wszechznawstwo

       W rocznym kalendarzu z dużym prawdopodobieństwem można wytypować stale powtarzające się tematy wrzucane na portalach, blogach czy w innych mediach. Gdy jest maj, czas matur, a obecnie też lipcowe ich wyniki, tematem są oczywiście egzaminy. Przestrzeń publiczną zapełniają z jednej strony wynurzenia maturzystów na temat przygotowań, narzekania na trudność zadań, tematów, z drugiej zaś wspomnienia starszych pokoleń z własnej matury, porównywanie zakresu materiału. Towarzyszy temu masowy wysyp komentarzy na temat funkcjonowania szkoły w ogóle. Szczególnie intensywna obecność tematu szkolnego, oświatowego trwa właśnie od maja do początku  lipca, bo to i egzaminy ósmoklasistów odbywają się w tym czasie, a potem ogłoszenie ich wyników podobnie jak matury. I zaczyna się wysyp "eksperckich" diagnoz, opinii, krytyki na temat pracy nauczycieli, szkolnego oceniania, szkolnych uroczystości i całego oświatowego systemu. Nagle okazuje się, że na uczeniu znają się wszyscy. Trochę to dziwi, gdy jednocześnie okazuje się, że w szkolnictwie brakuje nauczycieli i jakoś nie widać masowego pędu do pracy w oświacie.

      Sztandarowym tematem w okresie przez Bożym Narodzeniem jest przygotowywanie prezentów. Przez prawie dwa miesiące media i portale miętoloą problemy zakupowe Polaków, sposoby przygotowywania wigilijnej kolacji, emocjonalne wyczerpanie rodzinnymi spotkaniami przy tej okazji. Nagle, a właściwie nie nagle, bo jest to stały punkt sezonu, okazuje się, że większość nie lubi rodzinnych świątecznych spotkań, że spotkania te odbywają się niejako z obowiązku lub z przyzwyczajenia, że w ogóle cała świąteczna atmosfera jest na pokaz. I znowu masa negatywnych komentarzy, a "eksperci" doradzają, o czym rozmawiać, o czym nie rozmawiać przy stole, jak przetrwać ten "okropny" czas. Widocznym wątkiem są także porady jaka moda obowiązuje w danym roku w ozdabianiu choinki, no bo przecież wiadomo, że choinkę ubiera się po to, żeby potem zdjęcie wrzucić do sieci, pochwalić się, że zna się aktualne trendy, a choinka jak modelka musi wyglądać szałowo. 

      Ciekawym zjawiskiem jest szczególny temat związany z Wielkanocą, gdy nagle okazuje się, że wszyscy są znawcami świątecznych tradycji i kultu. Święcenie pokarmów w Wielką Sobotę staje się tematem zagorzałej dyskusji co trzeba włożyć do koszyczka. Tysiące "znawców" ujawnia swoje preferencje w oderwaniu do religijnej symboliki, jakby to było kupowanie warzyw na straganie. Najciekawsze jest zaś to, że na tematy religijne najwięcej mają do powiedzenia ludzie, którzy z religią mają mało do czynienia, albo zgoła nic. Przy okazji świąt wcześniej wspomnianego Bożego Narodzenia rzecz jasna tematem najgorętszym jest duszpasterska tzw. kolęda, kiedy księża odwiedzają parafian. Internet rozgrzany do czerwoności, w komentarzach burza, wręcz huragan. Dawać czy nie dawać; ile dawać w kopercie? Najpierw jeszcze: przyjmować czy nie przyjmować księdza? I znowu, jak wynika z wielu komentarzy, najwięcej do powiedzenia mają często ci, którzy do kościoła nie chodzą, więc im wsio ryba. No ale przecież są "znawcami", muszą się wypowiedzieć: na temat kolędy, na temat datków na tacę, na temat celibatu, na temat chrztu, na temat komunii, na temat... Na każdy temat, który ich nie dotyczy, ale rozgrzewa do czerwoności.

       Jest jeszcze stały temat letnio-jesienny: prace polowe. W polu pracuje coraz mniej rolników, ale coraz więcej jest "specjalistów" od prac polowych. Znają się na wszystkim. Wiedzą, że wokół chlewni czy fermy drobiu nie powinno śmierdzieć, że gnojówka pachnie różami, że kogutowi nie wolno piać o czwartej rano, że pies nie powinien szczekać w nocy na podwórku, że pszczołom nie wolno żądlić, że zboże dojrzewa tylko do zmierzchu i po zapadnięciu zmroku kombajn nie powinien w pole wyjeżdżać, że maszyny rolnicze umieją fruwać i nie powinny poruszać się po drogach publicznych. Coraz mniej mamy rolników, a coraz więcej specjalistów od rolnictwa, ot, paradoks. Wystarczy przecież kupować w supermarkecie mleko w kartonie, warzywa w folii, mięso w styropianowej tacce i pieczywo z rozmrożonego ciasta, żeby zostać znawcą produkcji żywności. 

        Przy okazji wydarzeń rzadszych niż coroczne też następuje wysyp "specjalistów". Rozgrywki sportowe, igrzyska, mundial czy inne aktywizują rzesze znawców wszelkich dyscyplin sportowych. Okazuje się, że tysiące komentujących zna się na treningach, mentalu sportowców, sposobach wygrywania, a paradoksalnie najmniej się na tym znają sami sportowcy i ich trenerzy. Ba, oni specjalizują się w jakiejś jednej dyscyplinie, a rzesze komentatorów na forach i portalach potrafią doradzać i wykazywać błędy w całej gamie dyscyplin. Słowem, wszechznawcy od wszystkiego. 

       Znam ludzi, którzy mają zdanie na każdy temat. Mało tego, muszą koniecznie to zdanie, swoją opinie wypowiedzieć czy ich kto pyta, czy nie pyta. Mam wrażenie, że większość bywalców Internetu cierpi na to samo wszechznawstwo, ale może w realnym życiu nikt już nie chce ich słuchać, więc tu znajdują pole do zaprezentowania się, do komentowania, do ferowania wyroków, do wyrażania opinii. A ponieważ nie są to spotkania twarzą w twarz, nikt im nie powie, że te ich opinie bywają zwyczajnie bez sensu. Zresztą najczęściej nikt nie oczekuje informacji zwrotnej, jakiejś interakcji. Bo przecież jego opinia jest wiążąca i ostateczna. Bezdyskusyjna. Ot, powiem, co sądzę i znikam, bo lecę dalej. Wszechznawca nie ma czasu zatrzymać się na rozmowę z jakimś ignorantem.

       

        

14 komentarzy:

  1. Cykliczność tematów, to już pewnik od lat, ludzie lubią mieć uporządkowany rok wedle kalendarza świąt.
    Kiedyś na ulicy zaczepiły nas kuracjuszki , pytając o drogę na cmentarze, bo był 1 listopada, a one w sanataorium, ale brakuje im tej atmosfery i chciały odwiedzić jakiś cmentarz.
    Sama nie chodzę do kościoła, ale wychowana byłam w katolicyzmie, trochę sie napatrzyłam i przeżyłam, znam osoby wierzące, więc jakieś pojęcie mam, choć staram sie nie wypowiadać. Próbowałam, ale wielu katolików źle reaguje na podobne dyskusje, wszystko jest obrazą uczuć religijnych.
    Najbardziej chyba boli właśnie to wrzucanie swoich opinii i brak dyskusji, ewentualnie niegrzeczne ucinanie dyskusji, gdy ktoś ma inne zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, zapomniałam o 1 listopadzie. To też stały coroczny temat: znicze, cmentarze, też przy tej okazji spotkania i kłótnie nad grobami. Każdy z nas ma swoich zmarłych i każdy na swój sposób czci ich pamięć. Po co o tym w kółko pisać? Po co roztrząsać? Mnie ta cykliczność tematów już nuży, no bo ileż można w kółko o tym samym.

      Usuń
  2. Zetknęłam się z opinią , że wszelkie wypowiedzi , wpisy związane ze świętami są nazywane jako zbyt osobiste , prawie intymne . Osoby , które tak myślą uważają się za powiedzmy nowoczesne . Powiem szczerze , zaczęłam się zastanawiać czy mam swoje zdanie na każdy temat i okazuje się , że nie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo zdrowe podejście, też nie mam i nie wypowiadam zdania na każdy temat, bo nie dość, że się nie znam na wszystkim, to jeszcze wiele tematów mnie zwyczajnie nie obchodzi. Zdarza się, że ktoś mi coś opowiada a potem pyta, co o tym sądzę. Mówię, ze nic, po prostu wysłuchałam i tyle. Wtedy spotykam się z wielkim zdziwieniem.

      Usuń
  3. Bardzo trafnie opisane zjawisko, bo faktycznie internet trochę stworzył nam kulturę „szybkiego eksperta”. Każdy ma dostęp do informacji, ale czasem mylimy dostęp do wiedzy z prawdziwym doświadczeniem i znajomością tematu. Z drugiej strony chyba każdy z nas czasem wpadł w tę pułapkę, że wypowiedział się zbyt pewnie o czymś, czego tak naprawdę dobrze nie znał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto choć raz nie wypowiedział się o czymś, na czym się nie zna, niech pierwszy rzuci kamieniem ;-)) Oj, tak, każdy ma lub miał taka pokusę. Niemniej jest różnica miedzy wypowiadaniem się na podstawie własnego doświadczenia, a traktowaniem swojego zdania jako jedynie słusznego.

      Usuń
  4. To kolejny znak naszych czasów. W czasie pandemii wszyscy byli epidemiologami, gdy pojawia się nowa inwestycja to jak grzyby po deszczu wyrastają eksperci od urbanistyki, ekologii i prawa budowlanego, a teraz w czasie mundialu wszyscy znają się na piłce nożnej... Paradoksalnie ci, którzy naprawdę znają się na swojej dziedzinie, zwykle wypowiadają się z wielką ostrożnością, podczas gdy osoby przekonane o swojej nieomylności myślą, że zjadły wszystkie rozumy świata. A przecież nie ma nic złego w powiedzeniu 'nie wiem'. Czasem więcej mądrości jest w uważnym słuchaniu niż w wygłaszaniu kolejnej kategorycznej opinii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielu chce uchodzić za mądrzejszych i najmądrzejszych, więc nie przyznają się się do niewiedzy. Uważają to za ujmę. A właśnie ci, którzy mogliby uchodzić za specjalistów, często mówią "nie wiem". Mając ogromną wiedzę, są świadomi, że jeszcze większe są obszary niewiedzy.

      Usuń
  5. Po przeczytaniu Twojego tekstu, wpisałam w Google pytanie: jak zostać ekspertem. Ha, jest bardzo dużo stron z radami w tej kwestii 😄 Ale pierwsza rada to zawsze: znajdź swoją, jedną (!) dziedzinę. A druga: zużyj czas i energię, żeby ją zgłębić.
    Ale przecież wolno nam rozmawiać, nawet jeśli nie wiemy czegos zbyt dokładnie. Kluczowy pewnie jest ton: żeby podzielić się swoją ograniczoną wiedzą albo doświadczeniem w jakiejś dziedzinie bez przybierania tonu eksperta. I myślę, że tej umiejętności (mówienia: nie wiem, zdaje mi się) chyba nie uczyli mnie w szkole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że uczyli, bo w zakresie umiejętności pisania wypracowań stosuje się między innymi sformułowania "sądzę", "uważam", które podkreślają subiektywny punkt widzenia bez przybierania tonu eksperta. Niemniej na pewno za mały jest nacisk na subiektywność opinii i brak pewności w wielu dziedzinach, nawet ścisłych, tym bardziej ludzkie przekonania zależą od wielu czynników, które są bardzo osobiste.

      Usuń
    2. Szczerze mówiąc nie pamiętam, żeby podkreslanie subiektywności wypowiedzi miało znaczenie w wypracowaniach, ale może to kwestia konkretnej szkoły i nauczyciela. Szkoła kojarzy mi się głównie z egzekwowaniem wiedzy: wiesz albo nie wiesz. Jeśli wiesz, dostajesz nagrodę. Jeśli się wahasz, to znaczy że nie wiesz. Przypuszczam, że lata takiego treningu muszą mieć wpływ na styl wypowiadania się w dorosłym życiu.

      Usuń
    3. To prawda, jeśli coś się powtarza wiele razy w określony sposób, to nabiera się nawyków. Dlatego w ogóle uważam, że należy umieć przyglądać się temu co i jak robimy i wprowadzać zmiany, nie tylko jeśli chodzi o sposób wypowiadania się czy pisania. Rutyna, schematy są wygodne, ale rozleniwiają mózg. Zmiany nawyków usprawniają procesy myślenia.

      Usuń
  6. Ale dobrze że jest teraz taki internet, bo inaczej gdzie Ci wszyscy specjaliści mogliby się wykazać? 🤣

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak oni wcześniej dawali sobie radę, gdy nie było Internetu? Dusili się w swojej frustracji, a teraz przynajmniej ich głos niesie się daleko...

      Usuń

dalej na wschód

       Po ostatnim wyjeździe do Stalowej Woli i okolic zaciągnęło mnie na krótki wypad dalej na wschód, do Krasnobrodu. Z mapki, którą otwie...