Jakieś dwie zupełnie mi nieznane influencerki ogłosiły światu, że ich zawód (?) jest porównywalny z zawodem lekarza, bo nawet nie potrafią powiedzieć "ile żyć mogły uratować" swoimi filmikami, rolkami czy jak tam nazwać te ich prezentacje. Ja juz pominę okropieństwo językowe "wiele żyć", od którego bolą zęby. Znam słowo "rzyć" - owszem, wulgarne, ale istniejące w polszczyźnie. A życie każdy ma jedno, można uratować komuś tylko jedno życie, natomiast wiele to można uratować osób lub uratować życie wielu osobom. No ale czego się spodziewać po influencerkach. Na pewno nie znajomości poprawnej polszczyzny.
Wracając zaś do owej wypowiedzi, w szczegółach chodziło o to, że zdarzało się, że jakiś obserwujący mający gorszy stan emocjonalny, może nawet depresyjny, obejrzał sobie te influencerskie filmiki i to mu poprawiło nastrój, wydobyło go z tego dołka i uratowało mu życie. Jednym słowem: masz depresję, włącz sobie rolkę modowej influencerki a będziesz uratowany! No bo teraz, gdy wszystko musi być ekstremalne, nie mamy chandry, tylko zaraz depresję. A zabawny filmik w sieci to panaceum na wszelkie choroby. Więc gdy influencerki zarabiają tyle, co lekarze, a nawet więcej (była tam mowa o setkach tysięcy), to jest to porównywalne.
Z drugiej strony pewna młoda lekarka również gdzieś w wywiadzie stwierdziła, że 1000 zł za prywatną wizytę u ginekologa to jest w porządku. To nie jest cena półgodzinnej czy godzinnej tylko wizyty, ale cena za kilkanaście lat nauki i specjalizacji, wielu przeprowadzonych zabiegów i doskonalenia się lekarza. Czyli co, każda pacjentka osobno ma mu za te lata nauki zapłacić? I tak przez całe lata mają mu płacić za te studia?
Policzyłam moje lata nauki: 8 lat podstawówki + 4 lata liceum + 5 lat studiów + 2 lata studia podyplomowe na innym kierunku + kilkadziesiąt szkoleń, no dobra, w sumie samych wyjazdowych szkoleń mogło się nazbierać na jakieś 2 lata = 21 lat zdobywania wiedzy, doskonalenia się, pogłębiania specjalistycznych umiejętności. Każda jedna minuta mojej uwagi jest cenna. Muszę odebrać finansowy ekwiwalent za te lata i dobrze się wycenić.
Nie, poważnie, przepraszam, trzeba mieć sieczkę zamiast mózgu, żeby takie bzdury wygadywać.
Albo nie, nie przepraszam. To naprawdę sieczka zamiast mózgu.
Jedna moja wykładowczyni w trakcie upalnych dni podczas zajęć mówiła, że upał źle wpływa na myślenie, powodując, że powstaje "ser zamiast mózgu" Ale upały już się skończyły, więc pozostaje jednak sieczka.
Nie da się ukryć, Auroro, że lekarze obecnie nie powinni narzekać na swoje zarobki.
OdpowiedzUsuńInfluencerki nie bardzo mnie interesują, faktem jest, że ludzie wrzucają do sieci wszystko i niektóre filmiki przykuwają moją uwagę. A czy poprawiają nastrój, to już inna sprawa.
zgadza się, ale mimo wszystko to porównanie do ratowania życia jest tak kuriozalne, tak ujawnia wysokie mniemanie o sobie, że aż szkoda słów; też nie oglądam influencerów, ale to, co czytam, co widzę, co słyszę, jak wiele osób się nimi ekscytuje, mnie po prostu przeraża, bo oni zastąpili współczesnym zwłaszcza młodym ludziom (chociaż może nawet nie tylko im) wszelkie inne źródła wiedzy, nastąpił kompletny upadek profesjonalizmu, autorytetów naukowych, i nagle okazuje się, że jakaś influencerka modowa bez cienia żenady wypowiada się na temat zdrowia psychicznego, to już jest niebezpieczne, to oglądają i słuchają dzieci, młodzież, biorą wzór, naśladują i wierzą, że to prawda
UsuńWg mnie największym problemem naszych czasów jest bardzo łatwe gubienie proporcji. Oczywiście, czyjś film czy wpis może poprawić komuś humor i to też ma swoją wartość, ale stawianie tego na równi z odpowiedzialnością lekarza jest bardzo daleko idącym nadużyciem. Chyba czasem przydałoby się więcej pokory i mniej wielkich słów.
OdpowiedzUsuńJeśli zaś chodzi o te lata nauki, to jakoś mnie to szczególnie nie przekonuje... Nikt nikogo nie zmusza do wyboru medycyny, a w PL studia na publicznych uczelniach są finansowane z pieniędzy podatników. Owszem, lekarz powinien godnie zarabiać tak jak i każdy inny, ale wyliczanie lat nauki jako uzasadnienia ceny wizyty wydaje mi się wielkim nadużyciem i jest po prostu słabe.
Ja już nie chciałam o tej darmowej edukacji wspominać, bo zaraz ktoś zacznie wypominać, ile to kosztują studenckie skrypty, podręczniki i inne akcesoria, a jak ktoś wybiera uczelnię prywatną, to jego sprawa.
UsuńBrak pokory i proporcji to plaga współczesnych czasów, wszyscy są cholernie ważni i bez nich świat by się zawalił. Przerośnięte ego ma niebotyczne rozmiary.
Mam wrażenie, że w tym wszystkim miesza się kilka różnych rzeczy, które nie powinny być wrzucane do jednego worka. Influencer nie jest lekarzem i raczej trudno porównywać te zawody, ale też nie zawsze trzeba od razu wyśmiewać fakt, że czyjaś obecność w internecie mogła komuś realnie pomóc w trudnym momencie. Czasem jedno dobre słowo od przypadkowej osoby potrafi dużo zmienić, choć oczywiście nie zastąpi terapii ani leczenia.
OdpowiedzUsuńJeśli czujesz się urażony mocnym tekstem, przepraszam, ale nie sądzisz, że jak ktoś ma takie mniemanie o sobie i swojej roli jak wspomniane influencerki, to jednak niezłe przegięcie?
UsuńNo popatrz, a ja za swoje lata nauki (podobne do twoich) nie dostawałam nawet premii...jedynie roboty mi dokładali bez zwiększania pensji.
OdpowiedzUsuńDziś wielu uważa się za terapeutów nawet, ekspertów, doradców...z drugiej strony są osoby, które potzrebuja tzw. coacha na każdy element życia. Coach finansowy, coach modowy, coach urlopowy.
Zapytałam kiedyś uczniów, kim chcą zostać po podstawówce - co druga osoba chciała być youtuberem...
Jotko, błagam, tylko nie o coachach, bo normalnie nie trawię tego ;-) W ogóle widzę, że współcześni ludzie oczekują gotowych recept, zamiast po prostu siąść na tyłku, poczytać coś, dokształcić się, poszukać specjalistycznych informacji. Za leniwi na to są i oczekują, że jakich coach da im odpowiedzi na wszystkie wątpliwości i pytania.
UsuńJa mam za sobą wiele lat nauki i do tego mam bloga (więc jakiś influens jest). To gdzie mój hajs?
OdpowiedzUsuńNo właśnie, powinnaś wystawić cennik za każde napisane zdanie.
UsuńWiele blogerek poinformowało na swoich blogach, że je porzucają i zostają influencerkami i youtuberkami bo z tego jest kasa. Jednak sukces osiągają tylko nieliczni. Ja ich nie oglądam. Szkoda mi po prostu czasu. 1000 zł za prywatną wizytę u ginekologa, to już całkowite przegięcie. Teraz 240 zł za godzinę pracy? Już widzę co będzie się działo...
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
Gdzieś już dawno zagubiły się pewne proporcje, zniknęły granice przyzwoitości, sensu, bo ja wiem, czego jeszcze?... Czasami nie ma na to słów...
Usuń