prasówka

     Przed laty, słuchając programów radiowych, czekałam na poranną prasówkę, w której krótko streszczano i prezentowano ciekawe artykuły z prasy codziennej, a w piątki i soboty dodatkowo także z tygodników. Niektórzy dziennikarze robili to naprawdę dobrze i zanim poszłam do pracy - w robocze dni tygodnia - wiedziałam już mniej więcej, jakie tematy są na topie, co ciekawego napisano lub zgoła co mogło mi umknąć, gdybym sama zechciała zagłębiać się w dzienniki. Dzisiaj, niestety, nikt już prasówek nie robi. Niewiele osób czyta w ogóle gazety. Pod koniec tygodnia pojechałam do miasta i zajrzałam do ostatniego w Polsce kiosku. Kupiłam kilka gazet, tygodników, nawet miesięczniki. Weekend poświęciłam na czytanie prasy i postanowiłam zrobić sobie prasówkę. Trochę okrojoną, pominę tytuły gazet. 

      Jeśli chodzi o temat dominujący, to jest nim rocznica Krwawej Niedzieli (11 lipca), czyli największej eskalacji akcji wymierzonej przeciwko Polakom podczas rzezi wołyńskiej w 1943 roku oraz obecne stosunki polsko-ukraińskie, a właściwie ich pogorszenie. Jędrzej Soliński w artykule "O pamięć prawdziwą" przywołuje wspomnienia swoich bliskich, którzy byli świadkami wydarzeń wołyńskich w 1943 roku i ocaleli. Wuj autora tylko raz w życiu opowiedział całe zdarzenie ze wszystkimi okrutnymi szczegółami. Zakończył swoje wspomnienia tak: "Interesuje mnie tylko to, kto zamordował moją mamę, siostrę i babcię. Chcę znać imię i nazwisko. Nie potrzebuję pomników i dni pamięci. Tylko imiona i nazwiska morderców, i żeby mama, siostra i babcia miały katolicki pogrzeb. Nic więcej". Dopełnieniem tematu są rozważania Marka Kozubala, który w artykule "Więcej o Kozakach niż o Wołyniu" zauważa, że temat rzezi wołyńskiej w szkolnych podręcznikach pojawił się dopiero w 2017 roku. Tutaj dodam, że jestem zaskoczona, nie sądziłam, że wcześniej nic  o tym w podręcznikach nie było. Analizując treść podręcznikowych zapisów, Kozubal podkreśla, że informacje podręcznikowe są rzeczowe, choć pozbawione specjalnego epatowania opisami szczegółów, ale zawierają ilustracje. Wydarzenie definiowane jest jako "czystka etniczna mająca na celu oczyszczenie terenu zachodniej Ukrainy z Polaków". Ponadto autorzy podręcznika starają się podawać fakty, nie demonizując całego narodu ukraińskiego, zdecydowanie odróżniając od nich formacje OUN-UPA. Kozubal kończy artykuł sugestią, aby jednak zakres wiedzy o rzezi wołyńskiej uzupełnić o akta IPN, gdyż obecnie "polscy uczniowie dowiadują się więcej o powstaniach kozackich w XVII wieku niż o wydarzeniach sprzed zaledwie osiemdziesięciu lat, które wciąż ciążą na naszych relacjach z Ukrainą. " I trudno w tym autorowi nie przyznać racji. 

        W nawiązaniu do kwestii wołyńskiej i afery z Orderem Orła Białego Piotr Zaremba w artykule "I po co Zełenskiemu było to wszystko?" zastanawia się nad motywacjami prezydenta Ukrainy czy może nawet szerzej, ukraińskiego rządu. Postawienie niemal na ostrzu noża sprawy wołyńskiej wywołało "zwarty front ataku na Polskę i Polaków". Chodzi o opinie i komentarze, które pojawiały się po stronie ukraińskiej w Internecie. Uparte lansowanie bohaterów UPA przyniosło jednak odwrotny skutek w kontekście starań Ukrainy o przyjęcie do Unii Europejskiej, ponieważ Parlament Europejski zajął się tematem rzezi wołyńskiej, a problem współpracy przywódców OUN-UPA z III Rzeszą ma być wpisany do raportu określającego warunki przyjęcia Ukrainy do Unii. Na pytanie postawione w tytule artykułu autor odpowiada przywołaniem krążących na ten temat teorii, w tym taką, że w zasadzie chodzi o politykę wewnętrzną. Zełenski skupiając uwagę społeczeństwa na konflikcie z innym narodem, odwraca uwagę od problemów z korupcją i być może planów na jesienne wybory prezydenckie w Ukrainie. 

        Sprawy ukraińskie toczą się także w Europie i to dosyć dramatycznie. 29 czerwca w Monako doszło do zamachu na ukraińskiego oligarchę Wadyma Jermołajewa, który w ciężkim stanie trafił do szpitala. Jego partnerce musiano amputować obie nogi. Obrażenia odniósł też syn biznesmena. O powiązaniach podejrzanej o dokonanie zamachu Anastasii Berezowskiej z ukraińskimi służbami wywiadowczymi pisze Rusłan Szoszyn w artykule "Zamach w Monako z ukraińskimi służbami w tle". Berezowska 1 lipca wróciła do Ukrainy i tutaj została zamordowana zanim złożyła zeznania. Jej ciało znaleziono zakopane. Ustalono, że przed śmiercią spotkała się z dwoma mężczyznami. Jeden z nich był funkcjonariuszem organów ścigania a drugi czynnym funkcjonariuszem ukraińskiego wywiadu wojskowego. Ten drugi przyznał się, że wraz ze swoimi wspólnikami dokonali zabójstwa Berezowskiej, która została zastrzelona. Prowadzone jest śledztwo mające wykazać, czy zabójcy Berezowskiej działali na czyjeś zlecenie. Tak czy inaczej, za zamachem na Wadyma Jermołajewa, który był zresztą na liście podejrzanych za odprowadzanie podatków do Rosji, stoją służby specjalne Ukrainy. 

      Polskie zaś służby kryminalne stoją przed planami podwyższenia przez Ministerstwo Sprawiedliwości wysokości grzywien. Wzrost ma być dziesięciokrotny, czyli z obecnej najniższej stawki dziennej 10 zł na 100 zł, a ze stawki 2 tysięcy zł na 20 tysięcy zł. Piotr Szymaniak w artykule  "Wyższe stawki grzywny mogą oznaczać więcej więźniów" oblicza, że jeżeli przestępstwo w kodeksie karnym zagrożone jest grzywną i karą pozbawienia wolności do jednego roku, to grzywna nie będzie mogła być niższa niż 5 tysięcy zł. Gdy przestępstwo jest zagrożone karą pozbawienia wolności do dwóch lat, minimalna grzywna wyniesie 10 tysięcy złotych. Piotr Szymaniak i Marek Kobylański w obszernej analizie pt. "Prawnicy krytykują drakońskie podwyżki grzywien" podkreślają, że "państwo chce podnieść wysokość grzywien, ale nie poprawia ich egzekucji. Problemem nie jest wysokość grzywien, lecz ich ściągalność".

       Na pograniczu problemów ekonomicznych i zdrowotnych sytuuje się artykuł dr Ewy Waś "Co wiemy o chińskim wosku?", z którego wynika, że obecne na polskim rynku importowane z Chin produkty opisywane jako czysty wosk są tak naprawdę wyrobami zafałszowanymi, wykonanymi z parafiny. Badania w puławskim laboratorium HoneyLab Teper & Waś wykazały, że udział parafiny w badanych próbkach wynosił od 80 do 90 %. Część badanych próbek została wysłana do Niemiec do specjalistycznego laboratorium mającego akredytację na analizy jakości wosku i węzy. Tamtejsze badania również wykazały wysoki stopień zafałszowania produktów. 

       Tomasz Nowak w artykule "Architekci mikroświata" przypomina między innymi zasługi Marii Skłodowskiej-Curie dla rozwoju fizyki jądrowej: "To ona sformułowała paradygmat, że fizyka jądrowa wymaga ścisłego sojuszu z chemią  (radiochemia). Jej laboratoria wyszkoliły całe pokolenia naukowców, którzy kontynuowali rozbijanie i badanie jądra atomowego". Przypominając genezę badania atomu, autor artykułu przywołuje przełomową pracę Rutherforda z 1911 r., w której zaproponował nowy model atomu jako centralnego jądra skupiającego 99,9 % masy. "Oznaczało to, że atom w ponad 99,9999999999 procentach swojej objętości jest pustą przestrzenią, w której krążą znikomo lekkie elektrony przyciągane przez centralne jądro, podobnie jak planety wokół Słońca". 

       Na koniec z dziedziny historii sztuki o rewolucyjnym malarstwie Jacqesa-Louisa Davida w artykule Piotra Kobiewskiego "Artysta, który zmienił sztukę".  Autor przypomina jak doszło do powstania najsłynniejszych dzieł malarza: "Przysięgi Horacjuszów" i "Śmierci Marata". To drugie z wymienionych znajduje się w każdym podręczniku do historii sztuki ze względu na nowatorskie potraktowanie tematu śmierci. Malarz "stworzył obraz umierania tu i teraz, bez odwołań do religijnej symboliki. To pierwsze nowoczesne przedstawienie śmierci, w której transcendentny wymiar został całkowicie pominięty. A jednocześnie oddał godność zmarłego". David, który od samego początku był aktywnym zwolennikiem rewolucji w 1789 roku, został razem z Robespierrem uwięziony, a potem pozostawał w areszcie domowym W przeciwieństwie do rewolucyjnego przywódcy, udało mu się uniknąć szafotu i został ułaskawiony. Po przewrocie w 1799 roku, gdy Napoleon Bonaparte został pierwszym konsulem, David został zwolennikiem bonapartyzmu, brał udział w koronacji Bonapartego w Notre Dame w 1804 roku. Po uchwaleniu w 1817 roku ustawy o wydaleniu z kraju deputowanych, którzy głosowali za egzekucją Ludwika XVI David wyjechał do Brukseli i mimo proponowanej mu przez rząd francuski amnestii, do końca żył na wygnaniu. 

14 komentarzy:

  1. Witaj, ciekawy tekst, lubię tak jak Ty prasówki brakuje mi tego i dobrze że tutaj zajrzałam i przeczytałam ciekawe informacje, mnie zainteresowało jako socjologa wpływ grzywien na wzrost więźniów z polskich badań wynika, że w Polsce resocjalizacja nie działa bo np jest 1 psycholog czy terapeuta na całe wiezienie, a ludzie którzy trafiają tam za tzw za kradzież, alimenty itp staja się gorsi bo wpływ środowiska i innych czynników pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od dawna wiadomo, że nie wysokość kary, lecz jej nieuchronność ma większe znaczenie, a mimo to wciąż w tym zakresie mamy opóźnienia.

      Usuń
  2. Bardzo mi się podoba ten powrót do formy prasówki, bo mam wrażenie, że dzisiaj wiele informacji przelatuje nam przez ekran i zaraz znika, a kiedyś człowiek spokojnie siadał z gazetą i naprawdę zagłębiał się w temat. Z drugiej strony zastanawiam się, czy to tylko kwestia zaniku gazet, czy może bardziej tego, że przyzwyczailiśmy się do krótkich, szybkich treści i coraz trudniej nam poświęcić czas na dłuższą lekturę. Taka własnoręcznie zrobiona prasówka ma jednak swój klimat — trochę jak rozmowa przy kawie o tym, co ważnego dzieje się wokół nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się przyznaję, że wole tekst drukowany na papierze. Dłuższe teksty w Internecie, na ekranie są dla mnie mało czytelne. Lubię widzieć cały tekst artykułu w gazecie, widzieć jego podział na części kompozycyjne, a na ekranie trzeba przewijać i to mnie zwyczajnie męczy. Męczy się też wzrok. Dlatego, gdy mam coś istotnego do przeczytania, drukuję sobie na drukarce. Nie korzystam z czytników książek z tego samego powodu. Poza tym robię notatki na marginesach, stosuję podkreślenia, zaznaczenia itp. Robienie tego na ekranie zajmuje i więcej czasu i - jak wykazują badania zresztą - mniej angażują umysł, a ja lubię czytanie aktywne.

      Usuń
  3. O, pardon, u mnie też jest kiosk 🤓 Prasy nie czytam, nie ufam już dziennikarzom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taki żart, dobrze, że jeszcze kioski są gdzieniegdzie. Z tym, że to już nie kioski RUCH, bo RUCH padł, został zlikwidowany, a kioski to całkiem prywatna inicjatywa.
      Jeśli miałabym porównać rzetelność artykułów prasowych (drukowanych) z tym, co się pojawia w Internecie, to jednak prasa - może niektóre tytuły przynajmniej - bywa bardziej rzetelna. Poza tym część publikacji nie piszą dziennikarze, tylko specjaliści, np. naukowcy, jak ten przez mnie przywołany o fałszowaniu wosku przez Chińczyków.

      Usuń
    2. No jasne, że nie RUCH.

      Usuń
    3. I super, że jeszcze jakieś kioski funkcjonują, że są ludzie, którzy je prowadzą. Kiedyś były stałym elementem miejskiego pejzażu. Mam do nich sentyment, znam dwa takie jak dawniej w budce, i jeden przemianowany na trafikę w ciągu sklepów w kamienicy.

      Usuń
    4. Lubiłam kioski RUCHU stojące po całym mieście. Były nieodłącznym elementem naszego krajobrazu. Były czymś więcej niż punktami sprzedaży prasy. To były "domy towarowe" na dwóch metrach kwadratowych.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    5. To były też miejsca wymiany informacji, zasięgania języka. Ludzie mili różne źródła informacji i każdy mówił, co wiedział, a z tego składało się całość.

      Usuń
  4. Nie tylko nie ma prasówek, ale i wiadomości, to głównie sensacje i ciekawostki internetowe.
    Tez lubię takie prasówki, a czasopisma zbieram także do wyklejanek.
    Zarówno w kwestiach politycznych, historycznych, jak i naukowych warto poczytać artykuły różnych osób, bo nikt nie wie wszystkiego.
    Bardzo ciekawe fragmenty wybrałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że znalazłaś w tym wyborze coś, co Cię zaciekawiło. Oczywiście to bardzo okrojony i subiektywny zestaw, miałam tego znacznie więcej, ale zajęłoby zbyt dużo miejsca. Sama trochę dzięki lekturze poukładałam sobie w głowie i pamięci pewne ułamkowe informacje z Internetu w bardziej spójną całość. Podczas czytania gazety nie czuje się tej presji, że zaraz wyskoczy coś nowego i można bardziej skupić się na treści, wzajemnych powiązaniach, skutkach.

      Usuń
  5. Świetny temat! Aby załagodzić spór, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ogłosił odblokowanie poszukiwań i ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej oraz dostęp do archiwów. trochę późno ale czekam co z tego wyniknie.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o tym czytałam, zobaczymy, co dalej, nie jestem zbyt optymistyczna, Zełenski gra pod siebie, to oczywiste. Zależy, co będzie mu się opłacało.

      Usuń

rzeka i mapy

       Rzeka płynie. Rzeka na mapie. Rzeka Heraklita. Nie możesz wejść dwa razy do tej samej rzeki. Wchodzi się raz i już zostaje na całe ży...