Czy oni zawsze muszą taki kabaret urządzać w okolicach świąt, gdy człowiek ma co innego na głowie niż śledzić pseudoartystyczne popisy? W 2018 roku 27 grudnia Joanna Mucha (ówczesna pani poseł PO) na mównicy sejmowej parodiując znaną piosenkę śpiewała "Nie pucz, kiedy odjadę", a teraz Anna Krupka (posłanka PiS) przerabia zwrotkę hymnu dodając o Nawrockiem, który "dla Ojczyzny ratowania/ wrócił z Senegalu".
To zakrawa na celowe działanie, że protesty, okupacje mównicy sejmowej, kordony policyjne, zbiorowe przeciąganie liny odbywa się w takich newralgicznych dniach roku. Owszem, tak, od dziesięcioleci, ba! od stuleci w polskiej tradycji satyra i kabaret miały wzięcie, ale zabierali się do nich prawdziwi artyści, a nie politycy. Dzisiaj zawodowi kabareciarze nie mają co robić, bo skecze odgrywane na scenie politycznej są o wiele śmieszniejsze niż literacka fantazja.
Przegapiłam początek obecnej afery, bo przygotowywałam się do listopadowych świąt, a tu takie powstało zamieszanie, że niektórzy wieszczą kryzys na wiele tygodni. Najciekawsze, że czytam opinie prawników, a co kolejny to podaje inną interpretację. Kto działał legalnie, kto nielegalnie, kto miał prawo, a kto nie miał i które decyzje mają moc sprawczą. Gdyby tak zebrać wszystkie te opinie, wyszłoby, że w zasadzie nie wiadomo. Prawo nie przewidziało zaistnienia takiej sytuacji. Nie ma odpowiednich paragrafów. Bo jak zwykle, życie okazało się bardziej skomplikowane.
Nie wnikam w fakt, że w większości ludzie mają jakiś określony pogląd na sprawę. Ale, po pierwsze, są to opinie subiektywne i często bardziej podyktowane emocjami i przychylnością wobec jednej lub drugiej strony politycznej. Po drugie, są one formułowane na podstawie doniesień i relacji medialnych, które nigdy nie są pełne, zawsze w jakiś sposób wybiórcze i okrojone. Po trzecie, cholera wie, o czym oni tam rozmawiali za zamkniętymi drzwiami, bo to, co się pojawia w czasie oficjalnej konferencji czy wygłaszanych oświadczeń, jest przykrojoną na potrzeby polityki (czytaj: planów utrzymania lub odzyskania władzy; patrz: Machiavelli) agitacją.
Mnie interesuje aspekt prawny, który, jak się okazuje, wcale nie jest jednoznaczny i tak zagmatwany, skoro sami prawnicy mają z nim problem. I w związku z tym powstaje pytanie: czy to prawo jest do bani, skoro nie pozwala na jednoznaczne oceny, tylko przerzucają się interpretacjami? A skoro i tak wszystko ostatecznie sprowadza się do interpretacji, to po jakiego grzyba tworzyć takie prawo? Może wystarczy zwyczajnie za każdym razem przegłosować to, co mamy do ustalenia, tak jak obecni sędziowie TK przegłosowali, że jest ich wystarczająco do utworzenia kworum i podjęcia uchwał.
A wracając do początku, czyli zawieszenia Święczkowskiego w czynnościach służbowych jako prezesa i sędziego TK:
Konstytucjonalista Mateusz Radajewski: "Konstrukcja prawna przyjęta przez Korwin-Piotrowską nie znajduje uzasadnienia w obowiązujących przepisach. [...] Art 130 § 2 p.u.s.p. przewiduje możliwość zarządzenia przerwy w czynnościach służbowych prezesa sądu wyłącznie przez ministra sprawiedliwości."
Marcin Matczak, prawnik, prof. nauk społecznych w zakresie nauk prawnych: "Kiedy ludzie widzą policję, oddziały policji uzbrojone pod Trybunałem Konstytucyjnym, który ma być świątynią prawa, a staja się miejscem, w którym tak naprawdę widać oddziały siłowe, to znaczy, że sprawy poszły bardzo, bardzo nie tak".
Jerzy Stępień, były sędzia Trybunału Konstytucyjnego i jego prezes w latach 2006 -2008: "Nie było innego wyjścia niż to działanie, na które zdecydowała się sędzia Anna Korwin-Piotrowska. Innego rozwiązania nie było".
Dariusz Zawistowski, przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa: "Sposób funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego powinien być rozstrzygany wyłącznie przez samych sędziów Trybunału."
.... i mnóstwo innych opinii. Moim zdaniem powinni się oni wszyscy zebrać razem i sprawę rozwiązać.
W tym sęk i tez mi to przeszkadza, że nie ma jednolitej wykładni.
OdpowiedzUsuńCodzienne przedstawiane są inne opinie i każdy twierdzi co innego.
Pewnym jest jedynie, Ze trybunał nie działa, że został upolityczniony, a coś z tym fantem zrobić trzeba. Na pewno środowisko sędziów jako trzecia władza zrobi to najlepiej i wara politykom od mieszania w tym temacie.
Trudno będzie, bo prezydent nie ma ani szacunku dla sędziów, ani dla wyborców, chciałby ustroju prezydenckiego i władzy absolutnej.
Jednakowej obowiązującej wykładni zapewne nigdy nie będzie, to wielki mankament prawa w ogóle, że im bardziej skomplikowane paragrafy, tym więcej kruczków prawnych, wybiegów i niejasności. Stąd każda strona może powołać się na taka wykładnię, która jej odpowiada.
UsuńGdy patrzę na obsadzanie stanowisk nie tylko w gremiach sądownictwa, ale choćby w spółkach i instytucjach państwowych, wszędzie widać klucz partyjny w zależności od opcji politycznej, która aktualnie sprawuje władzę. Sprawdza się stara maksyma, że ktokolwiek sprawuje władzę, zawsze będzie dążył do jej utrzymania, więc to nie jest akurat przywara jednej strony.