, ten sam temat, te same frazy.
UsuńMój tato miał przepiękny, kaligraficzny charakter pisma, który w pewnym stopniu po nim odziedziczyłam. Niestety, neuropatia po leczeniu onkologicznym pogorszyła mój styl, ale kiedy tylko mogę sięgam po długopis. Pismo odręczne jest dla mnie wielką wartością i uczy pokory. Przed chorobą wysyłałam znajomym kartki z podróży. Zamierzam do tego wrócić i znów wysyłać im puszkowe pozdrowienia.
OdpowiedzUsuńWspółczesny świat zmusza do ciągłej dostępności pod telefonem. Ja jednak szanuję moje prawo do ciszy, namysłu i odpoczynku i kiedy nie mam ochoty na rozmowę, po prostu nie odbieram:-)
Tak, dla osób z różnymi schorzeniami czasami pisanie ręczne jest trudne, klawiatura to ułatwia. Niestety, nie mam ładnego pisma, teraz zaś długo nie mogę pisać ręcznie, bo drętwieją mi palce, ale zdarza mi się wysyłać okazjonalne kartki, gdy gdzieś wyjeżdżam. Uważam, że to taki dodatkowy akcent podróżowania. Adresatom sprawia to wielką przyjemność, że o nich pamiętasz będąc gdzieś daleko. Kiedyś zbierało się pocztówki z różnych stron Polski i świata.
UsuńZ telefonami w nieodpowiednim momencie robię to samo. Nie odbieram. osoby, z którymi łączy mnie przyjaźń dobrze wiedzą, co to oznacza i rozumieją to. A innym nie muszę się tłumaczyć.
Ja bardzo lubiłam pisać listy i właśnie o tym myślę, bo napisanie listu to piękna sztuka. Najpierw trzeba przemyśleć, co chcę powiedzieć tej drugiej osobie, potem tak sformułować myśli, żeby to było i czytelne, i komunikatywne. Kiedy mówię " idę przed sobą" i kiedy piszę- też. Pisanie może mieć charakter terapeutyczny.
OdpowiedzUsuńJa mam podobno ładny charakter pisma. Robię dużo notatek pisząc odręcznie, bo wiem jakie to ważne - takie pisanie.
Dawniej chętnie kaligrafowałam. Siostra ma taki zeszyt- Wzory pism. Moje ulubione- Angielskie pismo pochyłe.
Pięknie, może wrócisz też do pisania listów. Notatki odręczne są mi często potrzebne. Też je robię, np. gdy czytam książkę.
UsuńO, dobry pomysł. Ja podkreślam ołówkiem fragmenty, które mnie interesują, ale notatek raczej nie robię, a może czas zacząć?!
UsuńKupiłam w maju 3 piękne, czeskie papeterie( a tyle mieliśmy kiedyś własnych) w naszej księgarni i może rzeczywiście napiszę. Ale czy wrócę ? Teraz trzeba by było wysyłać In Postem, bo Pocztą Polską to idą i idą. I zdarzało się, że docierały otwarte.
Swego czasu kupowałam rózne papeterie, teraz ich nie widuję, a szkoda. Czasami gdzieś wpadnie mi w oczy jako jakaś pamiątka turystyczna czy coś takiego, wtedy nawet kupię. Czasem wykorzystam. Nie bardzo mam już do kogo pisać te listy. Wykruszają się adresaci...
Usuń