Tematem z wielkiej litery są ostatnie wydarzenia w szkołach. Agresja, napady, ataki z nożami, jedna ofiara śmiertelna - zginęła woźna - i kilka osób rannych. Rozrzut wydarzeń niemal na cały kraj, bo ataki uczniowskich nożowników nastąpiły w kilku szkołach, a w kilku innych zawczasu osoby planujące coś niedobrego zostały zidentyfikowane i zatrzymane. Wczoraj rzekomo miał być krwawy piątek, wszędzie posłano policyjne patrole. Zaaresztowano kilkadziesiąt osób. W Internecie można znaleźć mapkę z miejscowościami, gdzie do ataków w ostatnim tygodniu doszło i gdzie zatrzymano podejrzanych uczniów, którzy albo przyszli do szkoły z nożami, albo formułowali groźby, zapowiadając, że zamierzają coś zrobić. 13-latki, 15-latki, 17-latki, 19-latki. Ci ostatni to już mogą odpowiadać jak dorośli. Zabójstwa w miejscowości Leszczydół-Nowiny dokonał 15-latek.
Temat rzeka. Nie da się go ująć w kilku zdaniach na blogu. W dodatku, co osoba, to inne zdanie. Psychologowie swoje, prawnicy swoje, policja swoje, pedagodzy swoje, rodzice swoje... Nie będę wchodzić w kompetencje każdej z tych grup i polemizować, bo zwyczajnie mi się nie chce, a poza tym nie ma to sensu. Bo można mieć jakieś tam zdanie na temat tych wydarzeń, wiele osób wypowiada się sensownie, a rzecz rozbija się o to, że wymienione wyżej środowiska diagnozują sytuację od strony objawów: zdarzyło się i co z tym zrobić. Jak w przypadku przeziębienia: leczenie objawowe. Nie ma innego.
Będą się mnożyć teraz psychologiczne i prawnicze teorie, wyjaśnienia, koncepcje przeciwdziałania, zapobiegania, patrole policyjne, pogadanki w szkołach... Cała para w gwizdek. Naprawdę wkurza mnie to, że gdy w przeszłości i nawet całkiem niedawno miały miejsce tragiczne wydarzenia, jak to gdy 12-latka zamordowała 11-letnią koleżankę ze szkoły, organizowano tak zwane marsze milczenia. Skąd się ten poroniony pomysł wziął, nie pamiętam, ale od lat te marsz milczenia podnoszą mi ciśnienie. Dlaczego? Bo w takich przypadkach nie należy milczeć, ale właśnie krzyczeć. Zdarzyła się tragedia, absurdalny atak, śmierć, która wymyka się myśleniu i marsz milczenia dla uczczenia ofiary? To milczeniem mamy zwalczać przemoc? Już w samym założeniu jest to tak absurdalne, że dziwię się, że ludzie wierzą, że to coś da. Uważam przeciwnie: należy krzyczeć, nagłaśniać, protestować... a nie w milczeniu maszerować i dumać sobie o złym świecie.
Współczesne piękne teorie wychowawcze i może nawet szerzej, zasady życia społecznego wyrugowały jedną elementarną rzecz: kształtowanie charakteru. Te wszystkie zasady od nawoływania do reagowania na przejawy przemocy po oddawanie butelek na kaucję to są tylko nawyki. System nawykowego zachowania premiowanego w różny sposób. Zachęcanie młodzieży do wolontariatu w zamian za lepszą ocenę ze sprawowania, za jakieś profity, za dyplom na koniec roku, zachęcanie obywateli do segregowania śmieci w zamian za niższy koszt za odbiór śmieci - przecież o jest to samo, tylko w inne skali, a cel ten sam: wdrażanie nawyków. Ale to nie jest budowanie, kształtowanie charakteru! Nie oszukujmy się. W dzisiejszym systemie wartości społecznych nie ma czegoś takiego jak charakter.
Mieć ukształtowany charakter to nie to, co popularnie prymitywnie się rozróżnia jako bycie cholerykiem, sangwinikiem, flegmatykiem i tak dalej, czym wielu ludzi usprawiedliwia się, że tacy już są, bo się tacy urodzili. Bzdura. Charakter to stabilny i spójny system przekonań i wyznawanych wartości. Na przykład nigdy nie zgadzałam się z potocznym powiedzeniem, że okazja czyni złodzieja. Kolejna bzdura. Bo gdy ktoś ma ukształtowany charakter, w którym mieści się zasada poszanowania cudzej własności nigdy nie weźmie tego, co do niego nie należy nawet, gdyby leżało za progiem domu. Najpierw będzie szukał właściciela. Ci, którzy wykorzystują okazje i wezmą nie swoją rzecz, to dla mnie właśnie ludzie bez charakteru.
I tak samo widzę sprawę z tak zwanym hejtem w Internecie. Ludzie mający stabilny charakter, ukształtowany na wartościach, nie będą pisali hejterskich komentarzy. Właśnie dlatego, że ten charakter mają: stabilny i spójny system wartości. Zamiast mnożyć etaty psychologów w szkołach i nasyłać patrole, wypadałoby wrócić do podstaw, czyli kształtowania w dzieciach od najmłodszych lat właściwego charakteru, jako życiowej postawy. Tego dzisiaj nie ma nigdzie, ani w rodzinach, ani w szkołach, ani w szeroko pojętym życiu społecznym. Bo nie służy temu zlikwidowanie prac domowych, które poza aspektem edukacyjnym kształtowały też systematyczność i odpowiedzialność za swoje wyniki, nie służy temu powiadamianie rodziców przez dziennik elektroniczny co dziecko ma przynieść do szkoły, np. że ma przynieść na plastykę jaki karton, nożyczki czy coś tam jeszcze, bo to zdejmuje odpowiedzialność z dziecka za to, żeby pamiętało, co ono ma mieć w szkole i co ono samo ma spakować do plecaka. W ogóle gdy czytam dzisiaj, jak to mamy pilnują, żeby spakować dziecku plecak do szkoły, jestem przerażona skalą niesamodzielności dzisiejszych dzieci. Od pierwszej klasy podstawówki sama pakowałam swój plecak, to nie jest zadanie rodziców. Jak zapomniałam wziąć stroju na w-f czy bloku rysunkowego na plastykę, czy czegoś tam jeszcze, to trudno, ponosiłam konsekwencje, ale to był mój błąd, a nie że matka na telefon urywa się z pracy i dowozi dziecku, bo coś zapomniało i wpada w histerię.
Nie ma dzisiaj nauki odpowiedzialności za własne czyny. No nie wiem, jaka to krzywda by się działa i jakie prawo zostałoby pogwałcone, gdyby po pomazaniu szkolnej ławki uczeń sam tę ławkę musiał umyć. Ale nie, robi się pogadanki, spotkania z psychologiem, a ławkę myje sprzątaczka. I jak to dziecko ma się nauczyć odpowiedzialności za swoje czyny? W pewnej szkole jeden uczeń drugiemu rozkręcił jakieś śrubki w rowerze. Wezwano rodziców, psychologa, pedagoga, chyba nawet policjanta. Afera trwała przez dwa tygodnie. Kurde! Wystarczyło kazać mu skręcić to z powrotem i tyle. Zajęłoby to mu czasu więcej niż rozkręcanie, ale nauczyłoby odpowiedzialności: zniszczyłeś - napraw.
W przypadku hejtu między dziećmi, w razie wykrycia autora, kazałabym takiej osobie tyle razy napisać przeprosiny i miły pochwalny komentarz, ile razy napisała wcześniej hejterski wpis. Rozesłał ktoś 50 brzydkich wpisów na czyjś temat, niech tyle samo razy wyśle przeprosiny i do tych samych adresatów. Oczywiście inaczej należy traktować wpisy wzywające do przemocy, ale nikt od razu takich nie formułuje. Zaczyna się w młodszym wieku od takich najpierw prześmiewczych hasełek i od tego trzeba zacząć, a nie reagować dopiero, gdy coś się wydarzy. Wtedy jest już za późno.
Jak wspomniałam, to jest Temat teraz już z wielkiej litery, nie da się go podsumować w kilku akapitach. Wszelkie dyskusje zaś uważam za spóźnione o parę lat. Nic nie dadzą lamenty, to tylko na prywatny użytek sobie można w domu pobiadolić.
Na koniec inny temat. Ważny i również od lat znany, ale cóż, wciąż niewiele w jego zakresie się dzieje. Przeczytałam, że wykluczenie komunikacyjne dotyczy od 10 do 14 milionów osób. I nie chodzi o dzieci, tylko osoby dorosłe, w związku z tym są to potencjalni wyborcy. Ciekawa jestem, która partia wreszcie zechce zająć się tą sprawą, zaproponuje rozwiązanie, zyskując tym samym potencjalnych kilka milionów głosów. Na razie nie widzę takiej odważnej.
I ciekawostka. Królowa Tajlandii Suthida została pilotem myśliwca Gripen. Królowa przeszła odpowiednie szkolenie, ma też licencję na pilotowanie samolotów pasażerskich Boeing 737 - 400 i 737 - 800. Latała na nich jako drugi pilot w czasie delegacji rządowych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz