ograniczenia

      Psycholodzy naprawdę mają co robić, analizując współczesne zjawiska społeczno-kulturowe. Ja bym nawet powiedziała, że to fenomeny zachowań irracjonalnych. Nie da się nawet pobieżnie przejrzeć portalu informacyjnego czy platformy publicystycznej, aby nie natknąć się na wstawki na temat instagramowych, tiktokowych i youtubowych kont różnej maści osób znanych, mniej znanych i całkiem nieznanych. Są wśród nich ludzie  działający w szeroko pojętej sferze kultury (aktorzy, piosenkarze), są jakieś (piszę z drugiej, trzeciej ręki, bo sama naocznie tego nie śledzę i nie oglądam) sposoby zaistnienia typu szafiarka, chiromanta, kulinaria, podróż dookoła świata, ale są też konta osób, których jedynym celem i zadaniem jest prezentowanie siebie. Wszystko pod hasłem "Patrzcie na mnie". Patrzcie jaką ma figurę i furę. Fenomen popularności kont takich osób (nie wiem, chyba nie podam nazwisk, bo to jeszcze bardziej przyczyni się do ich popularności) jest dla mnie niezrozumiały. Chodzi mi o tysiące, dziesiątki tysięcy nawet, a czytałam, ze najbardziej znani maja po kilka milionów obserwujących ich konta społecznościowe. Tak na przykład modelka (modelka z przypadku moim zdaniem), której jedynym zadaniem jest pokazywanie własnego (powiększonego operacyjnie, co oficjalnie tez ogłosiła) tyłka w kolejnych odsłonach ubrań, a czasami bardziej negliżu niż ubrania. Albo taki osobnik medialny, który publikuje po prostu jak wozi się drogimi samochodami i co rusz je rozbija. Albo tacy - nie wiem, czy jest nazwa - nazywają ich youtuberami, ale to przecież nie zawód - jeżdżą sobie po knajpach, hotelach, nagrywają jak jedzą i wrzucają z tego filmiki. Słowem: "patrzcie, jak wyglądam", "patrzcie, jak rozbijam kolejny drogi samochód", "patrzcie, jak jem". 

       Zupełnym fenomenem są zaś konta dzieci, które są popularne dlatego, że mają znanych rodziców. Takie dziecko zakłada swoje konto i nagle znajduje tysiące obserwatorów, którzy śledzą jego poczynania. Ta młoda osoba, naśladując aktywność medialną rodziców, zaczyna sama prezentować swoje życie, a to nagle odkrywa w sobie talent kulinarny, a to zamieszcza projekty modowe, a to zdjęcia z podróży, a to zaczyna tańczyć albo śpiewać. Staje się wirtualnym omnibusem, artystą obserwowanym przez tysiące rzekomych fanów. I żeby to byli obserwatorzy w ich wieku. Nie, często są to dorośli, którzy przy okazji wypowiadają się na temat wychowania tego dziecka, jego sposobu ubierania się, wypowiadania się itp. 

        Chcę tu być dobrze zrozumienia,, bo jak znam życie, to zaraz odezwie jakiś samozwańczy psycholog i powie: Zazdrości, więc krytykuje". Nie, nie zazdroszczę. Nie mam nic przeciwko temu, że ktoś sobie dokumentuje swoje życie. Intrygują mnie inne pytania. Po pierwsze: dlaczego ludzie to oglądają. Och, wiem, jest mnóstwo psychologicznych analiz, które doszukują się świadomych i podświadomych uzasadnień. Nie interesują mnie one aż tak bardzo. Podejrzewam, że wiele z nich to bajki wyssane z palca rozgłaszane też tylko po to, żeby zagmatwać sprawę. Oczekiwałabym racjonalnego logicznego uzasadnienia. 

        Tym bardziej, że często, a nawet powszechnie formułowane są słowa krytyki pod adresem tych oglądanych osób, zwłaszcza w kwestiach finansowych, albo że powinni się do jakiejś normalnej pracy wziąć. Chodzi mi o taką dziwną sprzeczność, że ktoś śledzi życie jakiegoś celebryty, a jednocześnie narzeka na to, że zarabiając na swojej popularności szastają pieniędzmi, na które zwyczajny człowiek nie może sobie pozwolić. A przecież to właśnie liczba subskrybentów, liczba zaglądających na ich konta, liczba tych obserwujących napędza im kasę. Oni  z tego żyją, że tyle osób ich ogląda. Zarabiają na tym miliony. 

       Dla mnie logiczne byłoby, że jeśli nie akceptuję tego, jak i z czego żyje taki youuber czy tiktoker, nie interesują mnie jego czy jej pokazy, kręcenie tyłkiem, rozbijanie samochodów, wędrowanie po knajpach, to nie oglądam i nie przysparzam mu swoim czasem (który jest dla mnie bardziej cenny) zainteresowania i kasy. 

      Druga kwestia, która wydaje mi się interesująca, to pytanie, dlaczego ci ludzie, ci na tych kontach społecznościowych, uważają, że ich życie jest tak ciekawe, że na pewno zainteresuje tysiące obserwujących. Co sprawia, że taka osoba uzna, że to, jak je śniadanie w hotelu, jak jedzie przez miasto, jak dobiera kolor sukienki do koloru ścian w kuchni, jak baluje na imprezie, jak parkuje w miejscu niedozwolonym, jak robi zakupy, jak leci samolotem, jak przylepia karteczki z sentencjami na lodówce... co sprawia, że im się wydaje, że to jest tak ciekawe, że warte upublicznienia. Oczywiście, gdy nagle okazuje się, że coraz więcej osób to ogląda, to nie ma znaczenia, czy to jest ciekawe, tylko ile na tym da się zarobić. Jest popyt - jest podaż

      Niemniej zjawisko przekracza zdolności mojego rozumienia. Bo skąd ten popyt? Wiem, rzecz jasna, jakie są i mogą być emocjonalne, psychologiczne motywacje, ale nadal nie rozumiem, ponieważ to takie absurdalne. Zupełnie nielogiczne. Często można natrafić na różne przykłady i analizy, jaki to świat jest absurdalny.  Ale świat nie jest absurdalny sam z siebie. Absurdalny jest człowiek i jego zachowanie. Co jest sensownego w tym, że ktoś obserwuje celebrytę, a potem ma do niego pretensje, że na tym zarabia. To czemu go obserwuje i pozwala mu na tym zarabiać??? Przyznaję się do swoich ograniczeń. Przyznaję, że nie rozumiem. 

        Mając świadomość swojego cennego czasu, nie marnuję go na obserwowanie bzdurnych autoprezentacji. Mając też negatywne zdanie np. o nadmiernie rozbuchanych i wywindowanych zarobkach sportowców, zwłaszcza w piłce nożnej, dziennikarzy prowadzących swoje programy autorskie oraz niektórych artystów, którzy dla mnie aż tacy dobrzy nie są - nie oglądam ich, nie kupuję biletów na koncerty, na mecze, nie oglądam ich programów.  

       Być może wydaje się to zbyt abstrakcyjne, ale jak wspomniałam na początku, świadomie nie podaję tutaj nazwisk przykładowych osób ze świata internetowych kont, żeby właśnie nie napędzać im obserwatorów i popularności, bo byłby to z mojej strony brak konsekwencji. Jestem w stanie zrezygnować z korzystania pewnych usług, programów czy rozrywek, jeśli ich autorzy nie prezentują wartości, które cenię. Na przykład konsekwentnie nie korzystam z pewnej sieci kawiarni, bo swego czasu jej właściciele wykazali się nieakceptowalną dla mnie postawą. Postanowiłam więc, że nie będę przysparzać im dochodów. Oczywiście w skali globalnej to nie ma dla nich znaczenia, nie przyczynię się do ich upadku i plajty, ale ja jestem w zgodzie ze swoim sumieniem.  

22 komentarze:

  1. Nie oglądam, nie śledzę, nawet powiedziałabym, czuję ciarki żenady, kiedy ktoś za dużo pokazuje, a ja się na to natknę. Niektórzy z nas są ekshibicjonistami, a inni podglądaczami cudzych żyć. Taka natura człeka. To, że robimy swoje blogi, też jest chęcią skupienia uwagi na sobie, treściach, które tworzymy, rzeczach, które robimy (cokolwiek) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żenada to właściwie słowo, czasami gdy ktoś mi opowiada gdzie coś tam zobaczył, przeczytał, albo wpadnie mi w oczy nagłówek o jakimś kolejnym obnażeniu się nieznanych mi osób, czuję to samo. Żenada. Żenujący brak wyczucia, kultury, samokontroli, powściągliwości, dyskrecji, taktu... Sama nie wiem nawet, jak to dokładniej zdefiniować.
      Na blogach tez oczekujemy zainteresowania, ale też zależy jakie blogi i jacy autorzy. Wydaje mi się, że wzajemne zainteresowanie i odwiedziny na blogach bardziej przypominają spotkania towarzyskie, a przecież czasami lubimy spotkać się ze znajomymi i pogadać ot, o czymkolwiek.

      Usuń
  2. Też nie rozumiem tego zjawiska, ale trudno winić kogoś, że publikuje informacje na swój temat jeśli wie, że inni zarabiają w ten sposób duże pieniądze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy nie za bardzo upraszczasz, bo przecież nie każdy sposób zarabiania jest godny naśladowania i jak najbardziej trzeba winić. Na przykład patostreamerzy zarabiają emitując nagrania przemocy z własnego domu, co przecież nie oznacza, że nie można winić kogoś, kto ich naśladuje. No, wybacz, ale jak najbardziej to powinno być karalne.

      Usuń
    2. Oczywiście, że upraszczam, wspomniałem, że nie rozumiem o co chodzi..
      Patostreamerzy - jak najbardziej - karać.
      Tu znowu nie rozumiem - dlaczego nikt nie potrafi ich zidentyfikować, zablokować, ukarać?
      Nie mogę się oprzeć podejrzeniu, że wpływowe osoby w polityce mają jakiś udział w tym byznesie.

      Usuń
    3. To jest właśnie straszne, że wpływowym decydentom nie opłaca się zwalczać tej patologii. Zajmują się nieraz głupotami, a tu, gdzie naprawdę trzeba działać, decyzje są odkładane, wszystko się ślimaczy, tysiące wymówek, okoliczności, nie wiadomo, czego.

      Usuń
  3. Wile razy namawiano mnie na założenie konta na Fb, nawet tylko dla bloga, bo większe zasięgi itd.
    Nie mam do tej pory, ani FB, ani Instagrama, niczego podobnego.
    Po pierwsze, nie musze obserwować życia innych na okrągło, po drugie, kto ma znaleźć blog i zechce poczytać ten znajdzie, ja tez ciągle znajduję ciekawe bez pomocy FB.
    Tyle się mówi o szkodliwości uzależnienia od mediów, ale nikt nie powiedział - szkodzi ci, denerwuje, wpędza w kompleksy? nie zaglądaj, proste!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, wciąż mnie ktoś pyta, czy mam gdzieś tam konto na FB, Instagramie i gdzieś tam. A po cholerę mi to?
      Sęk w tym, że ciągle się mówi, daj sobie spokój, nie zaglądaj, a ludzie i tak to robią. To jakiś masochizm czy co?
      Moja znajoma już kilka lat temu założyła konto na FB i od tamtej pory wiele razy mi się skarżyła a to, że hejt, a to, że jakieś bzdury, albo że ktoś tam się z czymś narzuca.... No nie rozumiem. Mówię jej, żeby zlikwidowała. Nie zrobi tego. No chyba to lubi?...

      Usuń
  4. Cześć!

    Nie rozumiem i ja tego zjawiska, ale skoro jest zapotrzebowanie to jest odpowiedź. Myślę że to jak ze wszystkim innym - jedni myślą i starają się być świadomi, innych łatwo oszukać prostą metodą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inna rzecz, ze gdyby technicznie nie było to możliwe, nie byłoby zapotrzebowania, popyt został wygenerowany sztucznie. Najpierw ktoś jeden, drugi zaczął to robić, a popyt się pojawił później. Bo to nie jest tego typu popyt, ze człowiek jest głodny, więc jest popyt na chleb.
      Większość współczesnych tak zwanych potrzeb, oczekiwań odbiorców, konsumentów, to potrzeby wygenerowane sztucznie, wtórne. A obecnie rynek oferuje tak wiele różnorodnych produktów, że trzeba naprawdę mocno się zastanowić, co jest dla mnie ważne, co naprawdę jest mi potrzebne, co niezbędne, co jakoś mnie rozwija, wzbogaca, a nie tylko zapycha czas i wysysa energię.

      Usuń
  5. Też mam czasem wrażenie, że to wszystko trochę działa jak ogromne lustro, w którym każdy patrzy, ale niewielu się zastanawia, po co właściwie tam zagląda. Z jednej strony zgadzam się, że jeśli coś mnie irytuje albo wydaje mi się puste, to po prostu nie muszę tego oglądać — i po sprawie. Ale z drugiej strony zastanawia mnie, czy to „wystarczy”, skoro ten system tak mocno opiera się na ciekawości, emocjach i często też zwykłym odruchu scrollowania bez myślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę nie wiem, do czego, na co ma ma wystarczyć... Dal mnie wystarczy, bo spokojnie jestem w stanie oprzeć się pustej ciekawości.
      A czy wystarczy na innym? Tego nie wiem. Każdy sam musi sobie odpowiedzieć.

      Usuń
  6. Moim zdaniem współczesny świat pomylił zainteresowanie z uwagą. Kiedyś uwagę poświęcało się ludziom, którzy mieli coś do powiedzenia. Dziś często wystarczy mieć coś do pokazania. A przecież uwaga jest jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie możemy komuś podarować, poświęcić. Nie mam nic przeciwko mediom społecznościowym. Dzięki nim można odkryć wspaniałych ludzi, podróżować palcem po mapie, nauczyć się nowych rzeczy czy znaleźć inspirację. Problem zaczyna się wtedy, gdy wartością staje się samo bycie oglądanym. Na szczęście mamy wybór na co chcemy patrzeć i komu poświęcać swoją uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre rozróżnienie, masz rację. Z powodu natłoku informacji nasza uwaga bywa rozproszona na rzeczy tak mało interesujące, tak bzdurne i nieważne, że aż oczy bolą, że się na to patrzy. Trzeba oszczędzać swoja uwagę i swój czas poświęcając je na rzeczy naprawdę istotne, potrzebne, na sprawy dla nas ważne.

      Usuń
    2. Dziękuję:-) Czasem uda mi się napisać coś mądrego:-)

      Usuń
    3. Jaki czasami, Twoje komentarze są zawsze mądre i na temat. Z przyjemnością je czytam.

      Usuń
  7. Twórcy mediów społecznościowych wiedzieli co robią. Oni zarabiają gigantyczne pieniądze na reklamach, a my, no cóż, mamy narzędzia do pokazywania siebie - patrzcie gdzie byłem, co robiłem, jakie mam osiągnięcia.
    I nawet takie podziękowania internetowe są czasem aktem hipokryzji- dziękuję wszystkim za wspaniałą akcję - powiedziała łaskawa " królowa", żeby zaznaczyć jaka to ona ważna i skierować reflektory na siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego raczje nie biorę udziału w żadnych akcjach reklamowanych przez tzw. osoby medialne, nie śledzę tego, nie czytam tego, co tam organizują, co rozreklamowują. Oczywiście, nie da się całkowicie nie widzieć, bo nagłówki pojawiają się wszędzie, ale nie poświęcam czasu, żeby się zagłębiać w te akcje.

      Usuń
    2. Auroro, muszę uściślić to, co napisałam.
      W zasadzie nie dotyka mnie coś, co propagują osoby medialne. Nie znam ich, tak naprawdę, niewiele o nich wiem. Bardziej interesują mnie osoby, ze środowiska, w którym żyję. Napisałam _ "królowa" i pomyślałam o jednej osobie, którą znam od dawna. Duża inteligencja, erudycja, ale i ego. Jest miła i dlatego niejednego może to zmylić. Tymczasem patrzy na ludzi protekcjonalnie. A przy tym używa inżynierii wpływu i manipulacji tak subtelnie, że trzeba po prostu znać te techniki, powiązać fakty, żeby zobaczyć pewien schemat.
      A mając na uwadze odbicie lustrzane, można zastanawiać się dlaczego mnie to wkurza. Może dlatego, że ja sobie na to nie pozwalam ?! A widzę, jakie efekty przynoszą takie działania, bo efekty są i to nawet duże. Inna sprawa, że żyjemy w rzeczywistości powierzchownej. Pęd życia jest taki, że mało kto ma czas na głębszą refleksję ( szczególnie na roztrząsanie motywów postępowania kogoś innego) A pewne sprawy wychodzą dopiero przy bliższym poznaniu.

      Usuń
    3. W porządku, rozumiem, ale to nawet nie zmienia istoty rzeczy, bo postępowanie opisane przez Ciebie jest dosyć częste i każdy może się na nie natknąć czy to w mediach czy w osobie, którą zna, tak jak Ty. Wśród moich znajomych nie ma osób brylujących w social mediach w ten sposób, ale niektóre podobnie zachowują się w realnym życiu, więc to zjawisko naprawdę jest dosyć powszechne.

      Usuń
  8. Nie mam konta na FB, Instagramie, kanału na YouTube.
    Mam bloga i doskonale zdaję sobie sprawę jaka jest jego jakość. Wiem, że powinnam go już dawno zlikwidować. Nie mogę tego zrobić bo jest moją terapią. Założyłam go za poradą lekarza gdy leki zawodziły.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej prowadź go dalej, wychodzę z założenia, że blog prowadzi się przede wszystkim dla siebie, nie dla kogoś. A jeśli przy okazji ktoś go czyta, bo mu to sprawia przyjemność, to super.

      Usuń

poniekąd

         Wakacje to doskonała okazja, by więcej uwagi poświęcić tym, którzy są blisko nas, a w codzienności relacje z nimi mogą stać się sza...