odklejenie

      Czytam sensacyjne - według niektórych - doniesienia ze świata bliższej i dalszej polityki. Zanim przejdę do sedna zaznaczę, że emocjonalną ocenę osób i wydarzeń uważam za postawę bezsensowną. Poza tym mam świadomość, że w wielu sprawach wiem tylko tyle, ile napisały media, a często są to informacje cząstkowe i wybiórcze. Wypowiedzi polityków zaś ze swej istoty zawsze są jakoś nacechowane i skażone subiektywizmem, więc tym bardziej nie można ich traktować jako obiektywnych diagnoz. Śledząc zaś to, co zostaje nam ujawnione czy to przez samych "aktorów" sceny politycznej, czy przez dziennikarzy tej czy innej platformy informacyjnej, widzimy jakiś wycinek rzeczywistości, której całości zapewne nigdy nie będzie nam dane poznać. 

     I co z tego wynika? Ano to, że ocena rzeczywistości widzianej z górnych pięter polityki i z parteru zwykłych ludzi bywa skrajnie odmienna. Wczorajsze zwycięstwo AfD (Alternatywa dla Niemiec) w Saksonii, a zwłaszcza komentarze do tego wydarzenia na różnych portalach informacyjnych tego dowodzą. Przeważnie histeryczne reakcje oficjalnych władz politycznych w samych Niemczech, ale i w innych krajach Europy, świadczą o wielkim oburzeniu i zdziwieniu. Ja też się dziwię, ale tym reakcjom. Dlaczego? Dlatego, że świadczą one o odklejeniu szermierzy górnolotnych idei od codzienności przeciętnych obywateli, ich marzeń, aspiracji i uciążliwości codziennego życia. Większość z nich nie zastanawia się, jak nieraz wydumane przepisy wprowadzane odgórnie zza biurka, utrudniają życie.  Przede wszystkim ci piastujący stanowiska polityczne w krajach Europy oraz w całej Unii Europejskiej żyją w jakiejś bańce idealnych rozwiązań, które co rusz serwują obywatelom zmęczonym już ponad miarę kolejnymi udoskonaleniami, przepisami prawnymi, za którymi od dawna nikt nie nadąża. Dochodzą do tego różnego rodzaju napięcia społeczne, kryzysy, konflikty, które wysoko postawieni urzędnicy z uporem maniaka marginalizują, a to one są i będą najważniejsze w momencie podejmowania decyzji o oddaniu głosu wyborczego. 

       Mam wrażenie, że kiedy proeuropejskie partie i stronnictwa ogłaszają swoje idealistyczne programy naprawy świata, kierują się globalnymi statystykami, natomiast przeciętny wyborca idzie do urny z własnym indywidualnym doświadczeniem, własną indywidualną historią, własnym zmęczeniem całym tym przerostem paragrafów i niezrozumiałych wymogów nad codziennym życiem. Mnie zwycięstwo AfD wcale nie dziwi. A mówienie, że "tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z triumfu  AfD" (Donald Tusk) jest przykładem takiej właśnie pogardy władzy, która sama sobie kopie grób w następnych wyborach.  

      Poza tym, cóż, zasady demokracji są jasne: każdy głos liczy się tak samo. I teraz jeśli ta część, która zagłosowała tak, jak zagłosowała (co dotyczy też wyborów w Polsce), jest traktowana jak pariasi, jak durnowata masa i obywatele nie drugiej, ale wręcz trzeciej kategorii, to czego te elity się spodziewają? Że takim językiem kogokolwiek przekonają? Przepraszam, ale gdy ktoś by mnie na wejściu nazwał idiotką, to pokazuję mu drzwi. 

        Nie mam tyle odwagi, aby komukolwiek powiedzieć, że jest idiotą, bo głosuje inaczej niż ja. Bo, jak napisałam wyżej, za tymi glosami stoją indywidualne historie, marzenia, aspiracje, doświadczenia, których statystyki nie ujmują, a szczytne idee nie uznają za istotne. Dla zwykłych ludzi liczy się konkret. Sama też nie lubię teoretyzować, więc przejdę do konkretnych przykładów.

Przykład 1.

Znajomy pracował jako spawacz w fabryce należącej do austriackiego właściciela. Tutaj, w Polsce. Spawaczy akurat potrzeba, więc z zatrudnieniem nie miał żadnych problemów. Po wybuchu wojny w Ukrainie część przybyłych uciekinierów znalazła w tej fabryce zatrudnienie. I w porządku, skoro byli fachowcami, znaleźli tutaj jakieś miejsce zaczepienia, pracę, dom. Ale co się okazało? Ukraińcy dostawali wypłatę w euro, która była wyższa niż pensje Polaków wypłacane w złotówkach. To nie było fajne, ludziom się nie podobało, zaczęli odchodzić. Mój znajomy po prostu zwolnił się z tego zakładu, a jako spawacz  bez problemu znalazł zatrudnienie gdzie indziej, z wyższą pensją, gdzie wszystkich pracowników traktuje się jednakowo według jasnych kryteriów.

Przykład 2.

Para emerytów budowała dom. Długo to trwało, bo żyją tylko z tej emerytury, dzieci nie mają. Odziedziczyli działkę poza miastem i na stare lata postanowili przenieść się w spokojne miejsce. Budowa trwała kilka lat, własnymi siłami, na ile kolejne odkładane kwoty pozwalały. I kiedy już wszystko było gotowe, weszły nowe wymogi odnośnie pieców i inspektorat nadzoru budowlanego nie wydał zgody na użytkowanie. Para ta do dziś nie przeprowadziła się do swojego domu, bo muszą zebrać pieniądze na nowy piec. 

Przykład 3.

Aby dostać unijne dopłaty w rolnictwie, trzeba spełnić wiele wymogów. Nawet wszystkich nie znam, bo sama w tym nie siedzę. Ale np. taki obornik po wywiezieniu  i rozrzuceniu na polu należy w ciągu 12. godzin zaorać i zdjęcie wysłać gdzieś tam. Czyli, np. gdy rolnik wywiezie obornik wieczorem koło 17:00 czy18:00, bo w dzień ma inną robotę, to z zegarkiem w ręce musi zdążyć zaorać następnego dnia o piątej lub szóstej  rano zanim minie te 12 godzin. Zgłoszenie do Powiatowego Inspektoratu Weterynaryjnego jakiejkolwiek hodowli: bydła, trzody, pszczół wymaga podania lokalizacji geograficznej, długości i szerokości geograficznej. Nie, nie wystarczy podać, że np. obora znajduje się pod takim a takim adresem, nie wystarczy podać numeru działki. Trzeba podać współrzędne GPS. Tutaj akurat sama miałam do czynienia z takim absurdem, bo zgłaszałam swoje ule z pszczołami. A ule nie stoją w kupie, tylko w różnych miejscach na działce  - to jak - pytam - w Inspektoracie - dla każdego ula mam podać współrzędne GPS? A jak ktoś ma pasiekę wędrowną, powiedzmy na miesiąc wywiezie gdzieś w pole na konkretne uprawy rzepaku, potem gryki, a jeszcze później do lasu na miód wrzosowy,  to ma za każdym razem zgłaszać? A każde zgłoszenie - 10 zł opłaty w Urzędzie Miasta. No super po prostu.

Przykład 4.

Osoba bezrobotna, kobieta w trudnej sytuacji życiowej, po kilku latach oczekiwania dostała przydział na mieszkanie socjalne z zasobów miasta. Po jakimś czasie jej mama ciężko zachorowała i wymagała stałej opieki. Po spełnieniu wszystkich wymogów córka otrzymała stały zasiłek pielęgnacyjny w związku ze sprawowaniem opieki nad niepełnosprawną matką. I wtedy dostała wymówienie mieszkania socjalnego, ponieważ zasiłek jest jej dochodem, więc straciła status osoby bezrobotnej nie mającej dochodów. Jak ocenić tę sytuację w zestawieniu z pewną panią wicedyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Piasecznie, która mimo rocznego dochodu 300 tysięcy zł. zajmuje lokal komunalny? Albo w porównaniu z zajmowanym przez posłankę lokalem komunalnym w Krościenku.

        Ciąg dalszy owego mieszkania komunalnego, z którego wyeksmitowano bezrobotną z ciężko chorą matką jest taki, że otrzymała je osoba z Ukrainy, która pracuje, ma normalne pobory w wysokości średniej krajowej. 

         Zagadka, chociaż nie nazbyt trudna: na kogo zagłosują ludzie z doświadczeniem takim, jak w opisanych przykładach? A wracając do pierwszego wątku wygranej AfD, Hitler też zdobył władzę legalnie, w wyniku wyborów. Obiecywał ludziom spełnienie marzeń o Wielkiej Rzeszy. Czy poza wyśrubowanymi zakazami, nakazami, absurdalnymi wymogami i rosnącymi karami współcześni decydenci potrafią zapewnić choćby w minimalnym stopniu więcej spokoju i normalności? 

      Nie zaorzesz na czas obornika na polu - kara, nie zdążysz wymienić pieca na czas - kara, nie zgłosisz na czas hodowli - kara, wrzucisz w pośpiechu wytłoczki po jajkach nie do tego pojemnika - kara (moja znajoma z Podkarpacia dostała karę za to, że w jej pojemniku na odpady zmieszane znaleźli wytłoczki po jajkach, a powinny być w pojemniku na papier), spalisz gałęzie na działce - kara... I tak robi się z obywateli przestępców. 

17 komentarzy:

  1. Zgadzam się z Tobą. W polskim prawie nie brakuje przepisów, które są absurdalne, przestarzałe lub po prostu komiczne.
    A co się tyczy Saksonii, to przed 1990 rokiem była landem wyjątkowo komunistycznym. Jednak region z czasem stał się bastionem nowej prawicy. Czy AfD jest " taka cacy"? owszem, popiera nas w pewnych sprawach ale też zarzuca nam m.in. wypędzenie Niemców i "kradzież ziem". Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym rzecz, że programy partyjne są odpowiedzią na oczekiwania tylko pewnej części obywateli. Dlatego walka wyborcza jest tak ostra, bo każdy chce zdobyć tę większość. Tylko nie zdobędzie się jej marginalizując zwykłe codzienne ludzkie potrzeby.

      Usuń
  2. Idiotą nikogo bym nie nazwała, ale zapytałabym, czy nie wstydzi się po czasie, że zagłosował na danego posła, posłankę? Bo jednak kandydat powinien sobą cos reprezentować, a chyba w kampanii można się zorientować.
    Wybory w Niemczech mnie w ogóle nie interesują, póki nie zwycięża podobne do naszych neofaszystowskie frakcje.
    Przykłady, jakie podajesz są absurdalne, ale zdarzają się od dawna, w każdej opcji politycznej, co dowodzi, że nasi politycy zajmują się sprawami, które dla zwykłych śmiertelników maja drugorzędne znaczenie.
    Mnie od lat zastanawia, czy znajdzie sie w końcu ktoś, kto zreformuje służbę zdrowia, nieważne jakim kosztem dla naszej kieszeni, bo i tak za wszystko płacę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to chodzi, ze politycy zajmują się wydumanymi regulacjami odklejonymi od codziennych potrzeb, a to, co im się urodzi, przekłada się często na utrudnienia w codziennej egzystencji absurdalnymi przepisami. Z tym że te nowinki rejestracyjne, kontrola hodowli, regulacje obornikowe to jednak pokłosie polityki unijnej, więc naprawdę nie dziwię się nastrojom wśród rolników.
      Do reformy służby zdrowia nie ma odważnego po żadnej stronie. Za duże ryzyko.

      Usuń
    2. A odnośnie wstydu, może wypadałoby zacząć od przepytania niektórych posłów czy nie wstydzą się swoich zachowań i słów? Bo o ile przeciętny wyborca może nie mieć wyboru, może się mylić, może nie znać całego programu, to poseł jeden z drugim cynicznie wykorzystuje swoje możliwości dojenia państwa (naciągane kilometrówki, wycieczki samolotami zwane delegacjami, zwykłe karierowiczostwo, przepisywanie majątku na dalszych krewnych, żeby nie ujawniać dochodów itp.) - to jest zwykłe cwaniactwo. Więc ja bym zaczęła od rozliczania posłów. Na przykład nie rozumiem, dlaczego posłowie maja te nieszczęsne dotacje do kilometrówek, skoro maja już dietę poselską. W ramach diety powinni dojeżdżać do pracy jak każdy obywatel.

      Usuń
    3. Jestem za! rozliczać nie tylko z kilometrówek, także z pracy w sejmie. Oglądam czasami urywki z obrad, puste fotele, wychodzący ostentacyjnie posłowie, diety, biura poselskie itd.
      Nam w pracy nikt kawy, owoców i ciastek nie fundował, wręcz przeciwnie, nawet długopis musiałam sobie kupić.

      Usuń
    4. No właśnie, i znowu pytanie podobne jak w kwestii służby zdrowia: kto znajdzie się odważny, żeby to rozpasanie ukrócić? Bo co z tego, że rozliczając jednych, wywinduje się na funkcje posłów innych równie nienażartych i cwaniacko zachłannych?

      Usuń
  3. Przecież to wszystko jest dla naszego dobra ;-) A to, że to rzekome dobro zamienia się w biurokratyczny absurd, mandaty i poczucie, że przeciętny obywatel stał się wrogiem systemu, bo zapomniano w tym wszystkim o najważniejszym ogniwie, czyli o człowieku, jest nieważne. Kiedy więc codzienność zaczyna polegać na unikaniu kolejnych kar i spełnianiu nierealnych norm, trudno się dziwić, że ludzie szukają przy urnach radykalnej alternatywy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, dlatego wcale mnie to nie dziwi, natomiast dziwię się, że jacyś politykierzy tego nie rozumieją i nagle wszczynają larum.

      Usuń
  4. Politycy, a i większość dziennikarzy, nie pokazuje nam rzeczywistości, tylko swoją wersję wydarzeń.
    Na wybory więcej nie pójdę.
    Często palę w tym roku gałęzie... Kara? Niech mnie w dupę pocałują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój znajomy zapłacił karę za palenie. Zależy też jakich masz sąsiadów, czy w swojej nadgorliwości nie doniosą na Ciebie. Moja koleżanka próbowała kilka patyków spalić, to zaraz ktoś z sąsiadów podniósł krzyk, telefon i przyjechała policja i straż pożarna.

      Usuń
    2. To aż tak mnie nie dziwi, bywają ludzie, którzy dla tradycji wypalania traw, gotowi pół wsi i las podpalić.

      Usuń
    3. No mnie dziwi, bo parę gałęzi od wypalania trawy łatwo odróżnić, nie mówimy o trawie, która rośnie, tylko o patykach, w dodatku uschniętych, które wiatr ułamał. Doprawdy jest zdecydowana różnica. Niektóre przepisy działają jak wylewanie dziecka z kąpielą.

      Usuń
    4. A gdzie w tych zakazach ziemniaczki z ogniska? chyba już nie ma? Może doniósł sąsiad, który sprowadził sie z miasta?
      Mojemu synowi sąsiad zrobił awanturę o grilla...

      Usuń
    5. Jeśli jest zakaz palenia ogniska na własnej posesji, to i ziemniaczka upiec nie wolno. Nie wiem, jak jest aktualnie, ale z tymi ogniskami ziemniaczkowymi może być problem, bo na ognisko musi być odpowiednie miejsce. Tylko że dawniej łęty kartoflane paliło się wprost na polu i przy domu nikt tych ziemniaków nie piekł.
      Jeśli chodzi o grille to ja akurat bardzo ich nie lubię, nie znoszę tego nowego sportu narodowego, jakim jest robienie grilla w każdą sobotę czy niedzielę, po prostu mnie to drażni. No ale to nie powód do awantury, po prostu się do tego nie przyłączam.

      Usuń
  5. W takich sytuacjach łatwo zrozumieć, skąd bierze się zwykła ludzka frustracja — przepis może wyglądać sensownie na papierze, ale dla konkretnego człowieka oznacza czasem kolejne miesiące czekania i dodatkowe pieniądze. I chyba właśnie na tym najczęściej wykłada się polityka: zapomina, że za każdą regulacją stoi ktoś, kto musi z nią później normalnie żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko sami Polacy mają wrażenie, że nasze polskie prawo jest nadmiernie skomplikowane, zawiłe. Wielu obcokrajowców też tak uważa. Nie rozumiem, dlaczego tego wszystkiego nie można uprosić. Dlaczego co rusz pojawiają się nowe zawiłości? Ktoś za to bierze pieniądze, a potem człowiek ma wszystkiego dość, gdy się zderzy ze ścianą paragrafów.

      Usuń

nic szczególnego

Nie ma tu nic szczególnego... Droga się snuje pod płotem - Skąd ona i dokąd wiedzie, Prawie nie myślę o tem...       Podoba mi się filozofia...