No to zima!

      Prawdziwa zima jak przed laty. I od razu zmienia się narracja w kwestii ogrzewania. Najpierw sugestia "znawcy", że nie polecałby demontażu tradycyjnych pieców na paliwa stałe. A to w związku z tym, że nowoczesne np. na gaz tu i ówdzie ulegały awarii. Ludzie zostali bez ogrzewania. Tymczasem, żeby dostać dopłatę na nowy ekologiczny kocioł czy ogrzewanie gazem, trzeba z likwidować inne źródła ogrzewania. To ja podziękuję. Wole swoja tradycyjną kuchnię kaflową. I niech się nikt nie czepia. Nie będę potem ogrzewać się na ulicy przy koksowniku. Właśnie stawiono je w Lublinie na newralgicznych przystankach, gdzie są węzły przesiadkowe. Sceny jak z filmu. Opatuleni ludzie, zaśnieżone chodniki, oszronione autobusy, płonący koks w metalowych koszach. Gdzieś awaria ogrzewania gazowego, gdzieś zamarzło paliwo w przewodach TIR-a, gdzieś awaria kanalizacji ciepłowniczej - to ostatnie akurat pamiętam: w Gdańsku i Sopocie. Mowy nie ma! Żadnego pieca nie likwiduję. W razie kryzysu nawet stare krzesło można porąbać i palić, a jak taki gazociąg szlag trafi, to przyjdzie zamarznąć. 

Kto podejmuje decyzje?

     Decyzje w sprawie Grenlandii. Trump rozmawiał sekretarzem generalnym NATO Ruttem, a premier Grenlandii nic o tym nie wie. Czy władze Danii wiedzą coś? Pewnie też nie. Grenlandia nagle stałą się najdroższym kawałkiem lodu ma świecie i tematem numer jeden. Bo po d tym lodem podobno są bogate ic cenne złoża. Jak zawsze chodzi o biznes. 

Co się dzieje w państwie duńskim?

     Dzieje się wielka światowa polityka, choć państwo małe. Prawie jak więzienie, jak twierdził książę  Hamlet. Trump ma apetyt na Grenlandię, a Dania i kilka krajów UE zamierza jej bronić przed aneksją. Poleciały jakiś wojska, trwają narady i obrady. Dolar spada, giełda leci, inwestorzy chyba idą a przeczekanie, a politycy licytują, kto ma silniejszego asa w rękawie. 

      Tusk też zamierzał wysłać polskich żołnierzy, ale odradził to Kosiniak-Kamysz, sugerując... przeczekanie i nieangażowanie się. Słowem, nie pchać się między drzwi międzynarodowej polityki.  

A już...

      O 17:01 przeczytałam wielkimi literami pod nagłówkiem na czerwonym tle PILNE o globalnej awarii X, czyli dawnego Twittera. Guzik mnie to obchodzi, bo i tka nie mam konta. A o 17:05 napisano, że awaria usunięta. A już myślałam, że wszystko dokumentnie pierdyknęło. Niestety, trzeba jeszcze poczekać. 

Odleciał?!

No niezły odlot poglądów.  Konsumpcjonizm, a dokładniej mówiąc, przedświąteczny szał zakupowy traktować jako zaspokajanie potrzeb.

Pytanie tylko, czy to są prawdziwe potrzeby, czy wmówione ludziom przez handlowców? Naprawdę potrzebą jest kupowanie choinki na przykład?  Dziesiątków prezentów? Albo bombek? Albo nowego świątecznego obrusu? Ooo, akurat widziałam reklamę: kup sobie świąteczne firanki. To nie są realne potrzeby, to są psychiczne uzależnienia. Ale gość widać o uzależnieniach zakupowych w życiu nie słyszał.

I nie, nie jest prawdą, że to poprawia jakość naszego życia. Kolejne złudzenie i wmawianie ludziom, że im więcej wydają, tym lepiej żyją. Od kiedy kupowanie większej liczby dóbr jest równoznaczne z lepszą jakością życia?  Myślałam, że jakość to zdrowie, satysfakcja, z tego, kim się jest, jakie się ma poważanie w środowisku, w społeczeństwie.  Jeśli na coś ma  mnie być stać, a co może poprawić jakość mojego życia, to raczej inwestycja w edukację, wiedzę, rozwój. No nie wiem, czy akurat nowy gadżet mi to wszystko zapewni...

A tu cytaty z "odkrywczych" tez pana doktora:

 – To, że przed świętami kupujemy więcej, nie wynika z konsumpcjonizmu, lecz jest naturalnym efektem sprawnie działającej i produktywnej gospodarki rynkowej — uważa dr Łukasz Jasiński z UMCS.

[....]

Stać nas, za podobną realną pensję, do nabycia szerszego wachlarza dóbr i usług, o lepszej jakości, dzięki czemu nasze potrzeby są lepiej zaspokajane i my jesteśmy zwyczajnie bardziej zadowoleni z życia.

[....]

Jak zaznacza dr Łukasz Jasiński, okres Bożego Narodzenia, czyli okazja większej wyprzedaży, jest świętem konsumentów, podczas którego celebrujemy lepszą jakość naszego życia, bo możemy kupić więcej dóbr po relatywnie niższych cenach.


 

poranne dylematy

       Zima. Przed świtem. Psy już w pogotowiu, koguty pieją w kurniku. Szybka kawa, kurtka na plecach, ciepłe buty i obchód zwierzaków. Z psiego bufetu zakupionego tydzień temu za 200 zł ubywa z dnia na dzień w zastraszającym tempie. Trzeba je przestawiać na dietę bezmięsną: kasza, ryż, zupa... No trudno, muszą się przyzwyczaić, że nie zawsze będzie mięso. na szczęście kasza  gryczana z twarogiem nawet znika z misek. Kury jeszcze się dobrze niosą. 

       Na poranne wybieranie się niewiele zostało czasu. Szybka kawa, Śniadanie - prawie to samo, co psy: kasza gryczana, tylko zamiast mięsa jajecznica. Drobne do kieszeni: na myjnię i chleb wystarczy. Nad resztą przyjdzie czas si zastanowić później, po przelewie z wypłatą. 

czyżbyśmy już byli w stanie wojny?

       Najpierw wleciały drony, teraz szyny kolejowe wyleciały w powietrze.  Na portalach informacyjnych retoryka wojenna: sabotaż, dywersja. Raczej w regionie południowo-wschodnim: trasa Warszawa - Lublin, Świnoujście - Rzeszów czy tez Lublin (dokładnie nie wiem). Skąd jechał pociąg, nie jest takie ważne, ważne, że szyny zniknęły koło Garwolina, a potem w innym miejscu coś wybiło szyby w innym pociągu. Acha, i jeszcze jeden musiał gwałtowanie hamować z powodu uszkodzenia torów. Tam, gdzie torów brakowało, piszą, że na skutek wybuchu. Pilne zwołanie Biura Bezpieczeństwa Narodowego: dywersja, sabotaż, wojna hybrydowa, akty terrorystyczne. Ciekawe, co by na to powiedział mój dziadek, gdyby żył? Przez większość życia poruszał się konnym wozem, ale przeżył dwie wojny, a właściwie trzy: I wojnę światową, wojnę polsko-bolszewicką i II wojnę światową. 

kobiety pszeniczne

       Niektóre tak pomarszczone, że trudno odgadnąć, ile mają lat. Na pewno są w wieku słusznym. Czasem pokrzywione, wychylone w bok lub w ...