Podziwiam ludzi, którzy potrafią zrobić bilans miesiąca wyszczególniając, co zrobili, co się wydarzyło, co kupili, gdzie byli. Nie wiem, może moja pamięć jest słabsza, żeby aż tak dokładnie spojrzeć na cały miesiąc wstecz, a może za bardzo absorbują mnie różne codzienne obowiązki, żeby starać się jeszcze zapamiętywać co, kiedy, gdzie, jak. Tylko schematyczne notatki w kalendarzu przypominają mi o niektórych wydarzeniach. Z perspektywy czasu nie wydają się aż takie ważne, żeby poświęcać im uwagę czy pamięć. Życie płynie z prądem rzeki, czasami robiąc postoje w przybrzeżnych portach i za chwilę płynie dalej.
Człowiek ma zakusy zapanowania nad przemijaniem, chcąc zawrzeć życiowe obowiązki, zadania do wykonania w określonych ramach czasowych. Myśli: zrobię to i będzie spokój. Fajnie jest widzieć efekty swojej pracy, mając poczucie, że coś zostało zakończone, że jest trwałe. Tylko że większość czasu poświęcamy na czynności powtarzalne, które nie mają końca. Trzeba zrobić coś do jedzenia, trzeba posprzątać, uprać, uprasować, umyć okna, dać jeść zwierzętom, podlać kwiatki, umyć naczynia, ... A gdy się ma dom na wsi, jakiś ogród, obejście, dochodzi wiele czynności z tym związanych. Posiać, posadzić, potem całe lato dbać, pielić, podlewać, potem zbierać plony; kosić, grabić, robić przetwory, zadbać o opał na zimę, palić w centralnym na ciepłą wodę a zimą na ogrzewanie domu. W codziennej rutynie można zagubić poczucie czasu.
Z jednej strony psychologia mówi, że rutyna jest zjawiskiem potrzebnym, bo daje poczucie stabilności. Ale z drugiej grozi nudą i wypaleniem monotonią. Niby wszystko wokół się zmienia i nawet jeśli coś się powtarza (mam na myśli tę powtarzalność związaną z porami roku), to nigdy nie jest tak samo. Jednak dość łatwo przecież zauważyć to, co stanowi utarty rytm życia: wiosenne porządki, prace ogrodowe i w polu z myślą o jesiennych zbiorach, zabiegi o lepsze plony, potem ich gromadzenie, zabezpieczanie, przetwarzanie, przygotowania do zimy - te w domu i te w ogrodzie. Powtarzają się obrazy: zielone zboże na wiosnę, białe korony jabłoni w kwiatach, żółte pasy rzepaku, złote kłosy na przełomie lipca i sierpnia, jesienią pomarańczowe dynie na polach i czerwone jabłka na drzewach. Do tego jeszcze gdzieniegdzie pasące się krowy na łące - widziałam nawet je wczoraj.
O jesiennych chłodnych porankach (dzisiaj u mnie 5 stopni zaledwie) świadczą siwe smużki dymu z kominów. Rosa na trawie utrzymuje się do godzin południowych. Czas na kolejną cykliczną czynność domową: chowam letnie bluzki i sandały, wyciągam swetry, grubsze getry, szale, apaszki, berety. Wydaje się, że prąd zdarzeń będzie płynął tak bez końca, na przemian przez lato i zimę, jednak ojciec Czas potrafi zaskoczyć swoją bezkompromisową ostatecznością, gdy uświadamiamy sobie, że z nurtu rzeki ktoś zniknął. Powtarzalność i nieodwracalność są jak awers i rewers, jak światło i ciemność, jak biel i czerń: jedno nie istnieje bez drugiego.
To właśnie zawsze jest zagwozdka - czy rutyna to stabilność czy nuda...
OdpowiedzUsuńRutyna może dawać spokój, a może być groźna.
Ale w kontekście twojego tekstu powtarzalność daje spokój właśnie, niektórzy narzekają na brak wyraźnych pór roku, gdy przeprowadzają sie w ciepłe kraje, a wiosenne czy jesienne porządki w polu i zagrodzie
dają poczucie kontroli swojego życia, bo jednak większość z nas chyba nie lubi żyć w chaosie...
I tak się człowiek miota: ustalić sobie rutynę, przewidywalna, bezpieczną - czy może szukać wrażeń i iść za potrzebą zmian, nowości, odmiany... Nigdy nie wiadomo, co okaże się lepsze.
UsuńChaos się zdarza, ale na dłuższą metę jest męczący, wyczerpujący, bo cały czas trzeba mieć napiętą uwagę.
What a lovely reflection, Aurora. I especially liked the small seasonal rituals, like putting away the sandals and bringing out the scarves and berets while chimney smoke curls up on a 5-degree morning. Here in Sicily it's still so warm that the sandals are staying out, so your cool autumn mornings sound almost exotic to me.
OdpowiedzUsuń...Oh, one would like more warmth, the charms of summer, but that could also get boring too quickly. And when it's time to change into fall and winter clothes, you get the feeling that something in your life is changing too.
UsuńPiękna, nostalgiczna refleksja o czasie i przemijaniu. „Ojciec Czas” i „matka Rzeka” tworzą tu niezwykle trafną metaforę życia — płynącego swoim rytmem, pomiędzy codzienną rutyną, porami roku, pracą i chwilami zatrzymania. Szczególnie poruszyła mnie myśl o tym, że dopiero gdy ktoś znika z nurtu naszej rzeki, uświadamiamy sobie, jak bezpowrotnie płynie czas. Bardzo mądry, spokojny i prawdziwy tekst. 🍂🌿
OdpowiedzUsuńTaki dzisiaj refleksyjny nastrój... Dziękuję Ci za osobisty komentarz. Pozdrawiam!
Usuń