Lato trwa zdecydowanie za długo. Zwłaszcza z upalnymi dniami, kiedy na nic nie ma się ochoty i organizm marzy tylko o minimalizowaniu wydatkowanej na życie energii. Nie znoszę upałów i jest mi wtedy bardzo źle. Wczorajszy pobyt w mieście, gdzie dawniej pracowałam, też mnie zmęczył. Te ulice pełne samochodów, ludzie wszędzie dokądś spieszący, nagrzane słońcem chodniki, od których bije gorąco, kurz i pył wokół terenu z budową, nawet kawiarnia niemal pełna. Nie wchodziłam do żadnych sklepów, bo na samą myśl o tłumie robiło mi się słabo. Każdy oddech w takiej atmosferze wymaga zwiększonego wysiłku. Każde sięgnięcie do torebki po portfel czy cokolwiek przypomina podnoszenie ciężarów. Nawet wejście po stopniach busa sprawiło mi większą trudność niż zwykle.
Spotkałam kilka osób z dawnej pracy. Kilka zdań rozmowy, co słychać, co nowego, co starego. Ktoś coś opowiedział nowego, ktoś inny wspomniał coś z lat wcześniejszych, gdy tam też pracowałam. Padło jakieś zaproszenie, żebym wpadała częściej. Nie wiem, czy już mi tak wszystko jedno, ale żadnych emocji, żadnego poruszenia myśli one nie wywołały. Ot, takie sobie historyjki. Jak tysiące podobnych w tysiącach innych miejsc pracy. Za długo już mnie tam nie ma, części nowych ludzi nie znam, więc i opowieści o tym, co się dzieje, są dla mnie mało czytelne. Stopniowo zacierają się kontury zdarzeń i osób a przeszłość traci na wyrazistości. Z trzema, czterema osobami zdarzają się jakieś SMS-y, e-maile, krótkie rozmowy, ale tak naprawdę tylko z jedną osobą nadal utrzymuję stały kontakt, taki niewymuszony. Dzwonimy do siebie, opowiadamy, co nowego, dzielimy się przeżyciami, wspieramy w trudnych chwilach. Czas zweryfikował, z kim rzeczywiście nawiązałam bliższą i trwalszą relację. Od lat uważam, że w pracy nie ma przyjaźni. Przyjaźnie nawiązuje się w innych sytuacjach, niż tylko to samo miejsce pracy. Można z kimś być w pracy jak najbardziej w życzliwych stosunkach, wspomagać się wzajemnie, współpracować, wspierać, ale to nie to samo, co przyjaźń wynikająca z głębszych życiowych okoliczności. Nie mieszam tego. Pracowałam w czterech różnych miejscowościach i instytucjach, więc poznałam sporo ludzi. Koleżeństwo w pracy kończy się jako relacja, gdy z tej pracy się odchodzi. Nawet jeśli jeszcze przez jakiś czas będzie się w kontakcie takim czy innym, jeśli duża odległość, to najczęściej pozostaje kontakt telefoniczny czy mailowy. Nieważne, z czasem przemija i to. Wspomnienia nie są już takie żywe i intensywne, przechodzimy do nowego etapu.
Spotykam tych ludzi z dawnej pracy i na ich pytanie, co u mnie słychać czasami naprawdę nie mam pojęcia, co odpowiedzieć. Oczywiście "Dziękuje, w porządku" zawsze można powiedzieć, tylko czy to jest rozmowa? Czy nie lepiej po prostu powiedzieć "Cześć!" i rozejść się bez udawania, że jest się czymkolwiek zainteresowanym. Tym bardziej, że wcale nie chcę i nie potrzebuję opowiadać o swoim życiu obecnym komuś, z kim zetknęła mnie praca zawodowa tylko na parę lat, a potem nasze drogi się rozeszły.
No więc te spotkania z osobami z dawnej pracy mnie zmęczyły na równi z ciężką pogodą. Za długo trwa upalne lato, za długo mnie już w tamtym mieście nie było, za długo z niektórymi się nie widziałam, żeby mieć coś do powiedzenia.
Myślę, że to zupełnie naturalne, że po latach spotkanie z dawnymi współpracownikami nie musi już wywoływać wzruszenia czy potrzeby długiej rozmowy. Każdy poszedł swoją drogą, życie napisało kolejne rozdziały i nagle okazuje się, że kiedyś wspólna codzienność była tylko fragmentem większej historii.
OdpowiedzUsuńDziękuję za zrozumienie. Dobrze zauważyłaś, to były tylko fragmenty większej historii, dzisiaj nieco już wyblakły.
UsuńChyba każdy ma w życiu takie sytuacje, w których łatwiej jest jeszcze trochę poczekać niż podjąć konkretną decyzję. A później okazuje się, że to właśnie to „jeszcze trochę” zabiera nam najwięcej.
OdpowiedzUsuńNie wiem, o jakie czekanie Ci chodzi. Jakoś nie widzę odniesienia...
UsuńPrawdę mówiąc i mnie wszystkie pracowe relacje się "rozlazły".
OdpowiedzUsuńW ogóle na palcach jednej ręki liczę osoby, z którymi mam ochotę się spotkać.
Pozdrawiam serdecznie, Auroro.
Otóż to, nie mam ochoty. I wcale nie dlatego nawet, że miałam z tymi osobami jakieś złe relacje. Po prostu nie mam ochoty wałkować w kółko tych samych tematów, bo na takim spotkaniu zawsze wypłynie to, co działo się w pracy, a to już zamknięty rozdział. Albo zacznie się jakieś powtarzanie plotek typu: a wiesz, co u tej czy tamtej słychać, co się dzieje itp. Nie interesuje mnie to.
UsuńWedług mnie pewne rozdziały życia trzeba zamykać bez żalu. Krótka rozmowa na ulicy potrafi pokazać czy z tą osobą w ogóle mamy o czym rozmawiać i jaki niesie w sobie ładunek - pozytywny czy negatywny. A zazwyczaj to pieśń przeszłości...
UsuńJa jakiś czas temu wróciłam do spotkań z dawnymi koleżankami. Niestety, w tym wypadku - zły wybór. " Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki" tym bardziej, że przez lata nazbierało się mułu i woda stała się mętna...
UsuńWłaśnie, jak coś zostało zamknięte, to nie warto na nowo otwierać drzwi, bo widać nic za nimi ciekawego nie będzie.
UsuńMam podobne refleksje, tym bardziej, że idąc na emeryturę założyłam sobie odcięcie pępowiny. Obietnice spotkań, telefonów to fikcja, mam ze dwie-trzy koleżanki, z którymi spotykamy sie często prywatnie, ale reszta?
OdpowiedzUsuńGrzecznościowe zwroty i pozdrowienia, w pracy nie ma czasu na pogaduchy przy kawie. Zmienia sie kadra, dyrekcja, itd.
Mieszkam w małym mieście, więc nie odczuwam presji i atmosfery wielkich metropolii.
Ale ja nie wiem czy to akurat zjawisko wielkich metropolii. Mam w rodzinie osobę, która jest w takim kręgu przyjaciółek, z których kilka już jest na emeryturze i one często się spotykają, regularnie. Raz u jednej, raz u drugiej, wyjeżdżają sobie gdzieś do miasta, do kawiarni, do pizzerii... Mieszkają albo na wsi, albo w małym miasteczku. I one na tych spotkaniach wciąż wałkują sprawy zawodowe, co się dzieje w ich dawnej pracy, a te, które jeszcze pracują, opowiadają nowinki. Ja bym chyba szału dostała. Uważam, że to nie jest zdrowe.
UsuńMiałam na myśli ten gwar i szum, hałas i mnóstwo aut.
UsuńA tak, widuję takie grupki, może to jakiś żal za dawnym życiem jednak? Ja nie tęskniłam ani minuty...
No tak, są różnice miedzy wielkim miastem a małym miastem. Ale odkąd mieszkam na stałe na wsi, nawet male miasteczko ma dla mnie czasami nadmiar hałasu, natłok bodźców, które mnie męczą.
UsuńLato trwa zdecydowanie za długo? A ja z niepokojem myślę o zbliżającej się jesieni. Deszcze, pochmurne, szare dni mnie dobijają. Takie spotkanie z dawnymi współpracownikami bardzo często bywa sztuczne i wymuszone. Uważam, że na siłę nie warto odświeżać relacji.
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci pięknego, słonecznego września:)
Lato nie jest moją ulubioną porą roku. Upały mnie wykańczają. To już jesień jest ciekawsza, zimę lubię...
UsuńNic na siłę, jeszcze czasem zadzwonię do kogoś z dawnej prac, ale chyba powoli to się też skończy.
Dziękuję i wzajemnie pięknej złotej jesieni życzę.