nic szczególnego

Nie ma tu nic szczególnego...

Droga się snuje pod płotem -

Skąd ona i dokąd wiedzie,

Prawie nie myślę o tem... 

     Podoba mi się filozofia życiowa zawarta we fragmencie wiersza Kasprowicza. Żyje tu i teraz, skupiam się na tym, co najbliżej, co ode mnie zależy i co mieści się w kręgu moich zadań, obowiązków, działalności. Mam wrażenie, że dzisiaj panuje jakiś niezdrowy pęd, żeby kontrolować wszystko - nie tylko to, co rzeczywiście od nas zależy, ale nawet cudzy czas, cudze zajęcia, zainteresowania, poglądy. "Dlaczego nie zrobisz tego czy tego" - słyszę, nie tylko skierowane do mnie, ale w ogóle ktoś kogoś tak rozlicza. Albo "dlaczego on//uważasz" nie oznacza, że ten ktoś chce poznać czyjeś zdanie, tylko od razu jest to powiedziane  z wyższością "ja wiem lepiej". 

     A drogi życia są takie właśnie, jak w  tym wierszu: biorą się z daleka i wiodą daleko, nie zawsze wiemy dokąd zaprowadzą. Trzeba mieć pokorę i zgodzić się na to, ze nie zawsze rozeznamy jej początek i nie poznamy końca. Zwłaszcza cudzej drogi. I we własnym życiu mamy tyle tajemnic, zdarzeń, zbiegów przypadku. A może losu czy przeznaczenia, którego do końca nie poznamy, nie wyjaśnimy, nie zrozumiemy. Nie da się mieć wszystkiego pod kontrolą, a chęć zawładnięcia biegiem zdarzeń trąci pychą. 

     Lubię swoje opłotki i drogę wijącą się skądś i dokądś. Mogę tą drogą wybrać się gdzieś, pójść, pojechać bez konieczności sprawdzenia, gdzie jest jej koniec. Ot, tak, kawałek tylko. Do sklepu, do kościoła, do sąsiadki, do mostu nad rzeką, do przystanku, skąd pojadę nieco dalej. Droga za płotem jak droga życia ma swoje zakręty, ciekawe miejsca, czasem wiedzie pod górkę, czasem z górki, prowadzi do ludzi albo w drugą stronę do lasu, na pola i łąki. Nie jest moją własnością. Mogę z niej tylko korzystać. I z życia mogę korzystać tu, gdzie jestem i tyle, ile mi go dano. 

      Do samego przetrwania człowiekowi nie potrzeba wiele: chleba, dachu nad głową, w naszym klimacie trochę ciepła jesienią i zimą, paru ubrań, zdrowia i sprawności na tyle, żeby nie musieć za bardzo się martwić. Wszystko, co pojawia się więcej, jest prezentem, który powinien przynosić radość, ale czy umiemy się nim cieszyć? Czy umiemy rozpakować dzień jak podarunek pełen niespodzianek? Czy umiemy za niego dziękować? 

      Wczorajszy dzień przyniósł mi kilka takich prezentów. Kawę z kokosowo-czekoladowym ciastkiem i książkę. Moja droga zza płotu zaprowadziła mnie najpierw do kawiarni w mieście. Duża kawa z podwójnym espresso, ciasto, gwar wokół, chwila rozmowy. Czas jak rozpakowany prezent. I drugi prezent podczas wizyty na poczcie, gdzie zobaczyłam gruby tom: "Przygody dobrego wojaka Szwejka". Oczywiście, że czytałam. Oczywiście, że oglądałam co najmniej dwie serialowe ekranizacje. Ale nie mam w domu na półce z książkami. Więc kupiłam i jeszcze raz przeczytam. Będzie to moja porcja dobrego humoru zażywana jako lekarstwo w najbliższym czasie.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

nic szczególnego

Nie ma tu nic szczególnego... Droga się snuje pod płotem - Skąd ona i dokąd wiedzie, Prawie nie myślę o tem...       Podoba mi się filozofia...