Zawsze podziwiałam ludzi, którzy żyli długo i byli świadkami przemian na przestrzeni dziesięcioleci, a czasem nawet stulecia. Jak bardzo zmienił się świat od czasów ich dzieciństwa, młodości. Co czują patrząc na współczesność i porównując ją ze swoimi wspomnieniami?
W dawniejszych epokach zmiany cywilizacyjne nie zachodziły tak szybko i w zasadzie warunki i tryb życia nawet po dziesięcioleciach były podobne. Czy ktoś urodził się na początku XVI wieku, czy w jego połowie, czy pod koniec, w domach nadal nie było elektryczności, telefonów, telewizji, radia. Dopiero wiek XIX tak naprawdę przyspieszył i wynalazki typu kolej parowa, fotografia, pierwsze filmy, pierwsze telefony diametralnie zmieniły rzeczywistość, w której dorastali długowieczni ludzie, którzy rodzili się, gdy tych wynalazków nie było, a umierali, gdy stawały się powszechne. Mickiewicz jechał do Paryża dyliżansem, a już Sienkiewicz podróżował po Europie i Stanach Zjednoczonych koleją. Gwałtowny skok nastąpił w II połowie XIX wieku i na początku wieku XX. Nowożytna epoka pisma drukowanego od wynalezienia druku przez Guteneberga w XV wieku rozwijała się przez 500 lat, natomiast w 1983 roku powstał Internet jako miejsce, które stopniowo stało się największą platformą publikacji cyfrowych. Era druku została wyparta przez teksty umieszczane w wirtualnej sieci.
Nie trzeba być stuletnim świadkiem epoki, aby móc powiedzieć: pamiętam czasy sprzed Internetu. Wystarczyło kilkadziesiąt lat, aby z mieszkania bez telefonu i bez telewizora znaleźć się w otoczeniu telefonów kieszonkowych, laptopów, tabletów, Internetu bezprzewodowego, samojezdnych robotów sprzątających, automatycznych pralek z wieloma programami, wyspecjalizowanymi lodówkami, a wychodząc z domu zakłada się na rękę smartwatch, który łączy nas ze światem i monitoruje nasze funkcje życiowe.
Moja babcia i mama prały jeszcze na tarze w balii zanim udało się kupić pierwszą pralkę wirnikową. Jedyny telefon we wsi był u sołtysa, u którego umawiało się wizytę w razie konieczności zadzwonienia dokądś. Mój ojciec urodził się w drewnianej wiejskiej chacie z klepiskiem, a pod koniec życia, w wieku lat osiemdziesięciu nauczył się obsługiwać komputer i telefon komórkowy. Ja sama w pierwszej klasie szkoły podstawowej uczyłam się alfabetu pisząc piórem z wymienną stalówką zanurzanym w kałamarzu umieszczonym w specjalnym otworze szkolnej ławki. Przeszłam później przez pisanie długopisem, piórem kulkowym, na ręcznie przesuwanej maszynie do pisania, elektrycznej maszynie do pisania i wreszcie pisania w komputerowym edytorze tekstu i na laptopie. Mój brat przebył drogę od dziecinnych szachów z drewnianymi pionkami do pisania programów komputerowych do gry w szachy.
W dzieciństwie jeździłam do sianokosów. Przy pomocy grabi ręcznie przewracaliśmy siano na prawie hektarowej łące, potem składaliśmy je w kopy. A trzeba było złożyć tak, żeby długie źdźbła gładko zwisające od szczytu kopy chroniły siano w czasie deszczu i pozwalały spływać kroplom na zewnątrz bez wsiąkania do środka. Tę umiejętność zdobywało się przez lata praktyki. W kolejne dni przy dobrej pogodzie siano się zwoziło furmankami, potem traktorem z przyczepą i składało do stodoły widłami. Po całym dniu człowiek był umordowany i umorusany, zakurzony od stóp po czubek głowy i włosy.
Co robi dzisiejszy rolnik? Obrazek sprzed tygodnia: łąki po horyzont. Nie ma wytyczonych granic między działkami poszczególnych właścicieli, a jedne właśnie się wybrał kosić. Oczywiście pełna mechanizacja, ale gdzie jest miedza, trzeba wiedzieć. Nie widać jej. Co więc robi? Wyciąga z kieszeni telefon i łapie granicę działki przez satelitę. Jedzie kosiarka równo wzdłuż miedzy. A zbelowane siano nakłada się i zwozi już nie ręcznie, lecz przystosowanymi narzędziami ciągnika.
Gdy wspominam, jak rowerem jechałam przez wieś do sklepu, bo właśnie przywieźli chleb lub masło, i nie było pewności, że dla mnie wystarczy, mam świadomość ogromu zmian, które nastąpiły od tamtego czasu. Dwa sklepy pod nosem, w odległości kilku kroków, co rano świeża dostawa, zatrzęsienie produktów dawniej niedostępnych, możliwość wyboru produktów do własnych kulinarnych eksperymentów i gotowych, gdy ogarnia lenistwo.
Pisząc tutaj mam kontakt z osobami będącymi daleko, w innej części kraju, a czasem nawet gdzieś w świecie. Toczą się ciekawe rozmowy nie tylko z ludźmi zza płotu. To są wszystko fantastyczne zmiany, które całkowicie odmieniły warunki życia. Wiele ułatwiły, ograniczając codzienny ludzki wysiłek. Jestem pełna podziwu i wdzięczności za to wszystko, co stało się podczas mojego życia. Za możliwość kupienia biletów on-line na wydarzenia kulturalne, do teatru lub na autobus czy pociąg. Za transmisje na żywo w Internecie, za streamingi koncertów, na które nigdy bym nie pojechała. Za dostęp do cyfrowych zasobów bibliotek. Za pralkę, która pierze, gdy śpię lub czytam książkę. Za pizzę na telefon, którą ostatnio jadłam u koleżanki.
Doceniam i podziwiam ludzką inwencję i wynalazczość za wszystkie te zmiany, których nie doceniają ci, którzy urodzili się zbyt późno. Życie bywa piękne, gdy żyje się odpowiednio długo, aby to zobaczyć.
A wiesz, tez mnie to kiedyś nurtowało, moje babcie urodzone na początku XX w. widziały tyle zmian, wojny, tyle wycierpiały biedy...
OdpowiedzUsuńW naszym życiu zmiany pojawiały się błyskawicznie i podpisuje sie pod twoim ostatnim akapitem.
Czasami gdy słyszę, jak młodzi narzekają, to się we mnie gotuje. Rozumiem, że każde pokolenie ma swoje problemy, ale bądźmy sprawiedliwi, w dodatku wkurzają się na nasze słowa - ja w twoim wieku itp.
Staram się rozumieć sytuacje wielu osób, ale i narzekanie ma swoje granice...
Właśnie, właśnie, narzekanie też ma swoje granice, dobrze to ujęłaś. Ludzie czasami czepiają się naprawdę takich bzdetów, jakby od tego życie zależało, a przecież wiadomo, że świat nie jest idealny, trzeba poczekać na przykład kilka minut na kawę w kawiarni czy danie w restauracji, trzeba przejść kawałek do przystanku, do sklepu, a tam z kolei sprawdzić ceny i produkty, jak akurat czegoś nie ma to zaraz krzyk i lament, że jak tak można, że braki... echhh! W głowach się niektórym poprzewracało od dobrobytu. Czasami wzbiera we mnie litość, co oni wiedzą o życiu, o problemach, skoro dla niektórych chwilowy brak zasięgu w telefonie czy brak Internetu stanowi katastrofę.
UsuńGdy byliśmy nad morzem, to wszyscy się dziwili, że nam się nie spieszy, bo turystom przeważnie się spieszy, jakby na pociąg lecieli lub morze miało odpłynąć. Piasek za gorący, woda za zimna, kolejka za długa, nie ta ryba, kasjerka za wolna...
UsuńCała litania niedogodności... nie wiem, czego ci ludzie by chcieli, przecież gdyby wszystko było idealne, byłoby cholernie nudno ;-)
Usuń