Bez względu na znaczenie są słowa, które ładnie razem brzmią i są takie, które się gryzą. Szczególnie widoczne, a właściwie słyszalne, jest to w odniesieniu do imion i nazwisk. Abstrahując od faktu, że nazwisko i imię otrzymujemy bez naszej pierwotnej decyzji (choć ostatecznie prawo pozwala na zmianę, gdy tego zechcemy), nie da się ukryć, że imię może ładnie współbrzmieć z nazwiskiem, a czasem jest tak niedobrane, że wypada się zastanowić, czym kierowali się rodzice nadając dziecku niepasujące imię. Nie chodzi tutaj o jakieś wyśmiewanie, jest mi naprawdę obojętne, kto nosi jakie imię. Ale ucho słyszy melodię języka, melodię dźwięków nawet wtedy, gdy słowa nie mają znaczenia.
Od zawsze odbieram imiona i nazwiska słuchowo. Pewne ich połączenia mają cudowną dla ucha melodię. Mają dźwięczność, która nie zgrzyta, nie rani, tylko pieści. Rzecz tak samo dotyczy prawdziwych imion i nazwisk, jak i pseudonimów. Bez różnicy. Chodzi tylko o sam dźwięk, który tworzy przyjemną melodię lub przeciwnie, wywołuje przykry dla ucha dysonans. Czasami słysząc czyjeś imię i nazwisko zastanawiam się, czy nikt nie sprawdził wcześniej, jak to będzie brzmiało, jak to zadźwięczy w wymowie?
Nie wierzę w to, że imię oddaje charakter człowieka, bo to by przeczyło obserwacji, że ludzie o tym samym imieniu potrafią być skrajnie różni. Nie oceniam człowieka przez pryzmat imienia i nazwiska, bo są one nam dane odgórnie. W gruncie rzeczy nasze imię i nazwisko dla nas samych jest dziełem przypadku. Nazwisko może być bardzo stare, używane od stuleci, z głęboką tradycją. Nasze imię bywa natomiast efektem upodobań rodziców, ich preferencji osobistych lub także tradycji rodzinnej. Czasem inspiracją nadania dziecku imienia bywa film lub książka. Nie wnikam w te zagadnienia i nie one są tematem mojego wpisu.
Każde imię ma swoje brzmienie i w połączeniu z nazwiskiem albo tworzy harmonię, albo zgrzyt. Mogą być mniej lub bardziej przyjemne, mniej lub bardziej melodyjne, mniej lub bardziej harmonijne. Mam swoje ulubione takie połączenia - prawdziwych osób; czasami to pseudonimy, a czasami są to imiona i nazwiska bohaterów fikcyjnych. Łączy je to, że ich brzmienie zdecydowanie działa na plus, gdy chce się je zapamiętać. Pamięć słuchowa jest pierwszą pamięcią dziecka, bo zanim wyostrzy mu się wzrok, żeby rozpoznawać twarze najbliższych, najpierw oswaja się z dźwiękiem matczynej mowy. W dorosłym życiu zdarza się, że spotykając kogoś po wielu latach, nie od razu rozpoznamy zmienioną twarz, ale wcześniej rozpoznamy głos. Dlatego lubię przysłuchiwać się melodii imion i nazwisk, zwłaszcza gdy do siebie dźwiękowo pasują.
Pełna lista byłaby długa, więc tylko część moich ulubionych. Z premedytacją pomijam imiona i nazwiska postaci polskich, żeby naprawdę abstrahować od tego, kim były lub są i nie wdawać się w dyskusję o osobach, a nie o dźwiękach.
Kolejność przypadkowa:
Wiktor Winogradow
Armand Assante
Carmen Electra
Mischa Maisky
Sonia Braga
Adrian Ardevol
Agatha Christie
Edmund Dantes
Ligia Kallina
Yves Montand
Charles Aznavour
... i wiele wiele innych.
Wiem, o co chodzi! Mam tak samo! Sonia Braga, Agatha Christie! To BRZMI 😊
OdpowiedzUsuńO, to się bardzo cieszę, że nie jestem z tym dziwactwem sama. Racja, to ma brzmienie :-)
UsuńNo właśnie, nie chodzi o wyśmiewanie, ale nasze własne odczucia.
OdpowiedzUsuńPraca w szkol powoduje, ze masz przegląd przez setki imion i nazwisk, a niektórzy rodzice , chyba pod wpływem wymyślali swoim dzieciom imiona. A wiadomo, rówieśnicy bywają okrutni.
Takie np. Dawian, Barnaba, Blandyna itd.
Czasami imię bardzo nie pasuje lub nazwisko, np. Gracja Malinowska, Julienne Kowalska, Grzymysław Cebula...
Z moich ulubionych?
Mireille Mathieu
Claudia Cardinale
Edith Piaf
Paul Belmondo
Te także mają ładną dźwięczność, CC i MM mam też na swojej liście ulubionych. Belmondo brzmi nawet bez imienia :-))
UsuńW pracy spotkałam kiedyś kobietę o imieniu Carmen, ale nazwisko tak niepasujące, że nigdy nie mogłam zrozumieć, co w głowie mieli rodzice.
O tak, rodzice naprawdę potrafią zrobić dziecku krzywdę, łącząc zupełnie niepasujące imię z nazwiskiem. Znam parę takich przypadków osobiście, ale zachowam je dla siebie ponieważ nie lubię osobistych wycieczek. Podoba mi się natomiast brzmienie mojego imienia i nazwiska, chociaż nie jest szczególnie melodyjne;-) Dobrze też, że pominęłaś polskie podwórko, bo dyskusja mogłaby zejść na jakieś polityczno-celebryckie tory, a przecież nie o to Ci chodzi w tym wpisie. Mnie samej podoba się zestawienie Carlo Collodi, bo moje ucho kocha taką aliterację. A także Marlon Brando, Liv Ullmann, Orson Welles, Nina Simone... I o ile ładniej brzmi Charles Aznavour niż Szahnur Waghinak Aznawurian;-)
OdpowiedzUsuńO wiele ładniej i dlatego czasami potrzebne są artystyczne pseudonimy.
UsuńJak wynika z podanych przykładów, także tych w komentarzach, w dźwięcznych zestawieniach aliteracje odgrywają dużą rolę, niemniej znam osobiście taką, w której za sprawą imienia powstała sekwencja powtórzeń spółgłoskowych sprawiająca trudności artykulacyjne. Chyba rodzice nie przećwiczyli wymowy tej konstrukcji, gdy wybierali imię.
Myślę, ze rodzice nadając imię swojemu dziecku kierują się miłością, czy aby na pewno? skoro nadali mu zbyt ekscentryczne! Widzimy co dzieje się teraz w szkołach. Koledzy potrafią być bezwzględni. Nietypowe imię staje się najprostszym powodem do drwin, wyśmiewania i wykluczenia w szkole. Cieszę się, ze rodzice nadali mi imię Łucja Maria.
OdpowiedzUsuńŚciskam mocno i serdecznie pozdrawiam:)
Nie chodzi tylko o imiona ekscentryczne, one nie byłyby złe, gdyby pasowały dźwięcznością do nazwiska.
UsuńŁucja Maria to ładne i dźwięczne połączenie. Nie wiedziałam, że to Twoje prawdziwe imiona, sądziłam, że takie tylko przybrałaś sobie na potrzeby bloga.
Z tym odbieraniem imion i nazwisk przede wszystkim słuchowo mam podobnie. Niektóre zestawienia rzeczywiście mają w sobie coś, co od razu wpada w ucho i łatwo zostaje w pamięci. Z podanych przez Ciebie przykładów szczególnie podoba mi się Armand Assante – samo brzmienie tego nazwiska ma charakter. Ciekawe, że tak zwyczajna rzecz jak połączenie dwóch słów potrafi mieć własną „melodię”.
OdpowiedzUsuńO, świetnie, to jest nas więcej. Armand Assante brzmi naprawdę wspaniale. Dlatego od au go zapamiętałam wiele lat temu, gdy po raz pierwszy natrafiłam na to nazwisko.
UsuńKażdy język ma swoją melodię, więc i połączenia słów tworzą określone melodie, takie falowanie dźwięków. W tym jest źródło takich starych dowcipów, np. jak nazywa się japoński konstruktor roweru? Sama Rama.
Bardzo ciekawe spojrzenie. Nigdy wcześniej nie myślałam o imionach i nazwiskach właśnie pod kątem ich brzmienia, a rzeczywiście są takie zestawienia, które aż przyjemnie się wypowiada, i takie, które brzmią zaskakująco ciężko
OdpowiedzUsuńOtaczają nas różne dźwięki, czasami wydają się tak oczywiste i powszechne, że nie zwracamy na nie uwagi. Nieraz wystarczy chwila większej wagi, aby usłyszeć to, co zawsze było obok, ale ignorowane. Dźwięki języka zwróciły moją uwagę jeszcze w dzieciństwie i pewnie tak mi zostało ;-)
UsuńWłaśnie imie i nazwisko jest nam darowane. Ja znalazłem na to patent. Ogólnie wielu ludzi używa pseudonimów, a ja określiłem moją osobą prostą liczbą.
OdpowiedzUsuńSłowa mają różne charaktery i są różnice spore, gdy porównywamy te same terminy zagranicznych języków.
Liczby wymawiane na głos też mają określone brzmienie. Nie sprawdzałam, ale wydaje mi się, że niektóre mogą mieć ładne brzmienie, ładną harmonię, a inne gorsze, bardziej siermiężne.
UsuńRóżnice między językami sprawiają, że mają tak odrębne melodie.
LIczby są również ciekawe jako symbol. Prawie na całym świecie posługują się tymi samymi. Na mnie to działa na wyobraźnie, bo ten wymyślony symbol danego numeru to pewien pomysł. Pomysł sprzed tysięcy lat, który się przyjął do dziś.
UsuńSymboliczne znaczenie przypisywano im już w starożytności i wiele z tych znaczeń jakoś funkcjonuje do dziś, np. szczęśliwa siódemka itp. Ale liczby jako takie miały w historii też negatywne konotacje, jak numery więźniów w Oświęcimiu i innych obozach.
Usuń