Mój znajomy był wczoraj w Zamościu. A tam zawyły alarmy o zagrożeniu z powietrza i wysyłano alerty na telefony. Kazano w nich szukać schronienia. Szkoły ewakuowano. Dokąd? Nie wiem, chyba do piwnic. Znajomy też był w grupie ewakuowanej, gdy przebywał w jakieś instytucji. Po godzinie alarm odwołano. Znowu coś rąbnęło blisko granicy. Nie czytam więcej, bo to nie ma znaczenia, co w ciebie rąbnie, jeśli już tam się znajdziesz.
Wspominałam poprzednio o grzybach. Dużo ich mam i na bieżąco przerabiam, ale to były grzyby podarowane przez kogoś. Dopiero wczoraj po raz pierwszy w tym roku byłam i zbierałam osobiście. Zaledwie godzinkę i to po południu. Wszyscy okoliczni grzybiarze dawno wrócili z pełnymi koszami. Więc co ja mogę znaleźć o tej porze? Nie liczyłam na wiele. Jednak się udało. Trafiłam na miejsce maślaczkowe, a ja bardzo lubię maślaki, ich zapach i miąższ idealnie mi pasuje do grzybowego sosu. Ale nie to jest najciekawsze. Niespodzianką były dla mnie wprost na leśnej drodze rosnące czernidłaki kołpakowate. To bardzo specyficzne grzyby, ich wzrost w zaledwie parę godzin z młodego grzybka może doprowadzić do spływającej spod kapelusza czarnej mazi owocników. Wygląda wtedy jakby dosłownie się rozpływał. Zbiera się tylko młode okazy, które mają całkowicie białe owocniki. W moim małym kieszonkowym atlasie grzybów, w którym są oznaczenia gwiazdkowe według stopnia atrakcyjności i smaku, czernidłak kołpakowaty ma trzy gwiazdki, tyle samo, co borowik szlachetny. Więc moje znalezisko - a uzbierałam ich kilkanaście - jest wyjątkowe. Zabawne jest natomiast, że przeciętni tutejsi grzybiarze tego nie zbierają, nie wiedzą, jak cenny to grzyb. Podobnie jak szmaciak gałęzisty, który jest rzadszy, ale też wielokrotnie udało mi się go znaleźć, bo grzybiarze go omijają. Aczkolwiek ma tylko dwie gwiazdki, w smaku dla mnie jest niezwykle przyjemny, trochę korzenno-orzechowy. Rozmawiałam z koleżanką, która co roku chodzi na grzyby. Nigdy nie widziała czernidłaka, choć o nim słyszała. Tak samo nigdy nie znalazła szmaciaka. Czyli mam niesamowite szczęście.
Jesień zagląda do okien i widać ją na polach. Moje zajęcia gospodarskie w obejściu, na podwórzu, przy zwierzętach kończę dopiero koło dziesiątej wieczorem. Wczoraj weszłam do domu nawet później, coś koło 22:30. A w domu trzeba ogarnąć, przetwory robić. Jesienny nawał taki na wsi jest.
Ostatnio na płocie tuż za oknem przysiadł krogulec, którego zwabiły małe ptaszki kryjące się w cyprysie i dzikiej róży. Ptaszki narobiły rabanu i nie udało mu się polowanie. Odleciał. Ale sam widok, że był tak blisko zabudowań, niezwykły. No i muszę pilnować malutkich kurcząt, bo jeszcze się na nie połakomi. Pod leszczynami biegają wiewiórki. Nie wiem czy uda mi się z nimi konkurować w zbieraniu orzechów. Są sprytniejsze ode mnie.
Do piwnicy raczej nie zejdę, bo to piwnice z dykty, ażurowe ściany, więc żadna ochrona.
OdpowiedzUsuńByliśmy 3 razy w lesie, nie piszę na grzybach, bo te były przy okazji, nawet dziś. Wymienionych nie trafiłam, ale sprawdziłam w wiki, czy ten drugi nie jest trujący?
Jest wiele grzybów smacznych, pokazywano w tv śniadaniowej kiedyś, ale nie widuję ich w naszych lasach.
Zrobiłam dziś nieco musu z jabłek i śliwek na bieżący użytek.
Ładna jesień nie jest zła:-)
P.S. wpisy zaczęto aktualizować.
Nie jest trujący, tu przykład:
Usuńhttps://gotujmy.pl/szmaciak-galezisty-niezwykly-grzyb,artykuly-porady-artykul,18450.html
Zbieram go od lat, odkąd został wykreślony z listy chronionych, wcześniej nie było wolno go zrywać. Jednym okazem może się najeść cała rodzina.
Wygląda atrakcyjnie, niczym kwiat.
UsuńW naszych lasach spotykam małe grzybki, niczym miniaturowe rafy koralowe, ale nie znam, może i jadalne...
Chyba wiem, o jakie chodzi, one są dosyć pospolite, ale na nich się nie znam.
UsuńSzmaciak ma tę zaletę, że w czasie obróbki termicznej się nie zmniejsza. Bo jak robisz sos z innych grzybów, to one tracą na objętości, a ten nie, więc jeden duży wystarczy, bo go nie ubędzie.
Bardzo lubię te Twoje wpisy, bo jest w nich wszystko – trochę niepokoju o to, co dzieje się wokół, a zaraz potem zwyczajne, wiejskie życie, las, grzyby, ptaki i wiewiórki. Czytając o Twoim spotkaniu z krogulcem i o czernidłakach znalezionych niemal pod nogami, miałam wrażenie, że na chwilę sama przeniosłam się do tego lasu. 😊 Masz rzeczywiście wyjątkowe szczęście do takich niecodziennych znalezisk!
OdpowiedzUsuńA jesienny nawał pracy na wsi aż czuć w każdym zdaniu. Podziwiam, że po całym dniu przy zwierzętach i w gospodarstwie masz jeszcze siłę na przetwory i opisywanie tego wszystkiego. Życzę Ci, żeby pomiędzy tym całym zabieganiem znalazło się też trochę czasu na spokojne zachwycanie się jesienią. 🍂❤️
Dziękuję, nie staram się być mądrzejsza niż jestem, więc piszę, jak leci, co dzieje się wokół i na co natrafiam przy różnych okazjach. Czasami życie codzienne bywa ciekawsze niż wymyślone historie.
UsuńPrzetworów robię tyle, ile zdołam, też nie staram się przesadzać, bo już siły ni te, co kiedyś. Poza tym z wiekiem człowiek coraz mniej potrzebuje wszystkiego, nawet jedzenia.
Blisko był, musiało go to bardzo zaciekawić, no ale skoro polowanie się nie udało...
OdpowiedzUsuńPewnie był głodny, to szukał latającego jedzonka
UsuńZamość to takie piękne miasto. Dwa razy w nim byłam i ciągle teraz tęsknię za pięknym rynkiem z ratuszem.
OdpowiedzUsuńA jeśli chodzi o lasy to są one naszym polskim bogactwem... :-)
O tak, mamy piękne miasta i piękne lasy, po cóż wyjeżdżać gdzie indziej? Każdy urlop można zaplanować na poznawanie kolejnego nieznanego miejsca w kraju.
UsuńMieliśmy w październiku pojechać do Zamościa ale te alerty pokrzyżowały nasze plany. W ubiegłym roku będąc w skansenie w Chorzowie spotkałam grzyby, których nazwy nie znałam. Teraz już wiem, że to czernidłaki kołpakowate. Szmaciaki spotykałam ale nigdy ich nie zbierałam. Zbieram jedynie podgrzybki, borowiki, rydze, maślaczki, kurki, maślaki sitarze. Idzie jesień a Ty masz maleńkie kurczaczki? jak one przetrwają. U mnie w Małym Lasku też rosną dwie pospolite leszczyny ale nigdy nie uda nam się zebrać żadnego orzeszka. Wiewiórki są sprytniejsze.
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci pięknego, słonecznego tygodnia:)
Alarm to tylko alarm, ja niczego nie odkładam, coś tam zaplanowałam, najgorsze to dać się zastraszyć, niektórym zależy, żeby siać panikę. Zastraszanie to taktyka wroga.
UsuńKurczaczki mają 3 tygodnie. Kwoka zbierała się i zbierała całe lato, a zasiadła tak późno.
Kilkanaście lat temu miałam jeszcze późniejsze - wykluły się w listopadzie. No te to już trzymałam w piwnicy przez całą zimę prawie.
W Zamościu jeszcze mnie nie było :)
OdpowiedzUsuńMnie w większości miast też nie było :-)
Usuń